Wstęp

Hejka, witam bardzo serdecznie na moim blogu. W tej historii mam zamiar umieść historię pewnego elfa z dzieł J.R.R. Tolkiena, mam na myśli Legolasa. Opisze każdą chwilę z jego życia od dnia narodzin do odpłynięcia do Amanu, więc myślę, że ten blog spodoba się wszystkim jego fanom. Zapraszam!

niedziela, 18 grudnia 2016

Rozdział 21

Tauriel nałożyła strzałe na cieciwe. Wymierzyła w tarczę na drzewie. Trafiła w sam środek. Obróciła się w stronę elfa który bił jej brawo.
- W końcu ci się udało. - Legolas wystrzelił strzałe. Wbiła się w sam środek strzały Tauriel. - Ale żeby mi dorównać musisz się bardziej postarać.
Tauriel przewróciła oczami.
- Twoje ego rośnie z dnia na dzień.
Tauriel zauważyła, że jej przyjaciel się zmienił. Nie tylko fizycznie. Zmienił się jego charakter. Lego stał się wręcz nie do wytrzymania. Był złośliwy i egoistyczny. Nabiał się z Tauriel zawsze jak coś jej nie wychodziło. Nie miała pojęcia skąd tak drastyczna zmiana. Zaczął pyskować nawet ojcu. Wszyscy zaczęli tłumaczyć to okresm buntu, ale Tauriel uważała inaczej. Thranduil starał się mu zastąpić matkę, lecz młodemu dorastającemu elfowi potrzeba matczynej ręki. Legolas miał jedynie obraz i posąg.
- Pff, ćwicz nie gadaj, bo nigdy nie będziesz tak dobra jak ja.
- Dlaczego taki jesteś?!
Książę spojrzał na nią ze znużeniem.
- Jaki? Zachowuje się tak jak zawsze. Zachowuje się tak samo kiedy się poznaliśmy...
- O nie, nie jesteś taki jak wtedy! Jesteś opryskiliwy, arogancki, pyskatym księżątkiem nie mający szacunku do własnego ojca!
- Nie zapomnij, że czterysta lat temu ubłagałem go aby pozwolił ci uczęszczać na treningi i zwiady! Gdyby nie ja...
- Oj cicho bądź! Nie cierpię cię! Jesteś napompowanym balonem, który rośnie i rośnie! Stałeś się idiotą!
Ze łzami w oczach wybiegła z terenu treningów.
Legolas stał na środku placu z łukiem w ręku. Zagryzł wargę i wyciągnął strzałe z kołczanu i ponownie wystrzelił w kierunku tarczy. Strzała wbiła się w po raz kolejny w środek. Tym razem nie ucieszyło go to.

Thranduil dwa dni temu wyruszył do Samotnej Góry. Krasnoludy wysłały mu wiadomość, że mają w skarbcu coś co należy do niego. Miał wielką nadzieję, że chodzi właśnie o naszyjnik Lianny. Król spod Góry ustawił warunek. Thranduil miał okazać mu należyty szacunek i przyznać, że jego potęga jest niewyobrażalna, a królestwo niezwyciężone. Thranduil nie miał najmniejszej ochoty na przystawianie na te warunki, lecz w grę wchodził naszyjnik ukochanej żony.
Przy bramie stali strażnicy i komitet powitalny składający się z dużej grupy krasnoludów i brązowo-czarnych chorongwii. Krasnolud z długą, białą brodą i w bordowym płaszczem skłonił się przed królem.
- Wasza Wysokość, w imieniu króla spod Góry witam cie w naszym królestwie.
Thranduil skinął głową. Nie zdziwiło go, że Wielki, Najwspanialszy i Najbogatszy Król Krasnoludów nie powitał go osobiście, tak jak to robią wszyscy królowie. Thrór był tak zaślepiony swym złotem, że nie chciał wychodzić na zewnątrz z obawy, że jeśli opuści swój największy skarb to ktoś go ukradnie.
Zsiadł z łosia, a Malachonir i reszta z gracją zeskoczył z koni. Krasnoludy odoprowadziły zwierzęta do stajni stojącej obok. Dumnym krokiem ruszył za krasnoludem.
Buchar, bo tak mu było na imię prowadził ich przez korytarze Samotnej Góry. Pełno było przejść, wyjść, innych korytarzy. Nie jeden by się zgubił w tym labiryncie. Thranduil z nie chciął przyznał ze owy królestwo jest naprawdę piękne i zapiera dech w pierśach. Spojrzał na kapitana. Malachonir rozglądał się z zachwytem.
- W życiu nie chciałbym się tu zgubić...- mruknął jeden z elfów. Jakby spojrzeć na to z logicznej strony to młodzieniec krążył by po tych korytarzach dobre kilka lat zanim znalazł by właściwie wyjście które nie kończą się pewną śmiercią.
- Panie- odezwał się Buchar. - Król nie zdarzył się odpowiednio przygotować na tak wczesną audiencje, więc  proszę pozwolić, że moi ludzie oprowadzą ciebie i twoich ludzi po naszym zamku i pokażą cześć naszej architektury.
- Będzie to dla mnie nie lada przyjemność zwiedzić to miejsce choć trochę.
Thrór wiedzial od tygodnia, że przybędzie o tej porze. Była to jedynie wymówka i dobrze o tym wiedział. Syn i wnuk zapewne próbują odciągnąć go od złota i diamentów. Zgodził się nie tylko by podziwiać wnętrza, ale by uniknąć nie potrzebnego konfliktu. Thrór wpadł by w szał gdyby we własnej osobie odwiedził jego skarbiec co byłoby wyłącznie jego wina. Thranduil nie mógł marnować cennego czasu na wieczne czekanie na tego pogrążonego gorączka złota starca. Nie obchodziły go problemy tego starego dziwaka. Sam miał większe, jedyny syn sprawiał problemy wychowawcze, Tauriel nie mogła się skupiać na nauce i treningach przez docinki Legolasa, a Malachonir i Ellarhien nie długo zostaną rodzicami. Thranduil sam był szczęśliwy, ale nie chciał by podczas jednej wypraw lub bitew Ellarhien straciła męża. Nikomu nie życzył utraty ukochanej osoby więc postanowił przenieść Malachonira na inne stanowisko. Jako jeden z doradców króla będzie wyjażdżać na bitwy tylko w razie ostateczności. Thranduil zdawał sobie sprawę, że są inne elfy ale nie mógł przenieść wszystkich na inne stanowiska i tego właśnie żałował. Kiedy Malachonir przesadnie pełnić funkcję kapitana straży będzie musiał wybrać kogoś innego. Ostatnimi czasy ciągle ma pod górkę.

Ellarhien była  w czwartym miesiącu ciąży i wciąż była piękna. Ciągle zajmowała się Tauriel, mimo, iż elfka sama potrafiła się uczesać to nie potrafiła dobierać ubrań na przyjęcia. Ellarhien była wdzięczna, że ciągle może pomagać swojej już nie małej podopiecznej.
Tauriel nie była już małą dziewczynką z piegami i rudymi włosami. Była dziewczyną a już nie długo kobietą z piegami i rudymi włosami. Miała moce ramiona od treningów i walek z Legolasem. Piękną, waleczna, uporczywa i uparta. Tak moża ją opisać. Wychowanka króla cały czas mieszkała w królewskich komnatach i była traktowana jak prawdziwa córka Thranduila. Jednak nigdy nie nazawała go "tato" lub "ojcze" uznała, że nie jest tego godna. On także nie nazywał ją córką. Mówił do niej " kwiatuszku", "kochanie", ale nigdy "córko". Z Legolasem było podobnie. Byli dla siebie jak brat i siostra, ale nie nazawali się tak. Byli najlepszymi przyjaciółmi...choć ostatnimi czasy zaczynała w to wątpić.
- Dlaczego on się tak zachowuje? - Tauriel siedziała na łóżku w swoim pokoju, a Ellarhien szyła obok ubranka dla swojego dziecka. - Tylko proszę...nie mów, że to przez okres buntu.
- Zdaje mi się, że poprostu chce zwrócić na siebie uwagę lub tak jak kiedyś mówiłaś brakuje mu matki. Król jest wspaniałym ojcem o czym wiesz, ale choćby nie wiem jak by się starał nie zastąpi Legolasowi Lianny.
- To znaczy, że już zawsze taki będzie? - spojrzała na nią z bólem. Chciała aby jej dawny Legolas wrócił. Nie chciała tego aroganckiego książątka. Chciała przyjaznego i wesołego księcia, Legolasa który był jej najlepszym przyjacielem.
- Trudno mi powiedzieć. Mam nadzieje, że nie, ale to wszystko zależy od niego. Jeśli będzie chciał się zmienić, jeśli naprawdę zależy mu na ojcu i tobie to się zmieni. Wiem, że chcesz mu pomóc, ale sam musi to tego dojść.

- Thranduilu, powiedz czy moje królestwo jest tak wspaniałe jak śpiewają w pieśniach?
Elf powstrzymał się aby przewrócić oczami. Chciał mieć już tą błazenadę za sobą, wziąść to co jego i wróci do domu.
Odchrzaknął i rzekł:
- Muszę przyznać, iż twe królestwo jest imponujące i tak jak powiadają nie do zdobycia...Samotna Góra naprawdę jest cudem architektury. A ty Thrórze jako jej król zasługujesz na taką samą opinie. Dlatego właśnie przy wszystkich tu zgromadzonych przyznaje, że twa władza jest potężna.
Thrór słuchał tego dumnie siedząc na tronie. Wspaniałe było to uczucie patrząc na elfa z wysokości. Wspaniałe było czuć się większym od niego.
- Dziękuję ci królu Mrocznej Puszczy za słowa uznania...
- W liście wspomniałeś, że posiadasz rzecz, która jest moją własnością...
- Tak, tak hmm...tak Buchar!
Krasnolud wyszedł z szeregu. W dłoniach trzymał małą szkatułkę. Stanął przed Thranduilem. Na rozkaz króla Buchar uniósł wieko. Ze środka bił oślepiający blask. Pośród diamentów i kryształów leżał naszyjnik Lianny. Piękny tak samo jak tamtego dnia. Ledwo widoczne łzy iskrzyły się w oczach elfa. Po tylu latach...Lianno, najdroższa znalazłem...ale nie przywróce ci życia...
Wpatrzony w skarb pragnął go dotknąć, wziąść i zawieść do domu...pokazać synowi. Juz prawie go miał...gdy nagle Buchar zatrzasneł szkatułkę przed palcami Thranduila.
- Co to ma znaczyć?!
- Chyba nie myślałeś, że ci go oddam. To co jest w moim skarbcu pozostaje w nim na zawsze! - Thrór roześmiał się a echo jego śmiechu nosiło się po całym królestwie.
- Była umowa!
- Oj wybacz musiałem coś przegapić. Jednakże przyznaleś, że...
- Jesteś kłamcą i oszustem! - Warknął, odwrócił się napięcie i ruszył w kierunku wyjścia. Pozostałe elfy uczyniły to samo.
- To nie był dobry pomysł- odezwał się Thorin, wnuk Thróra. Podszedł do tronu kiedy tylko drzwi się zatrzasnęły. - To naszyjnik jego zmarłej żony. Szukał go przez wiele lat. Myślisz dziadku, że to nie doprowadzi do nie dajcie bogowie do niepotrzebnej wojny?
- Mój drogi tak jak zauważyłeś wojna byłaby nie potrzeba, a Thranduil nie lubi ryzykować życia swoich poddanych. Albo pogodzi się ze stratą albo okaże się głupi i wymowie nam wojnę.

Legolas wyszedł na most by powitać ojca. Tauriel stała obok. Znowu się po kłócili. Thranduil zszedł z łosia i odrazu było widać że jest wściekły.
- Co się okazało tym...
- Co?! Wiesz co?!- Ryknął na syna. Legolas cofnął się wystraszony do tyłu. Tauriel stała obok i wraz z Malachonirem patrzyła na coś czego niegdy nie potrafiła sobie wobrazic.
- Naszyjnik twojej matki! Ten sam który miała na sobie w momencie śmierci! Te gnidy ukradły go orkom wiele lat temu i teraz jeszcze nie chcą go zwrócić! Na Valarów czy ty zawsze musisz się zachować jak rozkaprzyszony dzieciak?!
- Ale ja...
- Myślisz, że cały czas będziesz się tak zachowywać?! Myślisz, że całą wieczność będę znosić twój brak szacunku?! Otóż nie! Jeśli się nie zmienisz pożałujesz że takie odzywki w ogóle przyszły ci do glowy!

Legolas siedział w pokoju ściskając w dłoniach ołówek. Próbował rysować. Zawsze rysuje kiedy chce się zrelaksować. Teraz jednak nie pomagało. Nie mógł uwierzyć w to co widział i w to co słyszał. Ojciec nigdy się tak nie zachowywał. W szoku był nawet Malachonir. Coś w nim pękło, Legolas wiedział to doskonałe. Od śmierci matki minęło sporo czasu lecz ani on ani król nie zapomnieli o naszyjniku.
- Nic już nie będzie takie jak dawniej. - Powiedział cicho do portretu matki.

piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 20

 Od tego zdarzenia minęło dziesięć lat, lecz to dla Elfa jedynie ułamek sekundy. W tym czasie we Śródziemiu nie stało się nic godnego podziwu. W tym czasie w królestwie na południe tron po zmarłym król przeją nowy władca. W Mrocznej Puszczy także nic się nie działo. Może tylko dzień po powrocie Thranduila i Elronda było sporo zamieszania z powodu tajemniczej bestii, jednak sprawa szybko ucichla ze względu na zakaz króla. Nikt nie mógł rozmawiać o powtórze.
 Życie elfów Mrocznej Puszczy toczyło się powoli i spokojnie. No...prawie spokojnie. Od czasów dzieciństwa Thranduila nie było w Królestwie taki elfów jak Legolas i Tauriel. Dzieci rosły jak na drożdżach. Tauriel piękniała w oczach, ogniste włosy sięgały jej do połowy pleców, a oczy zrobiły się jeszcze bardziej zielone, niczym dzika trawa skąpana w porannej rośie. Ubrana w piękne suknie i wygląd zrobił z niej małą damę. Ale tylko od zewnątrz. W środku wciąż była dzika tak samo jak reszta elfów lasu.
Legolas natomiast bardzo zmienił się w przeciągu ostatnich lat. Pogodził się ze stratą matki jednak wciąż za nią tęsknił. Złote włosy sięgały mu do łopatek. Oczy wciąż miał błękitne niczym niebo. Książę zaczął trenować strzelanie z łuku i walkę sztyletami. Co bardzo spodobało się jego ojcu i Tauriel która tak samo jak jej przyjaciel chciala trenować. Co tym razem nie spodobało się królowi.
- Tauriel, damie nie wypada walczyć. - Powiedział król podczas kolacji.
- Ale ja nie jestem nią. Jestem dzikim elfem w sukni który mieszka w pałacu z królem i jego synem. - Popatrzyła w oczy króla, a ten zobaczył ogniki dzikości takie same jakie miała Lianna. Lianna mimo iż była królową nigdy nie przestała być dzika i nic tego nie zmieniło. Mimo to postanowił  zrobić z niej małą księżniczkę.

- Zabierz mnie jutro na trening, proszę.- Legolas popatrzył w jej maślane oczy.
- Wybacz to nie dla ciebie...
- Co??!! Żartujesz sobie! Oczywiście ze dla mnie! Moja mama takaże walczyła...
- Tauriel...
- Ja też chcę...walczyć jak ty...
Legolas nie potrafił się oprzeć łzom i Tauriel dobrze o tym wiedziała.
- Porozmawiam z tatą. - Tauriel przytuliła mocno księcia z radości.

- Ktoś cię rozweselił? - Spytała Ellarhien kiedy ta następnego dnia czesala jej włosy.
Elfka krecila się wokło własnej osi i śmiała się.
- Malachonir, wczoraj wyznał mi miłość!- Tauriel rzuciła się opiekuńce na szyję. Tak bardzo cieszyła się z jej szczęścia, wiedziała, że kapitan straży jest zakochany w elfce. Zauważyła to na urodzinach króla kiedy pilnowała chorych synów Elronda. Widziała jak ze sobą tańczyli i patrzyli w oczy, to wszystko powtarzalo się co roku. Pomijając pijanych bliźniaków oczywiście.


Rozdział i tak spóźniony ale jest nudny oczywiście ale elfy nam podrosly i zaczynają się pierwsze schody w wychowaniu :)
Jak tam rozdanie świadectw? Mam nadzieje, że dobrze ;) U mnie był pasek oczywiście nie na tyłku xD Gdzie jedziecie na wakacje? Ja jadę na obóz harcerski i do Energylandi tylko nie wiem kiedy. Pozdrawiam :*


niedziela, 24 kwietnia 2016

Fragment "Cieni"

Cześć, moi Drodzy! Otóż w sprawie rozdziałów albo raczej ich braku to jest wszystko, absolutnie i bezdyskusyjnie wina... moja i mojego lenistwa do nauki. Zamiast uczyć się na początku semestru to oczywiście wspaniała ja odkładałam to wszystko, aż w końcu luty zamienił się w końcówkę kwietnia i muszę podciągać tróje na czwóry i czwóry na piątki. Przez co nie mam w ogóle czasu na bloga jak i również na inne rzeczy. Ostatnio robiłam z Kotem zadanie na konkurs z techniki i tak nie dokończyłyśmy, bo brało czasu. Nie rozstaje się z książką od angielskiego i matematyki. Otóż,żeby wynagrodzić wam ten długi okres czekania postanowiłam, że będę publikować krótsze czy dłuższe fragmenty książki nad która pracuję. Powieść nosi tytuł Cienie i opowiada o braciach - Alex' u i Nicku Blood. Osierocone rodzeństwo trafia na lotniskowiec Nów gdzie poznają nowych przyjaciół i przygotowują się do wstąpienia w szeregi Cieni; ściśle tajnej organizacji zwalczającą największe zło na świecie. Dajcie znać czy fragment po niżej się Wam podoba, wtedy będę publikować kolejne części i przy okazji będę miała czas na naukę i pisanie historii o Legolasie, a także Wy nie będziecie czekać na jakąś aktywność czy oznaki życia ode mnie.  A tak na marginesie czy ktoś z Was pisał egzamin gimnazjalny?
tutaj macie linka do bloga Kota.


Fragment 1

Rozmowa John' a i Wolfganga.

 John wszedł do gabinetu brata z uśmiechem na twarzy nawet, jeśli dobrze wiedział, co go czeka. Wolfgang nie siedział za biurkiem tylko opierał się o nie. Dyrektor wezwał go zaraz po treningu, w słuchawce można było bez problemu wyczuć jad, a co dopiero w na żywo? Ktoś mógłby panikować. Wydzierać sobie włosy ze zdenerwowania albo nawet przepłyną w pław kilka set mil morskich byle tylko znaleźć się jak najdalej od porządnie wkurzonego Wolfganga Allena. Jednak John nie był kimś. John był osobą, która jako jedyna potrafi zachować spokój, kiedy Wolfgang ma tak zwany „aleniski okres”.
- Co jest braciszku? Czemu nie siadasz? Hemoroidy cię dopadły?
- Chcesz oberwać w ten głupi łeb!- Warknął. – Blood ostatni raz widział łuk na oczy!
John parsknął.
- Przecież to był wypadek. Nikt nie mógł przewidzieć, że strzała wbije ci się w…- Nie dokończył po ryknął nie pohamowanym śmiechem. Wolfgang tylko wystawił zęby jakby chciał go ugryźć.
- Po kim ty jesteś taki głupi?! – John przestał się śmiać i nic sobie nie robił z tego, że jego brat jest coraz to bliżej nie pohamowanej nerwicy.
- Oj daj spokój! Każdy się czasem lubi pośmiać, kiedy się ostatnio śmiałeś, co?!
- Kiedy upadłeś i sobie ryj rozwaliłeś. – Mruknął. John tylko wywrócił oczami.- Słuchaj młody! Sytuacja jest poważna…
- Mówisz o tym, czy o swoim tyłku?
- Uciekł trzy lata temu i od tamtej pory nie było ani jednego zagrożenia z jego strony. Nie sądzisz, że to podejrzane? Może planować coś grubego albo zamierza dokończyć swój plan z przed czternastu lat. Rozmawiałem już o tym z radą. Są podobnego zdania i postanowiliśmy, że w tym roku przydzielenia będą w lipcu.
-Kiedy?! Zwariowaliście?! Przecież wśród trzynastolatków są tacy, którzy są tu dopiero tydzień!
- Chodzi ci o młodych Bloodów?! Mają potencjał i szybko się uczą, a tacy żołnierze się przydadzą.
- Teraz się przydadzą? A kiedy mierzyli się z treningiem na poziomie zaawansowanym to nie! Wracając do tematu uważam, że jest o głupia decyzja.
- Twojej zdanie się tu w ogóle nie liczy! To już postanowione. Na całym świecie przydzielenia odbędą się w lipcu. Twoim zadaniem jest przygotowaniem tej dzieciarni do przydziału, gdzie to zrobicie to już nie moja sprawa byleby w lipcu. – Wolfgang wpatrzył się w flagi Kanady, Stanów oraz Meksyku.
John przemyślał to wszystko. Jeśli ich główny wróg planuje uderzyć to może lepiej by powiększyć wojsko Cieni o nowe drużyny. Dzieciaki byłyby lepiej przygotowane jednak to zwiastuje rozdzielenie. Bliźniaki bardzo związali się z Cleo, Ernestem i Balim. Jeśli zostaną przydzieleni do innych kasetów to może to być poważny problem. Bliźniaki nie znają tu nikogo. Może gdyby bracia trafili do jednego kasetu to pól biedy, ale jeśli obaj trafią gdzie indziej mogą sobie nie poradzić. Ucierpią nie tylko oni pozostali też. Zjednoczeni przestaną być ich opiekunami, co może odbić się na psychice Bali’ego. Jednak gdyby wszyscy stali się Zjednoczonymi? Mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
- Wiem, że to ryzykowne, ale innego wyjścia nie ma. Wiesz, jakie są zasady. Wtajemniczani mogą zostać tylko Cienie, im szybciej się dowiedzą o zagrożeniu tym lepiej. – Wolfgang odwrócił się do niego, a w jego czarnych oczach John dostrzegł cos na wzór radości tylko, co było tego powodem? – I tak straciliśmy dzisiaj dwóch Półcieni.
- Kogo? – John ożywił się . Wyrzucono kogoś i on dowiaduje się o tym dopiero teraz?
- Ci dwaj od Kassena. Przyłapano ich na włamaniu do laboratoriom, w którym przechowujemy plany broni i maszyn. Od razu zostali wysłani na wyczyszczanie pamięci i odesłani do domu dziecka w Meksyku.
- Jak to?! Chcieli wykraść plany?!
- Na to wygląda. Tylko nie wiadomo, co się za tym kryło. Kassem jakoś za nimi nie ubolewał.
- On za nikim nie ubolewa.- Mrukną John. Wolfgang chyba pierwszy raz w życiu się do niego uśmiechnął szczerze bez żadnej złośliwości.

- Idź już! Nie spóźnij się na obiad. Potem masz docisnąć swoich wychowanków tak bardzo jak to tylko możliwe. Jeśli nie będą w stanie utrzymać się na nogach będą zwolnieni z pożegnania Ojca i sprzątania.

czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 19

Jedynym źródłem światła był tylko księżyc i gwiazdy  Ledwo widoczna droga i złowrogie drzewa przyprawiały o dreszcze nawet Leśnego Elfa. Konie pędziły ile sił w kopytach lecz elfy wiedziały, że bestia depcze im po piętach. Słyszeli jej warczenie oraz odgłosy łamanych gałązek.
- Co to jest?! - Wrzasnął Elrond jadący tuż za Thranduilem.
- Dokładnie to sam nie wiem! Ojciec opowiadał mi kiedyś, że las zamieszkuje bestia podobna do Warga. Żyła tu jeszcze długo przed nami! Nie udało jej się nigdy złapać, a ten kto to zrobił został roszarpany na strzępy!
- Muszę przyznać, że ten las coraz bardziej wygląda tajemniczo  i przypomina  moja babkę. -wyszeptał Elrond.
- Co ty człowieku chrzanisz?! -  Thranduil popatrzył na przyjaciela jak na wariata.
- A nic. Zmęczony jestem!
- To widać i słychać.

Trzy godziny jazdy jednak zrobiły swoje. Elfy zgubiły  bestię za kamienną ścianą. Teraz nie zostało im już nic innego jak w końcu wracać do domu.Ruszyli ścieżką wiodącą w głąb lasu.
- Zaraz. Czy mu już koło tego głazu nie przejeżdżaliśmy?- Zapytał Elrond wzkazując na wielki głaz leżący przy drodze.
- Pewnie że nie. - rzekł Thranduil. - Jedzimy dalej za chwilę będziemy w domu. Elrond zszedł z konia i położył na głazie chusteczkę.

- Thranduil! Ty nigdy nie przyzanjący  się do błędu idioto! Zrobiliśmy głupie kółko!  Przejeżdżamy obok tego debilnego kamienia chyba z któryś raz z kolei! Dobrze o tym wiedziałeś. Zgubiliśmy się! - Elrond darł się na Thranduila dobra kilka minut. Elf tylko stał obok i przetważał wszytko to co się stało. To prawda zgubili się, a on nawet nie miał pojęcia gdzie są. Są w środku nocy gdzieś w głębi lasu zdani na łaskę tej bestii.
- Chłopaki pewnie już leżą gdzieś w kocie zlani w trupa, a Arwena, Legolas I Tauriel napewno juz dawno wyszli z siebie!
- Ciii- Thranduil popatrzył w gwiazdy.
- A co ty na mnie cichasz?!
-  Na Valarów, zamknij się w końcu! Patrz! Gwaizdozbiór drzewa!
- No i...
- To znaczy, że jesteśmy na granicy Gór Szarych. Szybko jedziemy! Jak do nich dotrzemy to znajdziemy ścieżkę to wtedy wrócimy do domu!
- Ale to jest ścieżka! -  Krzyknął za Thranduilem.
- Ale przypomniało mi się, że to teren bestii!

- Obiecaliśmy im, że wrócimy po trzech dniach.  Jest już czwarty dzień. Dziękuję ci bardzo za takie wycieczki. - Elrond juz leżał na koniu. Słońce grzalo okropnie, im kończyły się zapasy wody.
- Pojechaliśmy do damtej części tylko po ten kwiat.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że ta ścieżka była tylko trzy metry od nas.
Do Gór Szary dojechali pod ranem. Jak się później okazało droga prowadząca do zamku była odalona o trzy metry. Wystarczyło tylko przejechać przez krzaki i już by zaoszczędzili cztery godziny jazdy.
Upał dawał się znaki także konią. Elfy postanowiły ulżyć trochę biednym zwierzętom i od pół godziny prowadziły ich za uzdy.
- El, ponieś mnie
- Jeszcze czego? Jak zaraz nie znajdziemy jakiegoś strumyka to chyba wszyscy umrzemy z pragnienia...
Elf potknał się o wystający korzeń. - Ej tu jest błoto!
- Jak jest błoto jest i woda! Słyszysz? ! Szum wody! Jest blisko chodź albo leż przyniosę ci.
Thranduil  napełnił wiadro które było przyczepiene do jego siodła napełnił je i zaniósł do konia by ten mógł w końcu się napić, zrobił tak też w przypadku drugiego zwierzaka.
- El wstawaj! -  Oblał przyjaciela wodą.  Ten zerwał się na równe nogi. Thranduil zaprowadził go do strumyka gdzie potem wepchnął do wody.

- Wieczór się zbliża. Jedzimy bo nie chce siedzieć w tym lesie ani chwili dłużej.
Napojone konie pędziły ile sił miały w kopytach. Zostawał po nich tylko kurz.
-  Jeszcze godzina!- Thranduil krzyczał jak dziecko które dostaje upragnioną zabawkę, gdy był w palący nigdy bo do czegoś podobnego nie doszło.
- Światła!  Widzę światła! - Elrond z łzami w oczach poganiał konia. Droga sktociła się o piętnaście minut. Dojechali do mostu a potem już nawet nie pamiętali jak trzy małe istoty rzucają im się na szyje.

poniedziałek, 21 marca 2016

Wyjaśnienie dla Was i dla Kota.

Otóż zawiesze bloga jak ocen nie poprawie rozdziały będą cały czaś dodawane, więc nie macie potrzeby się martwić :)
Kocie, Matko jedyna do grobu mnie jeszcze wpedzisz. Las będzie, babka będzie wszytko będzie tylko mnie tak nie strasz :D
Sama bym nie wytrzymała do wakacji. Kocie trzeba zmienić matrmatyczke na następny rok.
A co do tego lasu i babki to wszytko dzieło Kota!

niedziela, 20 marca 2016

Małe klopoty

Cześć Kochani o tuż w sobotę i dzisiaj rozdziału nie było ponieważ zawalilam trochę naukę i jednym słowem rodzice są mega wkurzeni. Co to zwiastuje? Niestety będę musiała zawiesić bloga do końca roku szkolnego :( Otóż przez poniedziałek i wtorek nadal nic nie będzie ale może uda mi się dodać rozdział w środę.
To moja wina , że tak wyszło. Podeszłam do nauki w gimnazjum na zbyt wielkim luzie i oto efekty... :(
Jednak dziękuję Wam , że jesteście i czekacie na rozdziały które wcale nie wychodzą tak jak mają wychodzić ;(

środa, 9 marca 2016

Rozdział 18

- Mam już tego serdecznie dość! - Arwena szła z Tauriel i Legolasem przez gęste krzewy pałacowego ogrodu. Od dwóch godzin szukali bliźniaków, ale bez większych rezultatów. - Wiecie co? Może wezmę deskę i…
- Wiesz co? Jak ich znajdziemy to się wyśpisz bo już gołym okiem widać, że nie spałaś spokojnie od kilku dni! - Legolas zlustrował ją wzrokiem. Pod oczami miała wory, kruczoczarne włosy żyły własnym życiem,  a o sukience lepiej już nawet nie wspominać. Tauriel wyglądała tak samo choć wygląd czy nawet brudna sukienka ni robiły na niej żadnego wrażenia oraz jej to nie przeszkadzało. Legolas mimo, że jest następcom tronu woli chodzić w brudnych ubraniach niż eleganckich szatach jak jego ojciec.
TRZASK!
Wielka gałąź spadła im metr przed stopami. Przestraszne elfy spojrzały w gorę i od razu poczerwieniały ze złości. Wśród koron dębu siedzieli bliźniacy próbujący za wszelką cenę wciągnąć wyżej pustą do płowy beczkę wina.
- A niech to! Puść tą beczkę i uciekaj! - Wrzasnął Elladan. Elhoir puścił beczkę, która odbiła się kilka razy od gałęzi i roztrzaskała się o ziemię opryskując młode elfy resztkami wina. Bracia mimo, że byli już porządnie piani to zadziwiająco sprawne szło im skakanie po gałęziach.
Elfy starały się ich jakoś dogonić.
- Gdzie oni są?!- Krzyknęła Tauriel kiedy przez przypadek stracili ich z oczu.  Usłyszeli trzask gałęzi i chlupot wody. Białe jak kredy dzieci pobiegły w stronę jeziora. Odetchnęły z ulgą kiedy bliźniacy wyszli o własnych siłach z wody.
- Ech a było tak blisko…- Elladan padł na ziemie chwile później to samo stało się Elhiorem.
- Ostatni raz się wami opiekuje!- Arwena trzymała w rękach deskę z beczki, którą wzięła od szczątek beczki.
- Straże!- Legolas z radością wypowiedział te słowa do czterech strażników pełniących wartę nie opodal.
 Strażnicy nieśli nie przytomnych braci di lochów. Bliźniacy leżeli na pryczach w tej samej celi, sam Legolas zamykał drzwi do celi.

- Poczekaj tylko! Ojciec się o wszystkim dowie!- Elladan wrzeszczał do Arweny która siedziała na szczycie schodów. Razem z Legolasem i Tauriel podziwiali swoje dzieło popijając sok z czereśni łudząco przypominając wino.
- Ojciec sam nam kazał was pilnować!
- Daj choć tego!- Elhoir wskazał na kieliszek soku. Ku ich zdumnieniu siostra dała im dwa napełnione po brzegi wielkie kielichy. Nie myśląc o niczym wypili wszystko za jednym zamachem. Sekundę później wypili wszystko na siebie.
- Sok czereśniowy?!

Ten rozdział jest chyba najkrótszym i najbardziej nie ciekawym na całym blogu! Wybaczcie, nie miałam weny :( starałam się go napisać w bardzo krótkim czasie by dodać go dziś jak obiecałam. Nie mogłam wcześniej z powodu nauki i braku czasu. Następny rozdział będzie w niedziele :) Będzie dłuższy i ciekawszy.

poniedziałek, 7 marca 2016

post informacyjny ( krótki )

Hejo. Witajcie kochani!  Chcę Was powiadomić, że następny rozdział będzie w środę. Wybaczcie ale mam dużo nauki. Więc musicie jeszcze trochę poczekać :(

wtorek, 1 marca 2016

Rozdział 17

Władcy byli już w drodze powrotnej do zamku.  Odnaleźli to co mieli odnaleźć i teraz wracają do domu. Ponownie zatrzymali się na tej samej polanie.  Thranduil siedział nad brzegiem rzeki. Myślał o Liannie.  Minęło tyle czasu od jej śmierci a on ciągle nie pobierał się pschycicznie. Śni mu się po nocach.  Wszędzie słyszy jej głos, śpiew, śmiech... Tyle by dał aby ciągle była z nimi. Prezent od Legolasa i Tauriel podniósł go trochę na duchu,  ale ten naszyjnik. On musi gdzieś być.  Na pewno. Jak tylko wróci do zamku powyższy nagrodę za znalezienie go. Byle tylko go odzyskać.  Jedyna pamiątkę od niej.  Jakie to jest niesprawiedliwe. Te głupie orki pozbawiły go jego największej miłości, Legolasowi odebrali matkę, a leśnym elfom królową.
- O czym tak myślisz? - Usłyszał za plecami głos Erlonda .- Zgaduje, że o Liannie.
- Legolas praktycznie jej nie znał. - Wyszeptał. - Za sto lat o niej zapomni. Zapomni. o jej głosie, o tym że była wspaniałą i kochającą istotą.
- Niezapomni. Mówiłeś kiedyś że leśne elfy po śmierci zamieniają się w ziarna i wyrastają potem jako wielkie drzewa...
-  Ojciec mi to opowiadał na dobranoc. To zmyślina bajka. W takim razie dlaczego dwa najwyższe drzewa w Mrocznej Puszczy wyrosły w dniach śmieci twoich rodziców.  Kiedy wyjrzdzalismy z zamku zobaczyłem inne drzewo które było większe od pozostałych, a wiem to bo wcześniej tego drzewa nie było.  Ostanio byłem tu kiedy Lianna jeszcze żyła. I co? Wciąż myślisz ze to bajka. ?!
Thranduil uśmiechnął się.
- Po tym twoim darciu zaczynam wierzyć.
- No widzisz?  Wystraczy na ciebie nawrzeszczeć byś coś zrozumiał.  A co do naszyjnika to się znajdzie.
- Zaraz nie mówiłem nic o naszyjniku.!
- Widzisz jak ja cię dobrze znam. Już potrafię ci czytać w myślach.

-  A jak to się stało, że chłopaki zachorowali.?
- Niedawno przyjechała do Rivendell karawana krasnoludów. Jechali z Dale do Shire. Zatrzymali się u nas.  Jeden z nich był jakiś nie wyraźny. Siedział cały czas w komnacie. Chłopaki oczywiście musieli się tam kręcić. Kiedy wyjechali.  Okazało się, że zarazili się krasnoludzką grypą. - Erlond zrzucił na Thranduila trzy jabłka. Owoce odbiły się od głowy króla.
- Tak się właśnie kończy przyjmowanie krasnoludów pod swój dach.

-  El wstawaj. Na litość Valarów! -  Thranduil szarpnął przyjacielem.
- Co ty chcesz? - Spytał zaspany.
-  Słyszysz? -  Elf nastawił ucha.
- Nic nie słyszę. Daj spać.
- No El wstawaj.
-  Panie daj się wyspać.
Aaaa!!!
- Co to? -  Erlond poderwał się na równe nogi. Wyciągnął miecz, Thranduil zrobił to samo.
- O tym właśnie mówię. Dochodzi z drugiego brzegu rzeki.
-  Poczekaj tam coś jest... Matko wiej!!!- Nie czekając na nic wskoczył na konia. Zwierzę jednak za nic nie chciało ruszyć.  Thranduil wytrzył wzrok. Za krzaków po drugiej stronie rzeki wyłoniło się coś wielkiego. Elf tak samo jak Erlond wskoczył na konia który także okazał się uparciuchem.
- No ruszcie tyłki! - Dopiero Thranduil musiał podnieś głosy by zwierzęta ruszyły dzikim galopem przez ciemny las.
-  Co to jest?!
-  Opowiemy ci w zamku, szybciej bo nas zabije!

I w takim oto klimacie kończymy sobie ten rozdział.  Pojawił się tak późno dlatego, że nie wiedziałam jak wprowadzić do niego Liannę.  Nie wyszedł tak jak chciałam, ale zawsze mogło być gorzej. Szkoła, więzienie dla wyobraźni. Jak wam minęły ferie? Gdzie byliście?  Ja byłam na trzy dni w Krośnie na DMB z Harcerstwa.  W niedziele na Namiotach Wyklętch z drużyną w Rzeszowie. A reszta to wypady z przyjaciółkami. Fajnie było ale się  skończyło.  Ale do Wielkanocy szybko zleci ;)

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 16

  Thranduil i Elrond jechali na przez las pół dnia. Postanowili jechać we dwójkę, gdyż uznali, że nie ma potrzeby by ciągnęli za sobą żołnierzy. Jechali by wtedy dłużej i nie mieli by szans na swobodną rozmowę, a tak; zostało im tylko drugie pół dnia na dotarcie do  zachodniej części królestwa oraz mogli powspominać. Zbliżała się pora kolacji. Zatrzymali się przy małej rzece, zsiedli z koni i zerwali z pobliskiej jabłoni kilka jabłek.
- Ciekawe jak tam sobie radzą? - Spytał Elrond siedząc na gałęzi i kończąc już drugie jabłko. - Mam wyrzuty sumienia, że zostawiliśmy Legolasa, Tauriel i Arwene samych z tymi nicponiami.
- Chociaż tego nie widać. - Zaczął Thranduil, który także siedział na drzewie. - To są to silne elfy jak na swój wiek…
- W Rivendell tuzin strażników musiało ich pilnować a i tak wymykali się i wypijali całe wino jakie tylko rzuciło im się w oczy.
- W tym momencie mnie też wzięły wyrzuty sumienia. - Thranduil zostawił przecież syna i jego przyjaciółki samych, by pilnowali bliźniaków nie powierzając im do wsparcia żadnych strażników.
 Nie zrobił tego, bo to jak zaopiekowali się braćmi podczas jego urodzin było godne uznania, gdyż nie każdy by tak sobie poradził z tak upitymi elfami z krasnoludzką grypą. Kiedy tylko wrócą solidnie im to wynagrodzi.

Zbliżała się północ. Władcy wciąż nie spali. Leżeli pod jabłonią i wpatrywali się w gwiazdy. Znowu mogli poczuć się jak dzieci. Mimo, że czasami nie spali dwie noce to i tak przyjemnie było siedzieć tak późno w lesie i powspominać jak to rodzice kazali im kłaść się do łóżek zaraz po zachodzie Słońca.
- Pamiętasz jak zamknęliśmy się w zbrojowni i wszyscy szukali nas przez cały dzień?- Spytał władca Rivendell.
- A my staraliśmy się utrzymać miecze w ręce bo chcieliśmy potrenować, a miecze były za ciężkie? Pamiętam. - Zaśmiał się Thranduil.
- Ile bym dał by znowu być dzieckiem. - Wyznał Elrond.
- Wrócić do czasów wiecznej zabawy, beztroski, bezkarnego łamania zasad i bez obowiązków. - Rozmarzył się  król Leśnych Elfów.
- Thrand?
- El?
- Nie wierze, ze to pamiętasz! - Elf wsparł się na łokciach spoglądając na przyjaciela.
-Galadriela uwielbiała nas tak nazywać. Wciąż ni wierze,ze to babka twoich dzieci!
- Prawda? Przypłynęła do Śródziemia w naszym wieku i taka pozostała do naszych narodzin i taka też była kiedy byliśmy teoretycznie w jej wieku, a tu nagle zostaje moją teściową i babką moich dzieci!
- Najwyraźniej Aman spowalnia proces starzenia, a Śródziemie je przyśpiesza ale zdecydowanie wolniej. Z Celebornem było tak samo. Twoi teście z piaskownicy!- Thranduil śmiał się w niebo głosy.
- Idzi spać bo ci się już w głowie przewraca, trzy dni bez snu dla takiego starca to nie zdrowo. - Elrond położył się na ziemi i odwrócił się do przyjaciela plecami.
- Przepraszam bardzo, jesteśmy w tym samym wieku dziadku!

Thranduil spał jak skała. Nie spodziewał się tego co zaraz nastąpi.
- DZIADKU!!! WSTAJEMY!!!- Elf zerwał się na równe nogi pod pływem lodowatej wody.
- TY…TY…TY!!!- Wrzeszczał Thranduil celując w towarzysza palcem.
- No wysłów się.- Zaśmiał się Elrond.
- A GOŃ SIĘ!- Nie czekając na przyjaciela wsiadł na konia i kłusem ruszył wzdłuż ścieżki. Elf wywrócił tylko oczami. Wsiadł na swojego wierzchowca i pokłusował za Thranduilem.
- Ehej!- Kiedy był już obok przyjaciela siadło przekręciło mu się i teraz jechał na brzuchu konia, który nic sobie z tego nie robił, ze jego właściciel zwisa mu na brzuchu.  - Ty to zrobiłeś?
- Nie leśne duchy. No oczywiście że ja! Nie martw się jeszcze trzy godziny i będziemy na miejscu.
- Wredna blondyna!

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 15

- Wody. Dajcie wody. - Elladar wciąż leżał ze swoim bratem w winnicy. - Pić nam się chce.
- Nie trzeba było wczoraj tyle pić. - Mruknęła Tauriel podając braciom dzbanki z wodą.
- Już nie będziemy.
- Mówiliście wczoraj dokładnie to samo.
- Jesteśmy głodni.- Jęczł Elladar.  - Co na śniadanie?
- Śniadanie? Chyba obiad. - Elfka była bardzo zirytowana bliźniakami. Byli co prawda chorzy na krasnoludzką grypę, ale ich całą dobowe picie, chronione ich oraz wytrzymywanie z nimi było wyczynem godnym pochwały  - Arwena i Legolas zaraz wam coś przyniosą.

W tym czasie młode elfy niosły trzy tace z jedzeniem do winnic.
- Myślisz, że już się obudzili?- Spytała Arwena.
- Napewno. Biedna Tauriel.
- W końcu masz przyjaciela tu na miejscu.
Książę nie miał za dużo przyjaciół. Elf z Mrocznej Puszczy bały się z nim bawić z powodu jego ojca. Jedynie Tauriel miała na tyle odwagi by przyjaźnić się z księciem jako iż sama nie posiadała przyjaciół.
- Tauriel jesteśmy!
- Żarełko! A wino macie?
- NIE!
- Jejku. No tylko się pytamy.

Kiedy bliźniacy kończyli jeść. Arwena, Legolas i Tauriel szukali sposobu by utrzymać braci trzeźwych i uchować ich jak najdalej od wina. Jedynym sensownym rozwiązaniem było zamknięcie ich w lochu aż do przyjazdu Thranduila i Elronda. Postanowione! Bliźniacy spędzą dwa dni w lochu. Jednak na małe elfy czekała bardzo nie miła niespodzianka. Przy słupie leżały jedynie strzępki liny i noże. Na dodatek zniknęła jedna z beczek.
- Zostawić ich samych  na kilka minut...- Mruknął Legolas.  Nie mówiąc nic więcej pobiegli śladami bliźniaków.


wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział 14

- NA VALARÓW I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH!- Wrzask Arweny rozniusł się po całym królestwie.- WON MI STĄD MENELSKIE PIJAKI! - Bliźniacy wystrzelili z piwnicy jak z procy trzymając w rękach po dwie butelki wina.
- Wiesz , że menel a pijak to to samo? -  Księżniczka zgromila Legolasa wzrokiem.- Dlaczego to my mamy się nimi zajmować?
- Bo nasi ojcowie szukają źół na krasnoludzką grypę, a my mamy mieć na nich oko...- Nagle z górnego piętra doszły ich hałasy tłuczonego szkła i zatrzaskiwanych drzwi.
- Mam ich!

- Dobra robota, Tauriel. - Pochwalił przyjaciółkę Legolas. - Teraz sobie przynajmniej krzywdy nie zrobią.
- A tu jesteście! - Zawołał Thranduil, który szedł wraz z Erlondem w ich stronę. - Chcemy wam powiedzieć, że jedziemy do zachodniej części królestwa.
- Po co?- Zapytał Legolas.
- Rośnie tam podobno roślina która może wyleczyć tą grypę.  Tak w ogóle. Dziękuję wam za pomoc z tymi łobuzami.
- Żaden problem, tato. - Uśmiechnęła się Arwena a Tauriel i Legolas pokiwali jedynie głowami.
- W takim razie ruszamy w drogę nie będzie nas może trzy dni. Uważajcie na siebie i na nich oczywiście.
- Nie martw się tato. Z nami będą bezpieczni.
Kiedy elfy zniknęły dzieci westchneły głośno. Od dwóch dni się nimi opiekują. Bliźniacy o mały włos nie zapili się na śmierć i musieli cały dzień znosić ich kaca morderce. Oczywiście na tym się nie skończyło dzisiaj próbowali wyraść wino z kuchni, jadalni, spiżarni a nawet z piwnicy.
- Coś tam cicho.- Rzekła Tauriel po dziesięciu minutach.
- Za cicho. -  Legolas delikatnie otworzył drzwi. - NO NIE!- Pokój był pusty. Do nogi łóżka było przywiązane prześcieradło.
- Dranie, uciekli!
- Za nimi za nim coś sobie zrobią.
Dzieciaki zeszły na taras po sznurze z prześcieradła. Do głowy przychodziły im tylko trzy miejsca gdzie mogli by być.  Rozdzielili się.  Arwena miała przeszukać kuchnie, Tauriel spirzarkę, a Legolas piwnicę.
Arwena wpadła do pustej kuchni obleciała wszystkie szafki z winami. Były pełne. Czyli nie było ich tu jeszcze. Księżniczka zamknęła szafki na klucz który później wsadziła do sakwy.
Tauriel do jednej beczki wbiła chyba tuzin gwoździ. A Legolas zamknął drzwi do piwnicy na klucz i kazał strażnikom strzec tego miejsca.

- I?
- Nigdzie ich nie ma.
- Skoro nie ma ich przy skrytkach to muszą być w. ..
- WINICE - Legolas puścił się biegiem przez dziedziniec. Arwena i Tauriel pobiegły za nim. Po kilku minutach biegu w końcu dotarli do winnic. Same winogrona, na pewno nie interesowałyby braci, więc na pewno muszą się kręci przy zfermentowanym winie. Jak przypuszczali. Elhoir i Elladar leżeli przy prawie pustej beczce z winem. Zbliżał się wieczór.  Dzieci przywiązały braci do drewnianego słupa a same zaczęły jeść winogrona na kolacje.  Legolas wziął jakieś stare koce i przykrył nimi braci oraz jego przyjaciółki.
- Kiedy wybije północ zmienimy się. - Oznajmił.

- Tauriel wstawaj. - Książę delikatnie szarpnął przyjaciółką. Elfka usiadła na ziemi i przetarła oczy.  Arwena spała na boku, a jej rodzeństwo leżało rozwalone na ziemi i głośno chrapało. - Nie martw się damy sobie z nimi radę.

Jestem. Nie porwali. Nie straciłam czucia w rękach i nie umarłam.  Żyje i mam się dobrze. Więc tak jest w końcu nowy rozdział , ale nie taki jaki bym chciała. Jest za krótki i mało zabawny.  Po drugie. Wy moi drodzy.  Jesteście tu cały czas , czytacie te wszystkie moje głupoty i czekacie, czekacie, czekacie i czekacie.  Ostanio jest tego czekania, aż za dużo, więc postanowiłam, że będę pisać krótkie rodzialy które za to będą pojawiać się częściej.  Chciałabym pisać je dłuższe, ale jestem typem streszczeniowca i kiedy chce napisać coś dłuższego to zajmuje mi to dużo czasu a efekt jest jaki jest :(
Jesteście na mnie wkurzeni j się nie dziwie sama na siebie jestem zła. Czekaliście cierpliwie i oto jest rozdział tak wyczekiwany a tak głupi.
Witam też nowe czytelniczki.
Co do tego budzika. Bardzo mi się przyda, bo muszę się w końcu obudzić i zacząć pisać :)
I tak na marginesie.  Powiedzcie mi: Niemiecki jest naprawdę taki trudny czy może jest łatwy i tylko ja jestem taka tępa?

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 13

Legolas, Tauriel i Arwena patrzyli jak bliźniacy opychają się wszystkim co tylko nadawało się do zjedzenia. Gdyby Elrond nie był zajęty rozmową z Thranduilem napewno zwrócił by im uwagę. Nie reagowali na obużone słowa Arweny.
- Co im się stało?  - Spytał Legolas, kiedy Elladar zaczął pić wino, ale zamiast użyć kielicha , zaczął pić prosto z gwinta.
- Trzy dni temu zachorowali na krasnoludzką grypę.- Westchneła Elfka. - Żebyście widzieli co oni robią w domu.  Zaczęli chrapać!
 Zaczęły się tanice. A bracia już byli zlani  w trupa. Arwena poleciła im by poszli do swoich pokoi. Wzięli ze sobą skrzynkę wina.
- I tu się ich przyjęcie kończy. - Legolas patrzył jak bracia się zataczają i ledwo stawiają kroki na schodach jak dotrą do swoich pokoi i nie robiąc sobie większej krzywdy to to będzie cud.
- I tu nie byłabym tego taka pewna.- Odparła ciemno włosa elfka.
Zacząła grać wolna muzyka. Elfy dobierały się w pary i zaczynały wolny taniec. Arwene do tańca zaprosił Elrond więc Legolas i Tauriel zostali sami. Rudowłasa elfka przyglądała się tańczącym parom.  Jakoś nie przyciągały jej uwagi, aże do chwili, kiedy wśród tańczących elfów zobaczyła swoją opiekunkę Ellarhien i kapitana straży Malohonira. Oboje pełnął gracją poruszali się w rytm wolnej muzyki. Tauriel nie umkło także to jak patrzą sobie nawzajem w oczy. Na ten widok uśmiechnęła się szeroko. Patrzyłaby na ową parę pewnie cały czas gdyby do rzeczewistości nie przywrócił ją głos przyjaciela.
- Czy mógłbym prosić panią do tańca?  -  Spytał kłaniając się nisko.
- Ależ oczywiście.- Legolas pociągnął ją na środek sali. Starali się naśladować ruchy pozostałych, ale odpóścili i sami zaczęli wymyślić zwariowane kroki taneczne. Od razu zwrócili na siebie uwagę gości. Muzycy zmenili muzykę na bardziej skoczną i po chwili wszyscy tańczyli szalony taniec księcia i podopiecznej króla.  Było przytym sporo śmiechu, aż szkoda, że bliźniaki nie mogą sobie potańczyć.
Wszystkiemu przyglądał się Thranduil. Jako jedyny nie tańczył , bo wprawdzie powiedziawszy nie miał z kim.  Teraz najbardziej pragnął być przy pomniku Lianny. Zmienił się od jej śmierci. Nie spędzał tak dużo czasu z synem, ale przecież miał towarzystwo. Nie odwiedzał Elronda tak często jak to kiedyś miał w zwyczaju, no ale miał ostatnio dużo pracy. Od dłuższego czasu jego myśli krążyły wokół naszyjnika Lianny. Nie mógł przepaść jak kamień w wodę.  Nie mógłby zostać także zniszczony. Został wykonany z najtrwajszlych kryształów w całym Śródziemiu.  Więc może ktoś go znalazł ale nie chce go oddać? Ale przecież nagroda jest bardzo kosztowna.  Ech za dużo wina wypił i teraz nie może logiczne myśleć. Mijały godziny. Była już późna noc , a w sali wciązż siedziały trzy elfy. Małe elfy miały już dość  pijaniskiego bękotu i postanowił wyjść do ogrodów.
- Jaka cisza. -  Tauriel opadła na kamienną ławkę.  W jej ślady poszli także Legolas i Arwena.  Siedzieli tak w błogiej ciszy gdy nagle:

Hej, tam gdzieś znad czarnej wody
Wsiada na koń hobbit młody,
Czule żegna się z dziewczyną,
Jeszcze czulej z Hobbitonem .

ref:
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy skowroneczku.

Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, rzeki, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy dzwoń, dzwoń, dzwoń.

Wiele dziewcząt jest na świecie
Lecz najwięcej w Hobbitonie,
Tam me serce pozostało,
Przy kochanej mej dziewczynie.

Hej, hej, hej sokoły...

Ona jedna tam została
Jaskółeczka moja moja mała
A ja tutaj w obcej stronie
Dniem i nocą tęsknię do niej

Hej, hej, hej sokoły...

Żal, żal za dziewczyną,
Za zielonym Hobbitonem,
Żal, żal serce płacze,
Już jej więcej nie zobaczę.

Hej, hej, hej sokoły...

Wina, wina, wina, dajcie,
A jak umrę pochowajcie
Na zielonym Hobbitonie
Przy kochanej mej dziewczynie.

Owe wrzaski dochodziły z rosnących obok krzaków. Chwilę potem z roślin wyłonili się a jak spici bliźniacy. Ledwo stali popierając się o siebie nawzajem, a  w dłoniach trzymali jeszcze dwie pełne butelki wina.
- Po pierwsze wyglądacie strasznie, po drugie ci wy tu robicie i po trzecie co to za piosenka. - Dopytywała się Arwena która jako pierwsza otrząsneła się z szoku.
-  Po pierwsze wyglądamy super przystojnie, po drugie szukamy sali bo nam się wino kończy i po trzecie wymyśliliśmy - Wybełkotał Elladar. Legolas zamrugał kilka razy.
- Mósimy was zaprowadzić do pokoi bo jeszcze wpadniecie do jakiegoś jeziora.
- A po co ?!- Zaśmiał się Elhoir.- Jesteśmy trzeźwi jak pieniądz.
- No tak. Zaprowadzimy was do pokoi i tyle nie musicie iść spać - Rrzekła Tauriel.
 - No dobra. -  Zgodził się nie chętnie Elladar. - To prowadcie.
 W czasie kiedy elfy prowadziły bliźniaków do pałacu ci ryczeli:

Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział jak
nie powiedział jak
a to było tak.

Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział
nie powiedział
dostał dziesięć lat

- Skończyliście? !- Spytała zdenerwowana Arwena .
- Tę tak.- Odpowiedzieli
Przechodząc obok sali elfy musiały się bardzo natrudzić, żeby ich stamtąd odciąć. Za to na schodach i na korytarzu odwidzięczli im się jak na pijaków przystało.

Płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
Radośnie, radośnie
życie to jest sen
A gdy ujrzysz krokodyla
podnieś dziki krzyk
Aaaaa!

Byli już przy swoich pokojach , gdy znowu zaczęli  śpiewać i udawać , że wiasłują

płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
a gdy ujrzysz krokodyla
Aaaaa!

Wrzasneli, kiedy drzwi do pokoju Elladara się otworzyły, a  w progu staną Elrond. Bracia z przerażenia aż się przytulili.

- Moża wiedzieć gdzieś cie byli?- Zapytał zdenerwowany.
- My byliśmy w Hobbitonie, potem w na polu maku , a następnie płyneliśmy rzeką. - Odpowdział mu Elladar. Elrond spojrzał na córkę.
- Szukali sali. - Oznajmiła.
- A teraz wybaczcie. Bracie zapraszam w me skromne progi - Elladar ukonił się chwiejnie. Elrond stanął za córką.
- To mój pokój, ale co tam. - Elhoir prawie wywinął orła na progu, ale jakoś wszedł. Elladar zatrzasnął drzwi tuż przed nosem ojca.
- I to by było na tyle. - Oznajmił lekko podpisy Elrond. Popatrzył na trójkę elfów. -  A wy co? Do łóżek maszerować.

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 12

- Na Valarów-!Mruknęła Tauriel stojąc pod drzwiami Legolasa.- Legolas!!!Wyłaź w tej chwili.- Wrzasneła.
-  Nie!!!- Odwrzasnął książę. - Wyglądam jak pajac!!!
Tauriel westchneła. - Wyglądasz tak jak na codzień.
- Dzięki, wiesz!
Elfka zacisneła pięści. Zna Legolasa od kilku miesięcy, a dopiero teraz przekonała się jak bardzo potrafi być wkurzający.
Przebiegła przez cały korytarz, skoczyła na parapet. Złapała się bluszczu i zaczęla się wspinać. Jej długa suknia wcale nie ułatwiała jej tego zadania, ale przecież jest leśnym elfem. Ona daradę się wspiąc na każdą roślinę i jakaś kiecka jej w tym nie przeszkadzi.

- Wyłaś! No już!- Wypchneła księcia z pokoju. Następnie zatrzasneła drzwi.- Idziemy z twoim ojcem by podarować mu prezent, a następnie na przyjęcie. Chcesz zepsuć wszystko z powodu ubioru?!
Legolas stał przed elfka z rękami skrzyrzowanymi na piersi.
- No nie.- Mruknął i ruszył w kierunku schodów. Tauriel wywróciła oczami, kiedy on się tak zaczą foszyć?
- Poza tym będzie także Lord Elrond z dziećmi. Na pewno będą wyglądać gorzej od ciebie.- Legolas rzucił jej mordercze spojrzenie.- Znaczy. Nie chodzi o to, że wyglądasz głupio.- Zaczęła się jąkać. Kiedy byli już prawie na dziedzincu Legolas zatrzymał się i odezwał pierwszy raz od kilku minut.
- Nie chcę być przy tym jak tata będzie oglądać prezent..
Tauriel opadły ręce, ale widząc minę przyjaciela przytiliła go.- Przecież widzisz ją codziennie.
- Ale to bryła!

- Moża wiedzieć dlaczego mnie tu wyciągneliście?- Zapytał Thranduil. Stał na dziedzincu dobre dziesięć minut, a dlaczego? Bo Legolas wygląda jak pajac.
- Niespodzianka chodź za nami.- Uwaga! Nagła zmiana nastroju. Legolas pociągnął ojca za rękę i pociągnął go w kierunku lasu. Tauriel przyglądała się temu wszystkiemu z wielkimi oczami. Pierwsze nie chce iść, a teraz? No i zrozum tu księcia. Pobiegła za nimi. Oby ten Lego niczego nie zepsuł. Błagała w myślach.
- Nie mam teraz czasu na wasze wygłupy. Elrond przyjedzie za kilka minut.
- Już bisko tato. - Listek pociągnął króla tak mocno, że prawie wpadli do błota. Za chwilę na prawdę będziesz wyglądać jak pajac. Zaśmiała się w myślach Tauriel, obserwując tą całą kamedie na chwilę zapomniała o stresie jaki będzie przezywać gdy będzie musiała poznać Lorda Elronda i jego dzieci. Kiedy poznała Legolas myślała, że jest zwykłym elfem. Mimo że tego nie okazywała denerwowała się nawet kiedy stała przed Thranduilem.
- Już nie daleko. - Z zamysłu wyrwał ją głos Legolasa który zamiast prowadzić króla ścieżką to ciągnął go przed największe krzaczory. Ten kombinotor chce za wszelką cenę opóźnić dostarczenie prezentu, by zniecierpliwiony król postanowi wrócić do pałacu, by powitać gości. O nie, nie dopuści do tego.
- Panie! Chodźmy tędy. Będzie szybciej! - Chwyciła Thranduila za drugą rękę i pociągła go w stronę ścieżki .
- Skoro tak mówisz, Tauriel. - Rzucił Legolasowi karcące spojrzenie. Książę za to posłał elfce spojrzenie typu ,, Dlaczego? ". Ta za to posłała mu nieme przeprosiny.

- Jesteśmy! -  Oznajmiła Tauriel stając przed prześcierdałem zakrywające wielkie coś.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzykneły elfy. Thranduil ściągnął prześcieradło. Przed królem stał ponad trzy metrowy pomnik Lianny. Całość była wykonana z kamienia, królowa patrzyła na nich wielkimi niebieskimi oczami. Elfka zobaczyła na policzkach przyjaciela łzy. Zrozumiała. Ta Lianna była bardziej realistyczna niż ta na obrazie.
  Thranduilowi także łzy się zakręciły w oczach. Teraz już wie gdzie będzie spędzał noce.
  Kiedy król przyglądał się pomnikowi zmarłej żony Tauriel złapała księcia za rękę.
- Przepraszam.- Szepnęła. Legolas tylko uśmiechnął się smutno.
- Nie szkodzi.
  Stali tam jeszcze kilka minut. Potem wrócili do pałacu.

- Witaj drogi przyjacielu! - Elrond zeskoczył z konia i od razu zamknął Thranduila w żelaznym uścisku. Za władcą Rivendell jechały także jego dzieci. Bliźniaki Elladar i Elhoir oraz piękna Arwena. Tauriel miała rację stroje braci wyglądały jeszcze bardziej komicznie niż ubranie Legolasa. Cała trójka z siadła z wierzchowców i pobiegła w stronę Legolasa. Tauriel odsuneła się do kąta. Elladar podniósł księcia i zaczął go podrzucać. Elfy śmiały się w niebo głosy.
- Ale się stęskniliśmy! - Elhoir wziął od brata księcia i przycisnął go do siebie.
- Udusisz go!- Zaśmiała się Arwena. Elf postawił przyjaciela z powrotem na ziemi.
- Muszę wam kogoś przedstawić. - Oznajmił, a Tauriel serce mocniej zabiło gdy zobaczyła jak Legolas prowadzi elfy w jej stronę.- To moja przyjaciółka Tauriel.
- Całuje rączki.- Elhoir ują jej dłoń i pocałował. Elfka zarumieniła się.
- Ty ty ty! Nie przystawiaj się do ukochanej Legusia! - Zażartował Elladar. Arwena wywróciła oczami.
- Wybacz za moich tępych braci. - Uśmiechnęła się do koleżanki , a ona to odwzajemniła.
- No babki my tu gadu gadu, a kolacja studnie!- Wtrącił się Elhoir.- Ruszajmy na podbój jedzenia bracie! - I już ich nie było.
- Jak krasnoludy. - Mruknęła Arwena.

środa, 16 grudnia 2015

Nie zawieszam!!!

Blog nie będzie zawieszony. Post ukaże się może przed świętami, do tego czasu zapraszam na drugiego bloga, gdzie znajdziecie więcej wyjaśnień.. Przepraszam Was za to wszystko.
A oto link do drugiego opowiadania:http://julakane.blogspot.com/2015/12/witajcie.html

środa, 4 listopada 2015

Rozdział 11

   Thranduil leżał na polanie w samym środku lasu. Tylko on znał drogę do tego miejsca, było jego małą tajemnicą. Myślał nad tym o czym wczoraj opowiedział mu ojciec. Przedwczoraj kończył dwieście lat. Oropher powiedział, że następnego dnia będą mósieli poważnie porozmawiać.

- O co chodzi, tato?- spytał wchodząc do sali tronowej gdzie czekał na niego ojciec.
- Usiąć.- Król wskazał na krzesło stojące pod ścianą. Thranduil zmartwił się. Zwykle ojciec każe mu usiąść tam gdy coś naskrobie albo chcę go na coś przygotować. - Pamiętasz jak kiedyś pytałeś się co się stało z twoją matką?- spytał kiedy książę już usiadł.
- No... tak.- Król westchnął głośno i pomasował skronie.
- Doszedłem do wniosku, że jesteś w takim wieku, że powinieneś to pojąć.- Woźął syna na ręce, a sam usiadł na krzesile sadzając elfa na kolanach. Dla niego ten wątek także stanowił wielki ból.

  Mała gromadka elfów wracała do swojego królestwa z wizyty u krasnoludów z Erebor. Na czele na wielkim łosiu jechał młody srebno włosy elf wraz z piękną srebnowłosą elfką. Kobieta gładziła dłonią sporych rozmiarów brzuch. Na jej twarzy błąkał się piękny uśmiech. Bez słowa wzieła rękę mężczyzny. Ten póścił uzdę i położył ją na jej brzuchu. Uśmiechnął się szeroko.
- Kopie.- powiedział.
- Naszemu synkowi już się nudzi. - oparła głowę o jego ramię.
- Skąd wiesz, że to będzie chłopiec?
- Zdaj się na mój instykt macieżyniski.
- Panie, zaczyna się ściemniać. Do Mrocznej Puszczy zostało nam ponad połowa drogi.- Oznajmił elf jadący na koniu obok króla.
- Każ rozbić obóz. Przenocujemy tutaj, z samego rana wyruszamy w dalszą drogę.- Elf skinął głową.
Oropher i jego żołnierze skończyli właśnie omawiać zmiany warty. Oropher właśnie miał zamiar sprawdzić jak idzie rostawianie namiotów dla niego i jego żony, żołnierzy oraz dla dam dworu które pojechały by opoiekować się ciężarną królową. Obracają się przeżył największy koszmar życia. Jego piękna Kikoria która za tydzień ma rodzić idzie sobie do niego jakby nigdy nic. W jednej chwili już był przy niej i wziął na ręcę.
- Oro, co ty robisz?!- krzykneła
- Co ty robisz? Za tydzień masz rodzić, a ty się przemęczasz!-
- Oro postaw mnie na ziemi!- rozkazała, on nie chętnie to uczynił.- Bardziej męczyłam się w tym tunelach Ereboru.
- Wybacz mi...
- To nie twoja wina, że ubzdurały sobie, że mamy przyjechać oboje.
- Tak, ale..- Kikoria ścisneła mu rękę z całej siły.
- Oro... to... chyba... już...- z trudem łapała oddech. Oropher patrzył na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
- Ale co już?
- RODZĘ IDIOTO!!!

- PILNUJCIE BY TU NIE WSZEDŁ!!!- krzyczała do elfów trzymających Orophera jak bandyne. Potem rozległ się tylko krzyk. Elfy stali pod namiotem.
- Oro, ona robi to dla twojego dobra.- Pocieszał go jeden z elfów.
- Ale dlaczego ja tam nie mogę być?- Król gapił się tępo w wejście namiotu.

- Oddychaj. Zaraz się skończy.- Mówili łagodnie.
-Ona tu rodzi a nie ja!
-Urodziło się!- Wykrzykneła jedna z elfek.
-Co?!- Spytał zidziwiony jeden z elfów.
- Dziecko, matole!- Ochrzanił go drugi. Oropeher zerwał się i już go nie było. Cicho wszedł do namiotu. Uśmiechnął się widzą dwie najważniejsze osoby w jego życiu. Kikoria była blada, ale za to szczęśliwa. Trzymała w objęciach maleńką istotkę, tuliła się do niego jakby było talizmanem, kluczem do największego szczęścia. Podszedł do ich i usiadł obok nich.
- Nasz mały synek.- Powiedziała cicho.- Ma blond włosy tak samo jak moja matka. Jak go nazwiemy?
- Jego dziadkowie są Valarami, więc niech ma na imię Thranduil.
- Czyli, niepokonany. Patrz otwiera oczka.- Istotka uniosła powieki a jej rodzicom ukazały się piękne oczy barwy lodu.
- Ty łobuźe, miałeś do nas dołączyć za tydzień. Warunki byłyby bardziejkonfortowe.
- Nie wolałabym rodzić w Ereborze.- Mrukneła.

Kikoria spacerowała z Thranduilem na rękach nie daleko obozu. Za chwilę mieli wyruszać w dalszą drogę do Mrocznej Puszczy. Jej kochany synek tak bardzo przypowinał jej rodziców. Blond włosy po matce i lodowate oczy po ojcu. Nie chciała opuszczać Amanu zanim nie poznała Orophera. Wyruszał z innymi elfami stworzyć nową rasę elfów.
Miała wracać do męża kiedy drogę zastąpiły jej orki.
- Córka Valarów oraz ich wnuk nasz Pan będzie zadowolony.- wychraczał jeden. Elfka przeraziła się ale nie dawała mi tego po sobie poznać.
- Zostawcie moje dziecko w spokoju!- krzykneła. Ork rzucił się na nią ale ta ruchem ręki odepchneła go. Zauważyły to inne elfy dobyły broni i ruszylil królowej na ratunek. Ta wykorzystała chwilę nie uwagi i pobiegła w stronę rzeki. Orki ruszyły za nią. Biegła ile sił w nogach. Sauron, poluje na nią i na Thranduila. Nie pozwoli skrzywdzić swojego synka. Nagle za skały wyskoczył ork, Kikoria nie zdążyła zaragować i stwór wbił nuż w jej bok. Elfka krzykneła, Thranduil zaczął płakać.
- Pan będzie szczęśliwy kiedy przyniosę mu głowę tego bachora.
- Nigdy!- Skoczyła do rzeki. Prąd niósł ich prosto do wodospadu. Królowa przytuliła mocnej synka do siebie. Kiedy oboje spadali słyszałatylko wwrzask męża.

 Szukł ich od doprych paru minut, w końcu znalazł.Leżała na brzegu za małym zawiniątkiem w objęciach. Podbiegł do niej. Położył jej głowę na kolanach. Z trudem otworzyła oczy. Uśmiechneła się lekko.
- Przepraszam...
- Nie to moja wina gdybym tam był z tobą...
- Ciii... Zaopiekuj się nim... Nie chciałam żeby tak wyszło...
- Będziesz żyć...
- Dla mnie już nie ma ratunku... będę czekać... znowu będziemy leżeć na łąkach tak jak kiedyś...
- Kocham cię, moja kochana
- Ja też cię kocham Oro...- Potem zapadła cisza. Po policzkach króla zaczeły płynąć gorzkie łzy. Wziął maleńkiego synka na ręcę oraz ukochaną.
Od tego dnia nienawiść do orków i krasnoludów wzrosła podwujnie. Za to że odebrano mu żonę, Thranduil stał się najczeniejszą osobą w jego życiu.


Ta... dwa miesiące. Miałam się poprawić... Już listopad a ja mam z geografi dwóję na końec pół rocza jak na razie...ale w końcu jest z małym bonusem... Do tego jeszcze mam przyrzeczenie harcerskie w grudniu i urwanie głowy. Dziękuje wszystkim którzy komętowali ostatni post w ogóle wszystkim. Wchodzę na Wasze blogi i jestem nimi bardzo zachwycona. Przepraszam kolejny raz. Więc do zobaczenia do następnego postu.

wtorek, 1 września 2015

Rozdział 10

 O matko!!! Jestem na siebie zła jak nigdy dotąd, kazałam Wam tyle czekać. Nigdy sobie tego nie wybacze. >:(

     Był późny wieczór, słońce chowało się za horyząt. Niebo przyprało barwę czerwieni i fioletu. Wiał ciepły lekki wietrzyk, który wprawiał w ruch zielone liscie na drzewach. W lesie prawie wszystkie zwierzęta pochowały się w swoich domkach by za chwilę zasnąć. Na ścierzce nie było żadnej żywej duszy, no oprucz trzech osób.
   - Twoja mama by mnie zbiła za to że o tej porze wyciągama was do lasu.- mruknął Thranduil. Król i książę uśmiechneli się jednak na wspomnienie o Liannie. Legolas miał na sobie zieloną długą koszulkę i brązowe spodnie. Tauriel za to niebieską sukienkę w złote gwiazdki. Oboje byli boso.
- Co chceż nam pokazać tato?- Spytał ,,Listek"
- Cierpliwości synu. Poczekajcie na mnie i nigdzie się nie oddalajcie. - Mówiąc to oddalił się trochę.
- Król zawsze zabierał cię na takie nocne eskapady?- spytała elfka. Książe pokręcił głową. Stali chwilę obok siebie w ciszy.- Legolasie, co ja mam dać twojemu tacie na urodziny?
- Ja sam nie wiem co mu dać.- Nagle za drzwe wyłonił się król z pięknym łosiem. Gestem ręki przywował dzieci do siebie. Te podbiegły do niego. Legolas wspioł się ojcu na barana, a Tauriel została podsadzona przez króla na głowę zwierzęcia.
- To jest Maron. Wy jako pierwsi go poznaliście.- Thranduil pogłodził łosia po głowie.
- Więc to jego chciałeś dać mamie?- Król pokiwał głową.
- Bardzo chciała mieć własnego łosia. Kochała te zwierzęta.- Thranduil uśmichnął się.
- Co teraz z nim będzie?- Spytała Tauriel tuląc się do głowy zwierzęcia.
- Zamieszka z Erosem.- odpowiedział.
Elfy wróciły do zamku razem z Maronem. Legolas i Tauriel jechali na grzbiecie łosia, a Thranduil prowadził go. Później zostawili Marona z Erosem. Zwierzaki wyglądały na szczęsiliwe swoją obecnością.
Dwa mniejsze elfy uparły się, że będą spać razem po tyz królem po tym jak księciu znowu przyśnił się głos który odwiedził go w nocy kiedy Lianna odpłyneła do Amanu, a Tauriel przyśnił się ork który zabił jej matkę.
Mijała północ, a Thranduil ani na chwile nie zmróżył oka. Co chwilę zdejmował nogi i ręce z twarzy. Tej nocy elfy miały bardzo kapryśnął sen. Ciągle się wierciły, uderzały, kopały i nawet drapały.
- Valarovie zlitujcie się nademną.- błagał po kolejnym kopniakiem w żebra od syna. Zpojrzał na elfy śpiące obok niego. Zamknął oczy, od ładnych paru minut nie został kopnięty lub podrapany. Już miał zasypiać, kiedy poczuł ogromny ból pomiędy nogami. Zakrył dłonimi usta pragnąc nie wrzasnąć z bólu. Z oka wypłyneła mu samotna łza. Podniusł lekko głowę i zrozumiał, że jego własny syn kopnął go w czułe miejsce.
- Matko, zdradzony przez jedynego syna.- odparł i nie zwracając uwagi na ból zasnął.
   Legolas obudził się z nogami na torsie ojca. Przetarł pięściami oczy. Podniósł głowę i zobaczył, że Tauriel leży obok powyginana jakby spadła z siódmego piętra. Kołdra leżała na podłodze a jego ojciec miał na twarzy grymas bólu.
-Tauriel wstawaj!- zaczął potrząsać przyjaciółką. Ona tylko zmieniła swoją dziwnął pozę i normalnie leżała na plecach.
- Coś się dzieje?- spytała nie przytomnie.
- Tata chyba jest zły. Chodzimy do mojego pokoju.- Oboje pobiegli do komnaty Legolasa.
- Jaki jest król jak jest zły?- spytała siadając na łóżku.
- Sam nie wiem. Zły był tylko jak wracał od krasnoludów, ale wtedy starał się nie okazywać przy mnie i przy mamie.- odpowiedział.
  Kilka minut potem Thranduil obudził się cały w sińakach i zadrapaniach. Na dodatek wciąż czuł ten okropny ból. Cudem się przebrał. Zoriętował się, że nie ma w pomieszczenia jego syna i podopiecznej. Zapewne poszli do pokoju ksiecia. Poszedł do sypialni syna.
  - Zauważyłeś, ze dla mam robienie prezentu jest łatwiejsze?- Zauważyła Tauriel kiedy książe ponownie skreślił nowy pomysł na prezent dla Thranduila.
- No właśnie. Co robiłaś dla swojego taty?
- Ja no... zawsze coś rysowałam. - Odpowiedziała.
- Ja też.- oznajmił.- Ale teraz najlepszy prezent dla niego to naszyjnik mamy...- Do pokoju wszed Thranduil. Tauriel szubko schwała karteke z prpopzycjami na prezent.- Nie jesteś zły.?- Spytał ksiażę z nadzieją w głosie.
- Nie- powiedział zgodnie z prawdą. Mimo, że był pośniczony, podrapany i na dodatek ledwo mógł chodzić, ale nie mógłbyć zły tylko zmęczony.- Bolom mnie tylko niektóre części ciała,  ale nie jestem zły. Śniło wam się coś w nocy?- uśmiechnął się lekko.
- Śniło nam się, że oboje bierzemy udział w wielkiej bitwie- opowiadał z zapartym tchem Legolas.- walczyliśmy przeciwko orkom. Tauriel odcinała im głowy. Ja przebijałem je mieczem na wylot. Kopaliśmy, drapaliśmy, aż w końcu wygraliśmy.
- Mogłem się domyślić.- Mruknął. - Chodźcie do jadalni.
Całą trójką piszli na śniadanie.

Rozdział najgorszy jaki może być. Mega spóźniony i na dodatek totalnie bez sensu. Weny brak i w ogóle. Zaniedbałam was okropnie i strasznie strasznie strasznie przepraszam!!!!  Nie będe mówić kiedy będą rozdziały, bo i tak będą spuźnione uwieżcie chcę pisać i dodawać części jak najczęściej, ale nie daje rady bo drobne problemy w życiu prywatnym mi na to nie pozwalają, więc jeszcze raz przepraszam, że tyle czekaliście. :'(

poniedziałek, 27 lipca 2015

Post informacyjny 2

Na początku chciałabym podziękować osobom za miłe słowa raz wam wszystkim. Za to że jesteście i czytacie moje dyrdymały. Naprawdę dziękuję wam.
A teraz troche mniej fajniejsze. Długo nic się nie ukazało ta za sprawą braku weny i wyjazdu na obóz( przepraszam że Was o tym nie powiadomiłam, ale byłam wszysrtkimi przygotowaniami tak zajęta, że nie miałam czasu napisać informacji). No i jeszcze jedna zła nowina przez pierwszy tydzień sierpnia znowu nic się nie ukaże bo jadę na Chorwację, ale obiecuję, że jak przyjadę na bank coś dodam. I to by było na tyle. Pozdrawiam.

PS. Dziękuję jeszcze raz.

PPS. Zauważyliscie,że mamy już trzy tysiące wyświetleń :)

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 9

 Rozdział pojawił się nawet szybciej niż myślałam


- Maluchy, wstawać.- Legolas powoli otwierał oczy, Tauriel przekręciła się na drugi bok by zobaczyć kto ich budzi. Król uśmiechał się czule, przez co dzieci szybciej oprzytomniały.         
- Co się dzieje?- Legolas przeciągnął się.
- Pewna grupa krasnoludów zwróciła skradzione rzeczy z twojego powozu.- Zwrócił się do elfki. Maluchy wyskoczyły z łóżka i już były na krytarzu. Krótkie blond włosy księcia czasami lubiły mu płatać figle i pomimo małej długości zpadały mu na oczy. Tak też było i tym razem. Legolas wyłożył się na korytarzu i wygłądał jak rozjechana żaba, często słyszał taki tekst od ojca kiedy się wywraca. Tauriel nie wychamowała i z ogromną siłą spadła na, ,listka". Ten tylko jęknął coś w podłogę. Król nie wiedział czy bardziej się przestraszył czy też nie chciało mu się bardziej śmiać, bo co jak co ale ten widok był śmiechu warty.
- Tak się właśnie kończy bieganie z poczochraną głową,. Tauriel Elarchien czeka na ciebie w twojej komnacie, a ty wojowniku do wanny.
- No nie!- Protestował kiedy Thranduil podniósł z niego rudo włosą elfkę. Król wzią ją na barana, a syna wzią na ręce.
   Dziewczynka siedziała w białym szlafroku na łóżku i patrzyła jak jej opiekunka przebiera jej sukienki. W końcu wyciągneła przewiewną sukienkę z jasno zielonymi rękawami. Zawineła jej włosy w turban pomogło nadziać szate. Następnie elfka przeniosła się na krzesło przed toaletką. Elarhien zarzuciła ręcznik na plecy Tauriel, a później odwineła ręcznik na głowie. Zaczęła delikatnie rozczesywać mokre włosy.
- Legolas, chyba nie zabardzo lubi się kąpać?- Stwierdziła.
- Cuż kąpiele zaraz po orkach to jego naj bardziej znienawidzona rzecz na świecie.- uśmiechnęła się.

   - Legolas wracaj tu natychmiast!- Król biegał za synem po całym pokoju.
- Nie wejde do wanny!- Chłopiec miał jedynie ręcznik na biodrach. Skoczył na łóżko. Król skoczył za nim. Po długiej gonitwie król siłą wsadził go do wanny. Ojciec wtarł mu szampon z bzu we włosy.- Nie ja nie chce!
- Legolasie, zachowujesz się jakby cię torturowali!
- Piana mi leci do oczu!- Skarżył się. Król chlusnął mu wodą w twarz.- Od razu lepiej- Thranduil pokręcił z rozbawieniem głową.
-Głowa mnie boli! Woda jest za gorąca! Teraz za zimna!
- Od dwóch minut jesteś owinięty ręcznikiem, męczeniku!- Legolas rzeczewiście siedział na krzesile, a owinięty w ręcznik wyglądał jak mała kulka. Wygramolił się z ręcznika i ubrał na sibie szlafrok. Już chciał wyjść z łaźeniki, kiedy nagle: - Z mokra głową nigdzie nie wyjdziesz!- Thranduil zaczął mu wycierać włosy zielonkawym ręcznikiem, aż wyglądał jakby z na jego głowie zalęgło się tysiąc myszy i zrobiły sobie tam gniazdo.
   Tauriel zapukał do drzwi.
- Legolasie jesteś gotowy!?
- Jeszcze nieeee!- Elfka odsuneła się od drzwi. W tej chiwli książę wypad z pokoju i wpad wprost na przyjaciółkę. Zrobili kilka koziołków, aż zatrzymali się na ścianie. ,,Listek" miał na sobie tylko spodnie za to górna część jego garderoby tkwiła w ręku króla.
- Z mamą zawsze jakoś gładko szło.- rzekł zrezygnowany.
    Kiedy Legolas był już ubrany, Elf wziął Tauriel za rękę i pobiegli do miejsca gdzie stał powóz. Tauriel skoczyła do wozu i zaczęła grzebać w jednym z worków. Wyciągnęła dwa sztylety zrobione z lśniącego metalu z wzorami przypominające liście. Chciała wyskoczyć, ale bronie były zbyt ciężkie i pociągnęły ją w stronę ziemi. Kiedy miała zderzyć się z ziemią ze strachu zamknęła oczy. Nagle poczuła, że coś ją łapie w tali. Otworzyła oczy dopiero wtedy kiedy poczuł grunt pod stopami. Zobaczyła, że złapał ją wysoki ciemno włosy elf. Był to Malhonir - kapitan straży.
-  Dziękuję panu.- Podziękowała.- gdyby nie pan strasznie by się potukła.
- Nie ma za co dziękować.- Uśmięchnął się. Popatrzył na sztylety.- Sa piękne, ale dla ciebie są jeszcze za ciężkie.
- Tata mi je kupił. Powiedział, że nauczy mnie nimi walczyć.
- W takim razie my cię nauczymy!- Oznajmił król wychodząc za rogu. Malhonir stanął na baczność i skinął głową. Legolas uwielbiał patrzyć na żołnieży. Lubił oglądać ich treningi wierząc, że kiedyś będzie walczyć równie dobrze jak oni i jego ojciec.- Niespodziewałem się czegoś takiego po krasnoludach zwłaszcza z Erebornu.
- Nie prawdasz? W prawdzie nie było z nimi króla.- Kapitan wywinął oczami.
- I to wszystko wyjaśnia. Na moście stoi wóz...
- Mam zebrać grupę i dostarczyć im nagrodę w twoim imieniu?- Spytał patrząc na Thranduila z ukosa.
- Znasz mnie przyjacielu.- Uśmiechnął się. Kapitan ukłonił się i odszedł.- Pewnie jesteście głodni?- Zwrócił się do dzieci. Legolas i tauriel przecząco pokiwali głowami. lecz zdradziło ich burczenie w brzuchu. Król roześmiał się. - Po śniadaniu, wrócimy tu, obiecuje- Dodał kiedy zobaczył, że elfka znó siedzi w powozie, a elf oplutł rękami koło.   
  - Legolasie, zobacz!- Tauriel wyciągnęła z worka mały ale za to piękny nożyk z metalu.
- Piekny!- Zachwycił się książę.
- Kupiłam go z myślą o tobie.- Podarowała mu błyskotkę.- To prezent odemnie z okazji twoich urodzin.- Legolas nic nie odpowiedział tylko przytulił ją mocno.-Jest idealny do robienia rzeźb z drewna.
- Wystrugam ci coś pięknego!
 Król stał obok i przyglądał się małym elfom. Coś czuł, że będzie miał z nimi urwanie głowy.
Oj, będzie miał będzie!!! Już ja się o to postaram ;)