- Mam już tego serdecznie dość! - Arwena szła z Tauriel i Legolasem przez gęste krzewy pałacowego ogrodu. Od dwóch godzin szukali bliźniaków, ale bez większych rezultatów. - Wiecie co? Może wezmę deskę i…
- Wiesz co? Jak ich znajdziemy to się wyśpisz bo już gołym okiem widać, że nie spałaś spokojnie od kilku dni! - Legolas zlustrował ją wzrokiem. Pod oczami miała wory, kruczoczarne włosy żyły własnym życiem, a o sukience lepiej już nawet nie wspominać. Tauriel wyglądała tak samo choć wygląd czy nawet brudna sukienka ni robiły na niej żadnego wrażenia oraz jej to nie przeszkadzało. Legolas mimo, że jest następcom tronu woli chodzić w brudnych ubraniach niż eleganckich szatach jak jego ojciec.
TRZASK!
Wielka gałąź spadła im metr przed stopami. Przestraszne elfy spojrzały w gorę i od razu poczerwieniały ze złości. Wśród koron dębu siedzieli bliźniacy próbujący za wszelką cenę wciągnąć wyżej pustą do płowy beczkę wina.
- A niech to! Puść tą beczkę i uciekaj! - Wrzasnął Elladan. Elhoir puścił beczkę, która odbiła się kilka razy od gałęzi i roztrzaskała się o ziemię opryskując młode elfy resztkami wina. Bracia mimo, że byli już porządnie piani to zadziwiająco sprawne szło im skakanie po gałęziach.
Elfy starały się ich jakoś dogonić.
- Gdzie oni są?!- Krzyknęła Tauriel kiedy przez przypadek stracili ich z oczu. Usłyszeli trzask gałęzi i chlupot wody. Białe jak kredy dzieci pobiegły w stronę jeziora. Odetchnęły z ulgą kiedy bliźniacy wyszli o własnych siłach z wody.
- Ech a było tak blisko…- Elladan padł na ziemie chwile później to samo stało się Elhiorem.
- Ostatni raz się wami opiekuje!- Arwena trzymała w rękach deskę z beczki, którą wzięła od szczątek beczki.
- Straże!- Legolas z radością wypowiedział te słowa do czterech strażników pełniących wartę nie opodal.
Strażnicy nieśli nie przytomnych braci di lochów. Bliźniacy leżeli na pryczach w tej samej celi, sam Legolas zamykał drzwi do celi.
- Poczekaj tylko! Ojciec się o wszystkim dowie!- Elladan wrzeszczał do Arweny która siedziała na szczycie schodów. Razem z Legolasem i Tauriel podziwiali swoje dzieło popijając sok z czereśni łudząco przypominając wino.
- Ojciec sam nam kazał was pilnować!
- Daj choć tego!- Elhoir wskazał na kieliszek soku. Ku ich zdumnieniu siostra dała im dwa napełnione po brzegi wielkie kielichy. Nie myśląc o niczym wypili wszystko za jednym zamachem. Sekundę później wypili wszystko na siebie.
- Sok czereśniowy?!
Ten rozdział jest chyba najkrótszym i najbardziej nie ciekawym na całym blogu! Wybaczcie, nie miałam weny :( starałam się go napisać w bardzo krótkim czasie by dodać go dziś jak obiecałam. Nie mogłam wcześniej z powodu nauki i braku czasu. Następny rozdział będzie w niedziele :) Będzie dłuższy i ciekawszy.
Wstęp
Hejka, witam bardzo serdecznie na moim blogu. W tej historii mam zamiar umieść historię pewnego elfa z dzieł J.R.R. Tolkiena, mam na myśli Legolasa. Opisze każdą chwilę z jego życia od dnia narodzin do odpłynięcia do Amanu, więc myślę, że ten blog spodoba się wszystkim jego fanom. Zapraszam!
środa, 9 marca 2016
poniedziałek, 7 marca 2016
post informacyjny ( krótki )
Hejo. Witajcie kochani! Chcę Was powiadomić, że następny rozdział będzie w środę. Wybaczcie ale mam dużo nauki. Więc musicie jeszcze trochę poczekać :(
wtorek, 1 marca 2016
Rozdział 17
Władcy byli już w drodze powrotnej do zamku. Odnaleźli to co mieli odnaleźć i teraz wracają do domu. Ponownie zatrzymali się na tej samej polanie. Thranduil siedział nad brzegiem rzeki. Myślał o Liannie. Minęło tyle czasu od jej śmierci a on ciągle nie pobierał się pschycicznie. Śni mu się po nocach. Wszędzie słyszy jej głos, śpiew, śmiech... Tyle by dał aby ciągle była z nimi. Prezent od Legolasa i Tauriel podniósł go trochę na duchu, ale ten naszyjnik. On musi gdzieś być. Na pewno. Jak tylko wróci do zamku powyższy nagrodę za znalezienie go. Byle tylko go odzyskać. Jedyna pamiątkę od niej. Jakie to jest niesprawiedliwe. Te głupie orki pozbawiły go jego największej miłości, Legolasowi odebrali matkę, a leśnym elfom królową.
- O czym tak myślisz? - Usłyszał za plecami głos Erlonda .- Zgaduje, że o Liannie.
- Legolas praktycznie jej nie znał. - Wyszeptał. - Za sto lat o niej zapomni. Zapomni. o jej głosie, o tym że była wspaniałą i kochającą istotą.
- Niezapomni. Mówiłeś kiedyś że leśne elfy po śmierci zamieniają się w ziarna i wyrastają potem jako wielkie drzewa...
- Ojciec mi to opowiadał na dobranoc. To zmyślina bajka. W takim razie dlaczego dwa najwyższe drzewa w Mrocznej Puszczy wyrosły w dniach śmieci twoich rodziców. Kiedy wyjrzdzalismy z zamku zobaczyłem inne drzewo które było większe od pozostałych, a wiem to bo wcześniej tego drzewa nie było. Ostanio byłem tu kiedy Lianna jeszcze żyła. I co? Wciąż myślisz ze to bajka. ?!
Thranduil uśmiechnął się.
- Po tym twoim darciu zaczynam wierzyć.
- No widzisz? Wystraczy na ciebie nawrzeszczeć byś coś zrozumiał. A co do naszyjnika to się znajdzie.
- Zaraz nie mówiłem nic o naszyjniku.!
- Widzisz jak ja cię dobrze znam. Już potrafię ci czytać w myślach.
- A jak to się stało, że chłopaki zachorowali.?
- Niedawno przyjechała do Rivendell karawana krasnoludów. Jechali z Dale do Shire. Zatrzymali się u nas. Jeden z nich był jakiś nie wyraźny. Siedział cały czas w komnacie. Chłopaki oczywiście musieli się tam kręcić. Kiedy wyjechali. Okazało się, że zarazili się krasnoludzką grypą. - Erlond zrzucił na Thranduila trzy jabłka. Owoce odbiły się od głowy króla.
- Tak się właśnie kończy przyjmowanie krasnoludów pod swój dach.
- El wstawaj. Na litość Valarów! - Thranduil szarpnął przyjacielem.
- Co ty chcesz? - Spytał zaspany.
- Słyszysz? - Elf nastawił ucha.
- Nic nie słyszę. Daj spać.
- No El wstawaj.
- Panie daj się wyspać.
Aaaa!!!
- Co to? - Erlond poderwał się na równe nogi. Wyciągnął miecz, Thranduil zrobił to samo.
- O tym właśnie mówię. Dochodzi z drugiego brzegu rzeki.
- Poczekaj tam coś jest... Matko wiej!!!- Nie czekając na nic wskoczył na konia. Zwierzę jednak za nic nie chciało ruszyć. Thranduil wytrzył wzrok. Za krzaków po drugiej stronie rzeki wyłoniło się coś wielkiego. Elf tak samo jak Erlond wskoczył na konia który także okazał się uparciuchem.
- No ruszcie tyłki! - Dopiero Thranduil musiał podnieś głosy by zwierzęta ruszyły dzikim galopem przez ciemny las.
- Co to jest?!
- Opowiemy ci w zamku, szybciej bo nas zabije!
I w takim oto klimacie kończymy sobie ten rozdział. Pojawił się tak późno dlatego, że nie wiedziałam jak wprowadzić do niego Liannę. Nie wyszedł tak jak chciałam, ale zawsze mogło być gorzej. Szkoła, więzienie dla wyobraźni. Jak wam minęły ferie? Gdzie byliście? Ja byłam na trzy dni w Krośnie na DMB z Harcerstwa. W niedziele na Namiotach Wyklętch z drużyną w Rzeszowie. A reszta to wypady z przyjaciółkami. Fajnie było ale się skończyło. Ale do Wielkanocy szybko zleci ;)
- O czym tak myślisz? - Usłyszał za plecami głos Erlonda .- Zgaduje, że o Liannie.
- Legolas praktycznie jej nie znał. - Wyszeptał. - Za sto lat o niej zapomni. Zapomni. o jej głosie, o tym że była wspaniałą i kochającą istotą.
- Niezapomni. Mówiłeś kiedyś że leśne elfy po śmierci zamieniają się w ziarna i wyrastają potem jako wielkie drzewa...
- Ojciec mi to opowiadał na dobranoc. To zmyślina bajka. W takim razie dlaczego dwa najwyższe drzewa w Mrocznej Puszczy wyrosły w dniach śmieci twoich rodziców. Kiedy wyjrzdzalismy z zamku zobaczyłem inne drzewo które było większe od pozostałych, a wiem to bo wcześniej tego drzewa nie było. Ostanio byłem tu kiedy Lianna jeszcze żyła. I co? Wciąż myślisz ze to bajka. ?!
Thranduil uśmiechnął się.
- Po tym twoim darciu zaczynam wierzyć.
- No widzisz? Wystraczy na ciebie nawrzeszczeć byś coś zrozumiał. A co do naszyjnika to się znajdzie.
- Zaraz nie mówiłem nic o naszyjniku.!
- Widzisz jak ja cię dobrze znam. Już potrafię ci czytać w myślach.
- A jak to się stało, że chłopaki zachorowali.?
- Niedawno przyjechała do Rivendell karawana krasnoludów. Jechali z Dale do Shire. Zatrzymali się u nas. Jeden z nich był jakiś nie wyraźny. Siedział cały czas w komnacie. Chłopaki oczywiście musieli się tam kręcić. Kiedy wyjechali. Okazało się, że zarazili się krasnoludzką grypą. - Erlond zrzucił na Thranduila trzy jabłka. Owoce odbiły się od głowy króla.
- Tak się właśnie kończy przyjmowanie krasnoludów pod swój dach.
- El wstawaj. Na litość Valarów! - Thranduil szarpnął przyjacielem.
- Co ty chcesz? - Spytał zaspany.
- Słyszysz? - Elf nastawił ucha.
- Nic nie słyszę. Daj spać.
- No El wstawaj.
- Panie daj się wyspać.
Aaaa!!!
- Co to? - Erlond poderwał się na równe nogi. Wyciągnął miecz, Thranduil zrobił to samo.
- O tym właśnie mówię. Dochodzi z drugiego brzegu rzeki.
- Poczekaj tam coś jest... Matko wiej!!!- Nie czekając na nic wskoczył na konia. Zwierzę jednak za nic nie chciało ruszyć. Thranduil wytrzył wzrok. Za krzaków po drugiej stronie rzeki wyłoniło się coś wielkiego. Elf tak samo jak Erlond wskoczył na konia który także okazał się uparciuchem.
- No ruszcie tyłki! - Dopiero Thranduil musiał podnieś głosy by zwierzęta ruszyły dzikim galopem przez ciemny las.
- Co to jest?!
- Opowiemy ci w zamku, szybciej bo nas zabije!
I w takim oto klimacie kończymy sobie ten rozdział. Pojawił się tak późno dlatego, że nie wiedziałam jak wprowadzić do niego Liannę. Nie wyszedł tak jak chciałam, ale zawsze mogło być gorzej. Szkoła, więzienie dla wyobraźni. Jak wam minęły ferie? Gdzie byliście? Ja byłam na trzy dni w Krośnie na DMB z Harcerstwa. W niedziele na Namiotach Wyklętch z drużyną w Rzeszowie. A reszta to wypady z przyjaciółkami. Fajnie było ale się skończyło. Ale do Wielkanocy szybko zleci ;)
niedziela, 21 lutego 2016
Rozdział 16
Thranduil i Elrond jechali na przez las pół dnia. Postanowili jechać we dwójkę, gdyż uznali, że nie ma potrzeby by ciągnęli za sobą żołnierzy. Jechali by wtedy dłużej i nie mieli by szans na swobodną rozmowę, a tak; zostało im tylko drugie pół dnia na dotarcie do zachodniej części królestwa oraz mogli powspominać. Zbliżała się pora kolacji. Zatrzymali się przy małej rzece, zsiedli z koni i zerwali z pobliskiej jabłoni kilka jabłek.
- Ciekawe jak tam sobie radzą? - Spytał Elrond siedząc na gałęzi i kończąc już drugie jabłko. - Mam wyrzuty sumienia, że zostawiliśmy Legolasa, Tauriel i Arwene samych z tymi nicponiami.
- Chociaż tego nie widać. - Zaczął Thranduil, który także siedział na drzewie. - To są to silne elfy jak na swój wiek…
- W Rivendell tuzin strażników musiało ich pilnować a i tak wymykali się i wypijali całe wino jakie tylko rzuciło im się w oczy.
- W tym momencie mnie też wzięły wyrzuty sumienia. - Thranduil zostawił przecież syna i jego przyjaciółki samych, by pilnowali bliźniaków nie powierzając im do wsparcia żadnych strażników.
Nie zrobił tego, bo to jak zaopiekowali się braćmi podczas jego urodzin było godne uznania, gdyż nie każdy by tak sobie poradził z tak upitymi elfami z krasnoludzką grypą. Kiedy tylko wrócą solidnie im to wynagrodzi.
Zbliżała się północ. Władcy wciąż nie spali. Leżeli pod jabłonią i wpatrywali się w gwiazdy. Znowu mogli poczuć się jak dzieci. Mimo, że czasami nie spali dwie noce to i tak przyjemnie było siedzieć tak późno w lesie i powspominać jak to rodzice kazali im kłaść się do łóżek zaraz po zachodzie Słońca.
- Pamiętasz jak zamknęliśmy się w zbrojowni i wszyscy szukali nas przez cały dzień?- Spytał władca Rivendell.
- A my staraliśmy się utrzymać miecze w ręce bo chcieliśmy potrenować, a miecze były za ciężkie? Pamiętam. - Zaśmiał się Thranduil.
- Ile bym dał by znowu być dzieckiem. - Wyznał Elrond.
- Wrócić do czasów wiecznej zabawy, beztroski, bezkarnego łamania zasad i bez obowiązków. - Rozmarzył się król Leśnych Elfów.
- Thrand?
- El?
- Nie wierze, ze to pamiętasz! - Elf wsparł się na łokciach spoglądając na przyjaciela.
-Galadriela uwielbiała nas tak nazywać. Wciąż ni wierze,ze to babka twoich dzieci!
- Prawda? Przypłynęła do Śródziemia w naszym wieku i taka pozostała do naszych narodzin i taka też była kiedy byliśmy teoretycznie w jej wieku, a tu nagle zostaje moją teściową i babką moich dzieci!
- Najwyraźniej Aman spowalnia proces starzenia, a Śródziemie je przyśpiesza ale zdecydowanie wolniej. Z Celebornem było tak samo. Twoi teście z piaskownicy!- Thranduil śmiał się w niebo głosy.
- Idzi spać bo ci się już w głowie przewraca, trzy dni bez snu dla takiego starca to nie zdrowo. - Elrond położył się na ziemi i odwrócił się do przyjaciela plecami.
- Przepraszam bardzo, jesteśmy w tym samym wieku dziadku!
Thranduil spał jak skała. Nie spodziewał się tego co zaraz nastąpi.
- DZIADKU!!! WSTAJEMY!!!- Elf zerwał się na równe nogi pod pływem lodowatej wody.
- TY…TY…TY!!!- Wrzeszczał Thranduil celując w towarzysza palcem.
- No wysłów się.- Zaśmiał się Elrond.
- A GOŃ SIĘ!- Nie czekając na przyjaciela wsiadł na konia i kłusem ruszył wzdłuż ścieżki. Elf wywrócił tylko oczami. Wsiadł na swojego wierzchowca i pokłusował za Thranduilem.
- Ehej!- Kiedy był już obok przyjaciela siadło przekręciło mu się i teraz jechał na brzuchu konia, który nic sobie z tego nie robił, ze jego właściciel zwisa mu na brzuchu. - Ty to zrobiłeś?
- Nie leśne duchy. No oczywiście że ja! Nie martw się jeszcze trzy godziny i będziemy na miejscu.
- Wredna blondyna!
- Ciekawe jak tam sobie radzą? - Spytał Elrond siedząc na gałęzi i kończąc już drugie jabłko. - Mam wyrzuty sumienia, że zostawiliśmy Legolasa, Tauriel i Arwene samych z tymi nicponiami.
- Chociaż tego nie widać. - Zaczął Thranduil, który także siedział na drzewie. - To są to silne elfy jak na swój wiek…
- W Rivendell tuzin strażników musiało ich pilnować a i tak wymykali się i wypijali całe wino jakie tylko rzuciło im się w oczy.
- W tym momencie mnie też wzięły wyrzuty sumienia. - Thranduil zostawił przecież syna i jego przyjaciółki samych, by pilnowali bliźniaków nie powierzając im do wsparcia żadnych strażników.
Nie zrobił tego, bo to jak zaopiekowali się braćmi podczas jego urodzin było godne uznania, gdyż nie każdy by tak sobie poradził z tak upitymi elfami z krasnoludzką grypą. Kiedy tylko wrócą solidnie im to wynagrodzi.
Zbliżała się północ. Władcy wciąż nie spali. Leżeli pod jabłonią i wpatrywali się w gwiazdy. Znowu mogli poczuć się jak dzieci. Mimo, że czasami nie spali dwie noce to i tak przyjemnie było siedzieć tak późno w lesie i powspominać jak to rodzice kazali im kłaść się do łóżek zaraz po zachodzie Słońca.
- Pamiętasz jak zamknęliśmy się w zbrojowni i wszyscy szukali nas przez cały dzień?- Spytał władca Rivendell.
- A my staraliśmy się utrzymać miecze w ręce bo chcieliśmy potrenować, a miecze były za ciężkie? Pamiętam. - Zaśmiał się Thranduil.
- Ile bym dał by znowu być dzieckiem. - Wyznał Elrond.
- Wrócić do czasów wiecznej zabawy, beztroski, bezkarnego łamania zasad i bez obowiązków. - Rozmarzył się król Leśnych Elfów.
- Thrand?
- El?
- Nie wierze, ze to pamiętasz! - Elf wsparł się na łokciach spoglądając na przyjaciela.
-Galadriela uwielbiała nas tak nazywać. Wciąż ni wierze,ze to babka twoich dzieci!
- Prawda? Przypłynęła do Śródziemia w naszym wieku i taka pozostała do naszych narodzin i taka też była kiedy byliśmy teoretycznie w jej wieku, a tu nagle zostaje moją teściową i babką moich dzieci!
- Najwyraźniej Aman spowalnia proces starzenia, a Śródziemie je przyśpiesza ale zdecydowanie wolniej. Z Celebornem było tak samo. Twoi teście z piaskownicy!- Thranduil śmiał się w niebo głosy.
- Idzi spać bo ci się już w głowie przewraca, trzy dni bez snu dla takiego starca to nie zdrowo. - Elrond położył się na ziemi i odwrócił się do przyjaciela plecami.
- Przepraszam bardzo, jesteśmy w tym samym wieku dziadku!
Thranduil spał jak skała. Nie spodziewał się tego co zaraz nastąpi.
- DZIADKU!!! WSTAJEMY!!!- Elf zerwał się na równe nogi pod pływem lodowatej wody.
- TY…TY…TY!!!- Wrzeszczał Thranduil celując w towarzysza palcem.
- No wysłów się.- Zaśmiał się Elrond.
- A GOŃ SIĘ!- Nie czekając na przyjaciela wsiadł na konia i kłusem ruszył wzdłuż ścieżki. Elf wywrócił tylko oczami. Wsiadł na swojego wierzchowca i pokłusował za Thranduilem.
- Ehej!- Kiedy był już obok przyjaciela siadło przekręciło mu się i teraz jechał na brzuchu konia, który nic sobie z tego nie robił, ze jego właściciel zwisa mu na brzuchu. - Ty to zrobiłeś?
- Nie leśne duchy. No oczywiście że ja! Nie martw się jeszcze trzy godziny i będziemy na miejscu.
- Wredna blondyna!
środa, 17 lutego 2016
Rozdział 15
- Wody. Dajcie wody. - Elladar wciąż leżał ze swoim bratem w winnicy. - Pić nam się chce.
- Nie trzeba było wczoraj tyle pić. - Mruknęła Tauriel podając braciom dzbanki z wodą.
- Już nie będziemy.
- Mówiliście wczoraj dokładnie to samo.
- Jesteśmy głodni.- Jęczł Elladar. - Co na śniadanie?
- Śniadanie? Chyba obiad. - Elfka była bardzo zirytowana bliźniakami. Byli co prawda chorzy na krasnoludzką grypę, ale ich całą dobowe picie, chronione ich oraz wytrzymywanie z nimi było wyczynem godnym pochwały - Arwena i Legolas zaraz wam coś przyniosą.
W tym czasie młode elfy niosły trzy tace z jedzeniem do winnic.
- Myślisz, że już się obudzili?- Spytała Arwena.
- Napewno. Biedna Tauriel.
- W końcu masz przyjaciela tu na miejscu.
Książę nie miał za dużo przyjaciół. Elf z Mrocznej Puszczy bały się z nim bawić z powodu jego ojca. Jedynie Tauriel miała na tyle odwagi by przyjaźnić się z księciem jako iż sama nie posiadała przyjaciół.
- Tauriel jesteśmy!
- Żarełko! A wino macie?
- NIE!
- Jejku. No tylko się pytamy.
Kiedy bliźniacy kończyli jeść. Arwena, Legolas i Tauriel szukali sposobu by utrzymać braci trzeźwych i uchować ich jak najdalej od wina. Jedynym sensownym rozwiązaniem było zamknięcie ich w lochu aż do przyjazdu Thranduila i Elronda. Postanowione! Bliźniacy spędzą dwa dni w lochu. Jednak na małe elfy czekała bardzo nie miła niespodzianka. Przy słupie leżały jedynie strzępki liny i noże. Na dodatek zniknęła jedna z beczek.
- Zostawić ich samych na kilka minut...- Mruknął Legolas. Nie mówiąc nic więcej pobiegli śladami bliźniaków.
- Nie trzeba było wczoraj tyle pić. - Mruknęła Tauriel podając braciom dzbanki z wodą.
- Już nie będziemy.
- Mówiliście wczoraj dokładnie to samo.
- Jesteśmy głodni.- Jęczł Elladar. - Co na śniadanie?
- Śniadanie? Chyba obiad. - Elfka była bardzo zirytowana bliźniakami. Byli co prawda chorzy na krasnoludzką grypę, ale ich całą dobowe picie, chronione ich oraz wytrzymywanie z nimi było wyczynem godnym pochwały - Arwena i Legolas zaraz wam coś przyniosą.
W tym czasie młode elfy niosły trzy tace z jedzeniem do winnic.
- Myślisz, że już się obudzili?- Spytała Arwena.
- Napewno. Biedna Tauriel.
- W końcu masz przyjaciela tu na miejscu.
Książę nie miał za dużo przyjaciół. Elf z Mrocznej Puszczy bały się z nim bawić z powodu jego ojca. Jedynie Tauriel miała na tyle odwagi by przyjaźnić się z księciem jako iż sama nie posiadała przyjaciół.
- Tauriel jesteśmy!
- Żarełko! A wino macie?
- NIE!
- Jejku. No tylko się pytamy.
Kiedy bliźniacy kończyli jeść. Arwena, Legolas i Tauriel szukali sposobu by utrzymać braci trzeźwych i uchować ich jak najdalej od wina. Jedynym sensownym rozwiązaniem było zamknięcie ich w lochu aż do przyjazdu Thranduila i Elronda. Postanowione! Bliźniacy spędzą dwa dni w lochu. Jednak na małe elfy czekała bardzo nie miła niespodzianka. Przy słupie leżały jedynie strzępki liny i noże. Na dodatek zniknęła jedna z beczek.
- Zostawić ich samych na kilka minut...- Mruknął Legolas. Nie mówiąc nic więcej pobiegli śladami bliźniaków.
wtorek, 9 lutego 2016
Rozdział 14
- NA VALARÓW I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH!- Wrzask Arweny rozniusł się po całym królestwie.- WON MI STĄD MENELSKIE PIJAKI! - Bliźniacy wystrzelili z piwnicy jak z procy trzymając w rękach po dwie butelki wina.
- Wiesz , że menel a pijak to to samo? - Księżniczka zgromila Legolasa wzrokiem.- Dlaczego to my mamy się nimi zajmować?
- Bo nasi ojcowie szukają źół na krasnoludzką grypę, a my mamy mieć na nich oko...- Nagle z górnego piętra doszły ich hałasy tłuczonego szkła i zatrzaskiwanych drzwi.
- Mam ich!
- Dobra robota, Tauriel. - Pochwalił przyjaciółkę Legolas. - Teraz sobie przynajmniej krzywdy nie zrobią.
- A tu jesteście! - Zawołał Thranduil, który szedł wraz z Erlondem w ich stronę. - Chcemy wam powiedzieć, że jedziemy do zachodniej części królestwa.
- Po co?- Zapytał Legolas.
- Rośnie tam podobno roślina która może wyleczyć tą grypę. Tak w ogóle. Dziękuję wam za pomoc z tymi łobuzami.
- Żaden problem, tato. - Uśmiechnęła się Arwena a Tauriel i Legolas pokiwali jedynie głowami.
- W takim razie ruszamy w drogę nie będzie nas może trzy dni. Uważajcie na siebie i na nich oczywiście.
- Nie martw się tato. Z nami będą bezpieczni.
Kiedy elfy zniknęły dzieci westchneły głośno. Od dwóch dni się nimi opiekują. Bliźniacy o mały włos nie zapili się na śmierć i musieli cały dzień znosić ich kaca morderce. Oczywiście na tym się nie skończyło dzisiaj próbowali wyraść wino z kuchni, jadalni, spiżarni a nawet z piwnicy.
- Coś tam cicho.- Rzekła Tauriel po dziesięciu minutach.
- Za cicho. - Legolas delikatnie otworzył drzwi. - NO NIE!- Pokój był pusty. Do nogi łóżka było przywiązane prześcieradło.
- Dranie, uciekli!
- Za nimi za nim coś sobie zrobią.
Dzieciaki zeszły na taras po sznurze z prześcieradła. Do głowy przychodziły im tylko trzy miejsca gdzie mogli by być. Rozdzielili się. Arwena miała przeszukać kuchnie, Tauriel spirzarkę, a Legolas piwnicę.
Arwena wpadła do pustej kuchni obleciała wszystkie szafki z winami. Były pełne. Czyli nie było ich tu jeszcze. Księżniczka zamknęła szafki na klucz który później wsadziła do sakwy.
Tauriel do jednej beczki wbiła chyba tuzin gwoździ. A Legolas zamknął drzwi do piwnicy na klucz i kazał strażnikom strzec tego miejsca.
- I?
- Nigdzie ich nie ma.
- Skoro nie ma ich przy skrytkach to muszą być w. ..
- WINICE - Legolas puścił się biegiem przez dziedziniec. Arwena i Tauriel pobiegły za nim. Po kilku minutach biegu w końcu dotarli do winnic. Same winogrona, na pewno nie interesowałyby braci, więc na pewno muszą się kręci przy zfermentowanym winie. Jak przypuszczali. Elhoir i Elladar leżeli przy prawie pustej beczce z winem. Zbliżał się wieczór. Dzieci przywiązały braci do drewnianego słupa a same zaczęły jeść winogrona na kolacje. Legolas wziął jakieś stare koce i przykrył nimi braci oraz jego przyjaciółki.
- Kiedy wybije północ zmienimy się. - Oznajmił.
- Tauriel wstawaj. - Książę delikatnie szarpnął przyjaciółką. Elfka usiadła na ziemi i przetarła oczy. Arwena spała na boku, a jej rodzeństwo leżało rozwalone na ziemi i głośno chrapało. - Nie martw się damy sobie z nimi radę.
Jestem. Nie porwali. Nie straciłam czucia w rękach i nie umarłam. Żyje i mam się dobrze. Więc tak jest w końcu nowy rozdział , ale nie taki jaki bym chciała. Jest za krótki i mało zabawny. Po drugie. Wy moi drodzy. Jesteście tu cały czas , czytacie te wszystkie moje głupoty i czekacie, czekacie, czekacie i czekacie. Ostanio jest tego czekania, aż za dużo, więc postanowiłam, że będę pisać krótkie rodzialy które za to będą pojawiać się częściej. Chciałabym pisać je dłuższe, ale jestem typem streszczeniowca i kiedy chce napisać coś dłuższego to zajmuje mi to dużo czasu a efekt jest jaki jest :(
Jesteście na mnie wkurzeni j się nie dziwie sama na siebie jestem zła. Czekaliście cierpliwie i oto jest rozdział tak wyczekiwany a tak głupi.
Witam też nowe czytelniczki.
Co do tego budzika. Bardzo mi się przyda, bo muszę się w końcu obudzić i zacząć pisać :)
I tak na marginesie. Powiedzcie mi: Niemiecki jest naprawdę taki trudny czy może jest łatwy i tylko ja jestem taka tępa?
- Wiesz , że menel a pijak to to samo? - Księżniczka zgromila Legolasa wzrokiem.- Dlaczego to my mamy się nimi zajmować?
- Bo nasi ojcowie szukają źół na krasnoludzką grypę, a my mamy mieć na nich oko...- Nagle z górnego piętra doszły ich hałasy tłuczonego szkła i zatrzaskiwanych drzwi.
- Mam ich!
- Dobra robota, Tauriel. - Pochwalił przyjaciółkę Legolas. - Teraz sobie przynajmniej krzywdy nie zrobią.
- A tu jesteście! - Zawołał Thranduil, który szedł wraz z Erlondem w ich stronę. - Chcemy wam powiedzieć, że jedziemy do zachodniej części królestwa.
- Po co?- Zapytał Legolas.
- Rośnie tam podobno roślina która może wyleczyć tą grypę. Tak w ogóle. Dziękuję wam za pomoc z tymi łobuzami.
- Żaden problem, tato. - Uśmiechnęła się Arwena a Tauriel i Legolas pokiwali jedynie głowami.
- W takim razie ruszamy w drogę nie będzie nas może trzy dni. Uważajcie na siebie i na nich oczywiście.
- Nie martw się tato. Z nami będą bezpieczni.
Kiedy elfy zniknęły dzieci westchneły głośno. Od dwóch dni się nimi opiekują. Bliźniacy o mały włos nie zapili się na śmierć i musieli cały dzień znosić ich kaca morderce. Oczywiście na tym się nie skończyło dzisiaj próbowali wyraść wino z kuchni, jadalni, spiżarni a nawet z piwnicy.
- Coś tam cicho.- Rzekła Tauriel po dziesięciu minutach.
- Za cicho. - Legolas delikatnie otworzył drzwi. - NO NIE!- Pokój był pusty. Do nogi łóżka było przywiązane prześcieradło.
- Dranie, uciekli!
- Za nimi za nim coś sobie zrobią.
Dzieciaki zeszły na taras po sznurze z prześcieradła. Do głowy przychodziły im tylko trzy miejsca gdzie mogli by być. Rozdzielili się. Arwena miała przeszukać kuchnie, Tauriel spirzarkę, a Legolas piwnicę.
Arwena wpadła do pustej kuchni obleciała wszystkie szafki z winami. Były pełne. Czyli nie było ich tu jeszcze. Księżniczka zamknęła szafki na klucz który później wsadziła do sakwy.
Tauriel do jednej beczki wbiła chyba tuzin gwoździ. A Legolas zamknął drzwi do piwnicy na klucz i kazał strażnikom strzec tego miejsca.
- I?
- Nigdzie ich nie ma.
- Skoro nie ma ich przy skrytkach to muszą być w. ..
- WINICE - Legolas puścił się biegiem przez dziedziniec. Arwena i Tauriel pobiegły za nim. Po kilku minutach biegu w końcu dotarli do winnic. Same winogrona, na pewno nie interesowałyby braci, więc na pewno muszą się kręci przy zfermentowanym winie. Jak przypuszczali. Elhoir i Elladar leżeli przy prawie pustej beczce z winem. Zbliżał się wieczór. Dzieci przywiązały braci do drewnianego słupa a same zaczęły jeść winogrona na kolacje. Legolas wziął jakieś stare koce i przykrył nimi braci oraz jego przyjaciółki.
- Kiedy wybije północ zmienimy się. - Oznajmił.
- Tauriel wstawaj. - Książę delikatnie szarpnął przyjaciółką. Elfka usiadła na ziemi i przetarła oczy. Arwena spała na boku, a jej rodzeństwo leżało rozwalone na ziemi i głośno chrapało. - Nie martw się damy sobie z nimi radę.
Jestem. Nie porwali. Nie straciłam czucia w rękach i nie umarłam. Żyje i mam się dobrze. Więc tak jest w końcu nowy rozdział , ale nie taki jaki bym chciała. Jest za krótki i mało zabawny. Po drugie. Wy moi drodzy. Jesteście tu cały czas , czytacie te wszystkie moje głupoty i czekacie, czekacie, czekacie i czekacie. Ostanio jest tego czekania, aż za dużo, więc postanowiłam, że będę pisać krótkie rodzialy które za to będą pojawiać się częściej. Chciałabym pisać je dłuższe, ale jestem typem streszczeniowca i kiedy chce napisać coś dłuższego to zajmuje mi to dużo czasu a efekt jest jaki jest :(
Jesteście na mnie wkurzeni j się nie dziwie sama na siebie jestem zła. Czekaliście cierpliwie i oto jest rozdział tak wyczekiwany a tak głupi.
Witam też nowe czytelniczki.
Co do tego budzika. Bardzo mi się przyda, bo muszę się w końcu obudzić i zacząć pisać :)
I tak na marginesie. Powiedzcie mi: Niemiecki jest naprawdę taki trudny czy może jest łatwy i tylko ja jestem taka tępa?
wtorek, 5 stycznia 2016
Rozdział 13
Legolas, Tauriel i Arwena patrzyli jak bliźniacy opychają się wszystkim co tylko nadawało się do zjedzenia. Gdyby Elrond nie był zajęty rozmową z Thranduilem napewno zwrócił by im uwagę. Nie reagowali na obużone słowa Arweny.
- Co im się stało? - Spytał Legolas, kiedy Elladar zaczął pić wino, ale zamiast użyć kielicha , zaczął pić prosto z gwinta.
- Trzy dni temu zachorowali na krasnoludzką grypę.- Westchneła Elfka. - Żebyście widzieli co oni robią w domu. Zaczęli chrapać!
Zaczęły się tanice. A bracia już byli zlani w trupa. Arwena poleciła im by poszli do swoich pokoi. Wzięli ze sobą skrzynkę wina.
- I tu się ich przyjęcie kończy. - Legolas patrzył jak bracia się zataczają i ledwo stawiają kroki na schodach jak dotrą do swoich pokoi i nie robiąc sobie większej krzywdy to to będzie cud.
- I tu nie byłabym tego taka pewna.- Odparła ciemno włosa elfka.
Zacząła grać wolna muzyka. Elfy dobierały się w pary i zaczynały wolny taniec. Arwene do tańca zaprosił Elrond więc Legolas i Tauriel zostali sami. Rudowłasa elfka przyglądała się tańczącym parom. Jakoś nie przyciągały jej uwagi, aże do chwili, kiedy wśród tańczących elfów zobaczyła swoją opiekunkę Ellarhien i kapitana straży Malohonira. Oboje pełnął gracją poruszali się w rytm wolnej muzyki. Tauriel nie umkło także to jak patrzą sobie nawzajem w oczy. Na ten widok uśmiechnęła się szeroko. Patrzyłaby na ową parę pewnie cały czas gdyby do rzeczewistości nie przywrócił ją głos przyjaciela.
- Czy mógłbym prosić panią do tańca? - Spytał kłaniając się nisko.
- Ależ oczywiście.- Legolas pociągnął ją na środek sali. Starali się naśladować ruchy pozostałych, ale odpóścili i sami zaczęli wymyślić zwariowane kroki taneczne. Od razu zwrócili na siebie uwagę gości. Muzycy zmenili muzykę na bardziej skoczną i po chwili wszyscy tańczyli szalony taniec księcia i podopiecznej króla. Było przytym sporo śmiechu, aż szkoda, że bliźniaki nie mogą sobie potańczyć.
Wszystkiemu przyglądał się Thranduil. Jako jedyny nie tańczył , bo wprawdzie powiedziawszy nie miał z kim. Teraz najbardziej pragnął być przy pomniku Lianny. Zmienił się od jej śmierci. Nie spędzał tak dużo czasu z synem, ale przecież miał towarzystwo. Nie odwiedzał Elronda tak często jak to kiedyś miał w zwyczaju, no ale miał ostatnio dużo pracy. Od dłuższego czasu jego myśli krążyły wokół naszyjnika Lianny. Nie mógł przepaść jak kamień w wodę. Nie mógłby zostać także zniszczony. Został wykonany z najtrwajszlych kryształów w całym Śródziemiu. Więc może ktoś go znalazł ale nie chce go oddać? Ale przecież nagroda jest bardzo kosztowna. Ech za dużo wina wypił i teraz nie może logiczne myśleć. Mijały godziny. Była już późna noc , a w sali wciązż siedziały trzy elfy. Małe elfy miały już dość pijaniskiego bękotu i postanowił wyjść do ogrodów.
- Jaka cisza. - Tauriel opadła na kamienną ławkę. W jej ślady poszli także Legolas i Arwena. Siedzieli tak w błogiej ciszy gdy nagle:
Hej, tam gdzieś znad czarnej wody
Wsiada na koń hobbit młody,
Czule żegna się z dziewczyną,
Jeszcze czulej z Hobbitonem .
ref:
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy skowroneczku.
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, rzeki, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy dzwoń, dzwoń, dzwoń.
Wiele dziewcząt jest na świecie
Lecz najwięcej w Hobbitonie,
Tam me serce pozostało,
Przy kochanej mej dziewczynie.
Hej, hej, hej sokoły...
Ona jedna tam została
Jaskółeczka moja moja mała
A ja tutaj w obcej stronie
Dniem i nocą tęsknię do niej
Hej, hej, hej sokoły...
Żal, żal za dziewczyną,
Za zielonym Hobbitonem,
Żal, żal serce płacze,
Już jej więcej nie zobaczę.
Hej, hej, hej sokoły...
Wina, wina, wina, dajcie,
A jak umrę pochowajcie
Na zielonym Hobbitonie
Przy kochanej mej dziewczynie.
Owe wrzaski dochodziły z rosnących obok krzaków. Chwilę potem z roślin wyłonili się a jak spici bliźniacy. Ledwo stali popierając się o siebie nawzajem, a w dłoniach trzymali jeszcze dwie pełne butelki wina.
- Po pierwsze wyglądacie strasznie, po drugie ci wy tu robicie i po trzecie co to za piosenka. - Dopytywała się Arwena która jako pierwsza otrząsneła się z szoku.
- Po pierwsze wyglądamy super przystojnie, po drugie szukamy sali bo nam się wino kończy i po trzecie wymyśliliśmy - Wybełkotał Elladar. Legolas zamrugał kilka razy.
- Mósimy was zaprowadzić do pokoi bo jeszcze wpadniecie do jakiegoś jeziora.
- A po co ?!- Zaśmiał się Elhoir.- Jesteśmy trzeźwi jak pieniądz.
- No tak. Zaprowadzimy was do pokoi i tyle nie musicie iść spać - Rrzekła Tauriel.
- No dobra. - Zgodził się nie chętnie Elladar. - To prowadcie.
W czasie kiedy elfy prowadziły bliźniaków do pałacu ci ryczeli:
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział jak
nie powiedział jak
a to było tak.
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział
nie powiedział
dostał dziesięć lat
- Skończyliście? !- Spytała zdenerwowana Arwena .
- Tę tak.- Odpowiedzieli
Przechodząc obok sali elfy musiały się bardzo natrudzić, żeby ich stamtąd odciąć. Za to na schodach i na korytarzu odwidzięczli im się jak na pijaków przystało.
Płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
Radośnie, radośnie
życie to jest sen
A gdy ujrzysz krokodyla
podnieś dziki krzyk
Aaaaa!
Byli już przy swoich pokojach , gdy znowu zaczęli śpiewać i udawać , że wiasłują
płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
a gdy ujrzysz krokodyla
Aaaaa!
Wrzasneli, kiedy drzwi do pokoju Elladara się otworzyły, a w progu staną Elrond. Bracia z przerażenia aż się przytulili.
- Moża wiedzieć gdzieś cie byli?- Zapytał zdenerwowany.
- My byliśmy w Hobbitonie, potem w na polu maku , a następnie płyneliśmy rzeką. - Odpowdział mu Elladar. Elrond spojrzał na córkę.
- Szukali sali. - Oznajmiła.
- A teraz wybaczcie. Bracie zapraszam w me skromne progi - Elladar ukonił się chwiejnie. Elrond stanął za córką.
- To mój pokój, ale co tam. - Elhoir prawie wywinął orła na progu, ale jakoś wszedł. Elladar zatrzasnął drzwi tuż przed nosem ojca.
- I to by było na tyle. - Oznajmił lekko podpisy Elrond. Popatrzył na trójkę elfów. - A wy co? Do łóżek maszerować.
- Co im się stało? - Spytał Legolas, kiedy Elladar zaczął pić wino, ale zamiast użyć kielicha , zaczął pić prosto z gwinta.
- Trzy dni temu zachorowali na krasnoludzką grypę.- Westchneła Elfka. - Żebyście widzieli co oni robią w domu. Zaczęli chrapać!
Zaczęły się tanice. A bracia już byli zlani w trupa. Arwena poleciła im by poszli do swoich pokoi. Wzięli ze sobą skrzynkę wina.
- I tu się ich przyjęcie kończy. - Legolas patrzył jak bracia się zataczają i ledwo stawiają kroki na schodach jak dotrą do swoich pokoi i nie robiąc sobie większej krzywdy to to będzie cud.
- I tu nie byłabym tego taka pewna.- Odparła ciemno włosa elfka.
Zacząła grać wolna muzyka. Elfy dobierały się w pary i zaczynały wolny taniec. Arwene do tańca zaprosił Elrond więc Legolas i Tauriel zostali sami. Rudowłasa elfka przyglądała się tańczącym parom. Jakoś nie przyciągały jej uwagi, aże do chwili, kiedy wśród tańczących elfów zobaczyła swoją opiekunkę Ellarhien i kapitana straży Malohonira. Oboje pełnął gracją poruszali się w rytm wolnej muzyki. Tauriel nie umkło także to jak patrzą sobie nawzajem w oczy. Na ten widok uśmiechnęła się szeroko. Patrzyłaby na ową parę pewnie cały czas gdyby do rzeczewistości nie przywrócił ją głos przyjaciela.
- Czy mógłbym prosić panią do tańca? - Spytał kłaniając się nisko.
- Ależ oczywiście.- Legolas pociągnął ją na środek sali. Starali się naśladować ruchy pozostałych, ale odpóścili i sami zaczęli wymyślić zwariowane kroki taneczne. Od razu zwrócili na siebie uwagę gości. Muzycy zmenili muzykę na bardziej skoczną i po chwili wszyscy tańczyli szalony taniec księcia i podopiecznej króla. Było przytym sporo śmiechu, aż szkoda, że bliźniaki nie mogą sobie potańczyć.
Wszystkiemu przyglądał się Thranduil. Jako jedyny nie tańczył , bo wprawdzie powiedziawszy nie miał z kim. Teraz najbardziej pragnął być przy pomniku Lianny. Zmienił się od jej śmierci. Nie spędzał tak dużo czasu z synem, ale przecież miał towarzystwo. Nie odwiedzał Elronda tak często jak to kiedyś miał w zwyczaju, no ale miał ostatnio dużo pracy. Od dłuższego czasu jego myśli krążyły wokół naszyjnika Lianny. Nie mógł przepaść jak kamień w wodę. Nie mógłby zostać także zniszczony. Został wykonany z najtrwajszlych kryształów w całym Śródziemiu. Więc może ktoś go znalazł ale nie chce go oddać? Ale przecież nagroda jest bardzo kosztowna. Ech za dużo wina wypił i teraz nie może logiczne myśleć. Mijały godziny. Była już późna noc , a w sali wciązż siedziały trzy elfy. Małe elfy miały już dość pijaniskiego bękotu i postanowił wyjść do ogrodów.
- Jaka cisza. - Tauriel opadła na kamienną ławkę. W jej ślady poszli także Legolas i Arwena. Siedzieli tak w błogiej ciszy gdy nagle:
Hej, tam gdzieś znad czarnej wody
Wsiada na koń hobbit młody,
Czule żegna się z dziewczyną,
Jeszcze czulej z Hobbitonem .
ref:
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy skowroneczku.
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, rzeki, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy dzwoń, dzwoń, dzwoń.
Wiele dziewcząt jest na świecie
Lecz najwięcej w Hobbitonie,
Tam me serce pozostało,
Przy kochanej mej dziewczynie.
Hej, hej, hej sokoły...
Ona jedna tam została
Jaskółeczka moja moja mała
A ja tutaj w obcej stronie
Dniem i nocą tęsknię do niej
Hej, hej, hej sokoły...
Żal, żal za dziewczyną,
Za zielonym Hobbitonem,
Żal, żal serce płacze,
Już jej więcej nie zobaczę.
Hej, hej, hej sokoły...
Wina, wina, wina, dajcie,
A jak umrę pochowajcie
Na zielonym Hobbitonie
Przy kochanej mej dziewczynie.
Owe wrzaski dochodziły z rosnących obok krzaków. Chwilę potem z roślin wyłonili się a jak spici bliźniacy. Ledwo stali popierając się o siebie nawzajem, a w dłoniach trzymali jeszcze dwie pełne butelki wina.
- Po pierwsze wyglądacie strasznie, po drugie ci wy tu robicie i po trzecie co to za piosenka. - Dopytywała się Arwena która jako pierwsza otrząsneła się z szoku.
- Po pierwsze wyglądamy super przystojnie, po drugie szukamy sali bo nam się wino kończy i po trzecie wymyśliliśmy - Wybełkotał Elladar. Legolas zamrugał kilka razy.
- Mósimy was zaprowadzić do pokoi bo jeszcze wpadniecie do jakiegoś jeziora.
- A po co ?!- Zaśmiał się Elhoir.- Jesteśmy trzeźwi jak pieniądz.
- No tak. Zaprowadzimy was do pokoi i tyle nie musicie iść spać - Rrzekła Tauriel.
- No dobra. - Zgodził się nie chętnie Elladar. - To prowadcie.
W czasie kiedy elfy prowadziły bliźniaków do pałacu ci ryczeli:
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział jak
nie powiedział jak
a to było tak.
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział
nie powiedział
dostał dziesięć lat
- Skończyliście? !- Spytała zdenerwowana Arwena .
- Tę tak.- Odpowiedzieli
Przechodząc obok sali elfy musiały się bardzo natrudzić, żeby ich stamtąd odciąć. Za to na schodach i na korytarzu odwidzięczli im się jak na pijaków przystało.
Płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
Radośnie, radośnie
życie to jest sen
A gdy ujrzysz krokodyla
podnieś dziki krzyk
Aaaaa!
Byli już przy swoich pokojach , gdy znowu zaczęli śpiewać i udawać , że wiasłują
płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
a gdy ujrzysz krokodyla
Aaaaa!
Wrzasneli, kiedy drzwi do pokoju Elladara się otworzyły, a w progu staną Elrond. Bracia z przerażenia aż się przytulili.
- Moża wiedzieć gdzieś cie byli?- Zapytał zdenerwowany.
- My byliśmy w Hobbitonie, potem w na polu maku , a następnie płyneliśmy rzeką. - Odpowdział mu Elladar. Elrond spojrzał na córkę.
- Szukali sali. - Oznajmiła.
- A teraz wybaczcie. Bracie zapraszam w me skromne progi - Elladar ukonił się chwiejnie. Elrond stanął za córką.
- To mój pokój, ale co tam. - Elhoir prawie wywinął orła na progu, ale jakoś wszedł. Elladar zatrzasnął drzwi tuż przed nosem ojca.
- I to by było na tyle. - Oznajmił lekko podpisy Elrond. Popatrzył na trójkę elfów. - A wy co? Do łóżek maszerować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)