Od tego zdarzenia minęło dziesięć lat, lecz to dla Elfa jedynie ułamek sekundy. W tym czasie we Śródziemiu nie stało się nic godnego podziwu. W tym czasie w królestwie na południe tron po zmarłym król przeją nowy władca. W Mrocznej Puszczy także nic się nie działo. Może tylko dzień po powrocie Thranduila i Elronda było sporo zamieszania z powodu tajemniczej bestii, jednak sprawa szybko ucichla ze względu na zakaz króla. Nikt nie mógł rozmawiać o powtórze.
Życie elfów Mrocznej Puszczy toczyło się powoli i spokojnie. No...prawie spokojnie. Od czasów dzieciństwa Thranduila nie było w Królestwie taki elfów jak Legolas i Tauriel. Dzieci rosły jak na drożdżach. Tauriel piękniała w oczach, ogniste włosy sięgały jej do połowy pleców, a oczy zrobiły się jeszcze bardziej zielone, niczym dzika trawa skąpana w porannej rośie. Ubrana w piękne suknie i wygląd zrobił z niej małą damę. Ale tylko od zewnątrz. W środku wciąż była dzika tak samo jak reszta elfów lasu.
Legolas natomiast bardzo zmienił się w przeciągu ostatnich lat. Pogodził się ze stratą matki jednak wciąż za nią tęsknił. Złote włosy sięgały mu do łopatek. Oczy wciąż miał błękitne niczym niebo. Książę zaczął trenować strzelanie z łuku i walkę sztyletami. Co bardzo spodobało się jego ojcu i Tauriel która tak samo jak jej przyjaciel chciala trenować. Co tym razem nie spodobało się królowi.
- Tauriel, damie nie wypada walczyć. - Powiedział król podczas kolacji.
- Ale ja nie jestem nią. Jestem dzikim elfem w sukni który mieszka w pałacu z królem i jego synem. - Popatrzyła w oczy króla, a ten zobaczył ogniki dzikości takie same jakie miała Lianna. Lianna mimo iż była królową nigdy nie przestała być dzika i nic tego nie zmieniło. Mimo to postanowił zrobić z niej małą księżniczkę.
- Zabierz mnie jutro na trening, proszę.- Legolas popatrzył w jej maślane oczy.
- Wybacz to nie dla ciebie...
- Co??!! Żartujesz sobie! Oczywiście ze dla mnie! Moja mama takaże walczyła...
- Tauriel...
- Ja też chcę...walczyć jak ty...
Legolas nie potrafił się oprzeć łzom i Tauriel dobrze o tym wiedziała.
- Porozmawiam z tatą. - Tauriel przytuliła mocno księcia z radości.
- Ktoś cię rozweselił? - Spytała Ellarhien kiedy ta następnego dnia czesala jej włosy.
Elfka krecila się wokło własnej osi i śmiała się.
- Malachonir, wczoraj wyznał mi miłość!- Tauriel rzuciła się opiekuńce na szyję. Tak bardzo cieszyła się z jej szczęścia, wiedziała, że kapitan straży jest zakochany w elfce. Zauważyła to na urodzinach króla kiedy pilnowała chorych synów Elronda. Widziała jak ze sobą tańczyli i patrzyli w oczy, to wszystko powtarzalo się co roku. Pomijając pijanych bliźniaków oczywiście.
Rozdział i tak spóźniony ale jest nudny oczywiście ale elfy nam podrosly i zaczynają się pierwsze schody w wychowaniu :)
Jak tam rozdanie świadectw? Mam nadzieje, że dobrze ;) U mnie był pasek oczywiście nie na tyłku xD Gdzie jedziecie na wakacje? Ja jadę na obóz harcerski i do Energylandi tylko nie wiem kiedy. Pozdrawiam :*
Wstęp
Hejka, witam bardzo serdecznie na moim blogu. W tej historii mam zamiar umieść historię pewnego elfa z dzieł J.R.R. Tolkiena, mam na myśli Legolasa. Opisze każdą chwilę z jego życia od dnia narodzin do odpłynięcia do Amanu, więc myślę, że ten blog spodoba się wszystkim jego fanom. Zapraszam!
piątek, 1 lipca 2016
niedziela, 24 kwietnia 2016
Fragment "Cieni"
Cześć, moi Drodzy! Otóż w sprawie rozdziałów albo raczej ich braku to jest wszystko, absolutnie i bezdyskusyjnie wina... moja i mojego lenistwa do nauki. Zamiast uczyć się na początku semestru to oczywiście wspaniała ja odkładałam to wszystko, aż w końcu luty zamienił się w końcówkę kwietnia i muszę podciągać tróje na czwóry i czwóry na piątki. Przez co nie mam w ogóle czasu na bloga jak i również na inne rzeczy. Ostatnio robiłam z Kotem zadanie na konkurs z techniki i tak nie dokończyłyśmy, bo brało czasu. Nie rozstaje się z książką od angielskiego i matematyki. Otóż,żeby wynagrodzić wam ten długi okres czekania postanowiłam, że będę publikować krótsze czy dłuższe fragmenty książki nad która pracuję. Powieść nosi tytuł Cienie i opowiada o braciach - Alex' u i Nicku Blood. Osierocone rodzeństwo trafia na lotniskowiec Nów gdzie poznają nowych przyjaciół i przygotowują się do wstąpienia w szeregi Cieni; ściśle tajnej organizacji zwalczającą największe zło na świecie. Dajcie znać czy fragment po niżej się Wam podoba, wtedy będę publikować kolejne części i przy okazji będę miała czas na naukę i pisanie historii o Legolasie, a także Wy nie będziecie czekać na jakąś aktywność czy oznaki życia ode mnie. A tak na marginesie czy ktoś z Was pisał egzamin gimnazjalny?
A tutaj macie linka do bloga Kota.
A tutaj macie linka do bloga Kota.
Fragment 1
Rozmowa John' a i Wolfganga.
John wszedł do gabinetu brata z uśmiechem na
twarzy nawet, jeśli dobrze wiedział, co go czeka. Wolfgang nie siedział za
biurkiem tylko opierał się o nie. Dyrektor wezwał go zaraz po treningu, w
słuchawce można było bez problemu wyczuć jad, a co dopiero w na żywo? Ktoś mógłby
panikować. Wydzierać sobie włosy ze zdenerwowania albo nawet przepłyną w pław
kilka set mil morskich byle tylko znaleźć się jak najdalej od porządnie
wkurzonego Wolfganga Allena. Jednak John nie był kimś. John był osobą, która
jako jedyna potrafi zachować spokój, kiedy Wolfgang ma tak zwany „aleniski
okres”.
- Co jest braciszku?
Czemu nie siadasz? Hemoroidy cię dopadły?
- Chcesz
oberwać w ten głupi łeb!- Warknął. – Blood ostatni raz widział łuk na oczy!
John
parsknął.
- Przecież
to był wypadek. Nikt nie mógł przewidzieć, że strzała wbije ci się w…- Nie
dokończył po ryknął nie pohamowanym śmiechem. Wolfgang tylko wystawił zęby
jakby chciał go ugryźć.
- Po kim ty
jesteś taki głupi?! – John przestał się śmiać i nic sobie nie robił z tego, że
jego brat jest coraz to bliżej nie pohamowanej nerwicy.
- Oj daj
spokój! Każdy się czasem lubi pośmiać, kiedy się ostatnio śmiałeś, co?!
- Kiedy
upadłeś i sobie ryj rozwaliłeś. – Mruknął. John tylko wywrócił oczami.- Słuchaj
młody! Sytuacja jest poważna…
- Mówisz o tym,
czy o swoim tyłku?
- Uciekł
trzy lata temu i od tamtej pory nie było ani jednego zagrożenia z jego strony.
Nie sądzisz, że to podejrzane? Może planować coś grubego albo zamierza
dokończyć swój plan z przed czternastu lat. Rozmawiałem już o tym z radą. Są
podobnego zdania i postanowiliśmy, że w tym roku przydzielenia będą w lipcu.
-Kiedy?! Zwariowaliście?!
Przecież wśród trzynastolatków są tacy, którzy są tu dopiero tydzień!
- Chodzi ci
o młodych Bloodów?! Mają potencjał i szybko się uczą, a tacy żołnierze się
przydadzą.
- Teraz się
przydadzą? A kiedy mierzyli się z treningiem na poziomie zaawansowanym to nie!
Wracając do tematu uważam, że jest o głupia decyzja.
- Twojej
zdanie się tu w ogóle nie liczy! To już postanowione. Na całym świecie
przydzielenia odbędą się w lipcu. Twoim zadaniem jest przygotowaniem tej
dzieciarni do przydziału, gdzie to zrobicie to już nie moja sprawa byleby w
lipcu. – Wolfgang wpatrzył się w flagi Kanady, Stanów oraz Meksyku.
John
przemyślał to wszystko. Jeśli ich główny wróg planuje uderzyć to może lepiej by
powiększyć wojsko Cieni o nowe drużyny. Dzieciaki byłyby lepiej przygotowane
jednak to zwiastuje rozdzielenie. Bliźniaki bardzo związali się z Cleo,
Ernestem i Balim. Jeśli zostaną przydzieleni do innych kasetów to może to być
poważny problem. Bliźniaki nie znają tu nikogo. Może gdyby bracia trafili do
jednego kasetu to pól biedy, ale jeśli obaj trafią gdzie indziej mogą sobie nie
poradzić. Ucierpią nie tylko oni pozostali też. Zjednoczeni przestaną być ich opiekunami,
co może odbić się na psychice Bali’ego. Jednak gdyby wszyscy stali się
Zjednoczonymi? Mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
- Wiem, że
to ryzykowne, ale innego wyjścia nie ma. Wiesz, jakie są zasady. Wtajemniczani
mogą zostać tylko Cienie, im szybciej się dowiedzą o zagrożeniu tym lepiej. –
Wolfgang odwrócił się do niego, a w jego czarnych oczach John dostrzegł cos na
wzór radości tylko, co było tego powodem? – I tak straciliśmy dzisiaj dwóch
Półcieni.
- Kogo? –
John ożywił się . Wyrzucono kogoś i on dowiaduje się o tym dopiero teraz?
- Ci dwaj
od Kassena. Przyłapano ich na włamaniu do laboratoriom, w którym przechowujemy
plany broni i maszyn. Od razu zostali wysłani na wyczyszczanie pamięci i
odesłani do domu dziecka w Meksyku.
- Jak to?!
Chcieli wykraść plany?!
- Na to
wygląda. Tylko nie wiadomo, co się za tym kryło. Kassem jakoś za nimi nie
ubolewał.
- On za
nikim nie ubolewa.- Mrukną John. Wolfgang chyba pierwszy raz w życiu się do
niego uśmiechnął szczerze bez żadnej złośliwości.
- Idź już!
Nie spóźnij się na obiad. Potem masz docisnąć swoich wychowanków tak bardzo jak
to tylko możliwe. Jeśli nie będą w stanie utrzymać się na nogach będą zwolnieni
z pożegnania Ojca i sprzątania.
poniedziałek, 28 marca 2016
czwartek, 24 marca 2016
Rozdział 19
Jedynym źródłem światła był tylko księżyc i gwiazdy Ledwo widoczna droga i złowrogie drzewa przyprawiały o dreszcze nawet Leśnego Elfa. Konie pędziły ile sił w kopytach lecz elfy wiedziały, że bestia depcze im po piętach. Słyszeli jej warczenie oraz odgłosy łamanych gałązek.
- Co to jest?! - Wrzasnął Elrond jadący tuż za Thranduilem.
- Dokładnie to sam nie wiem! Ojciec opowiadał mi kiedyś, że las zamieszkuje bestia podobna do Warga. Żyła tu jeszcze długo przed nami! Nie udało jej się nigdy złapać, a ten kto to zrobił został roszarpany na strzępy!
- Muszę przyznać, że ten las coraz bardziej wygląda tajemniczo i przypomina moja babkę. -wyszeptał Elrond.
- Co ty człowieku chrzanisz?! - Thranduil popatrzył na przyjaciela jak na wariata.
- A nic. Zmęczony jestem!
- To widać i słychać.
Trzy godziny jazdy jednak zrobiły swoje. Elfy zgubiły bestię za kamienną ścianą. Teraz nie zostało im już nic innego jak w końcu wracać do domu.Ruszyli ścieżką wiodącą w głąb lasu.
- Zaraz. Czy mu już koło tego głazu nie przejeżdżaliśmy?- Zapytał Elrond wzkazując na wielki głaz leżący przy drodze.
- Pewnie że nie. - rzekł Thranduil. - Jedzimy dalej za chwilę będziemy w domu. Elrond zszedł z konia i położył na głazie chusteczkę.
- Thranduil! Ty nigdy nie przyzanjący się do błędu idioto! Zrobiliśmy głupie kółko! Przejeżdżamy obok tego debilnego kamienia chyba z któryś raz z kolei! Dobrze o tym wiedziałeś. Zgubiliśmy się! - Elrond darł się na Thranduila dobra kilka minut. Elf tylko stał obok i przetważał wszytko to co się stało. To prawda zgubili się, a on nawet nie miał pojęcia gdzie są. Są w środku nocy gdzieś w głębi lasu zdani na łaskę tej bestii.
- Chłopaki pewnie już leżą gdzieś w kocie zlani w trupa, a Arwena, Legolas I Tauriel napewno juz dawno wyszli z siebie!
- Ciii- Thranduil popatrzył w gwiazdy.
- A co ty na mnie cichasz?!
- Na Valarów, zamknij się w końcu! Patrz! Gwaizdozbiór drzewa!
- No i...
- To znaczy, że jesteśmy na granicy Gór Szarych. Szybko jedziemy! Jak do nich dotrzemy to znajdziemy ścieżkę to wtedy wrócimy do domu!
- Ale to jest ścieżka! - Krzyknął za Thranduilem.
- Ale przypomniało mi się, że to teren bestii!
- Obiecaliśmy im, że wrócimy po trzech dniach. Jest już czwarty dzień. Dziękuję ci bardzo za takie wycieczki. - Elrond juz leżał na koniu. Słońce grzalo okropnie, im kończyły się zapasy wody.
- Pojechaliśmy do damtej części tylko po ten kwiat.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że ta ścieżka była tylko trzy metry od nas.
Do Gór Szary dojechali pod ranem. Jak się później okazało droga prowadząca do zamku była odalona o trzy metry. Wystarczyło tylko przejechać przez krzaki i już by zaoszczędzili cztery godziny jazdy.
Upał dawał się znaki także konią. Elfy postanowiły ulżyć trochę biednym zwierzętom i od pół godziny prowadziły ich za uzdy.
- El, ponieś mnie
- Jeszcze czego? Jak zaraz nie znajdziemy jakiegoś strumyka to chyba wszyscy umrzemy z pragnienia...
Elf potknał się o wystający korzeń. - Ej tu jest błoto!
- Jak jest błoto jest i woda! Słyszysz? ! Szum wody! Jest blisko chodź albo leż przyniosę ci.
Thranduil napełnił wiadro które było przyczepiene do jego siodła napełnił je i zaniósł do konia by ten mógł w końcu się napić, zrobił tak też w przypadku drugiego zwierzaka.
- El wstawaj! - Oblał przyjaciela wodą. Ten zerwał się na równe nogi. Thranduil zaprowadził go do strumyka gdzie potem wepchnął do wody.
- Wieczór się zbliża. Jedzimy bo nie chce siedzieć w tym lesie ani chwili dłużej.
Napojone konie pędziły ile sił miały w kopytach. Zostawał po nich tylko kurz.
- Jeszcze godzina!- Thranduil krzyczał jak dziecko które dostaje upragnioną zabawkę, gdy był w palący nigdy bo do czegoś podobnego nie doszło.
- Światła! Widzę światła! - Elrond z łzami w oczach poganiał konia. Droga sktociła się o piętnaście minut. Dojechali do mostu a potem już nawet nie pamiętali jak trzy małe istoty rzucają im się na szyje.
- Co to jest?! - Wrzasnął Elrond jadący tuż za Thranduilem.
- Dokładnie to sam nie wiem! Ojciec opowiadał mi kiedyś, że las zamieszkuje bestia podobna do Warga. Żyła tu jeszcze długo przed nami! Nie udało jej się nigdy złapać, a ten kto to zrobił został roszarpany na strzępy!
- Muszę przyznać, że ten las coraz bardziej wygląda tajemniczo i przypomina moja babkę. -wyszeptał Elrond.
- Co ty człowieku chrzanisz?! - Thranduil popatrzył na przyjaciela jak na wariata.
- A nic. Zmęczony jestem!
- To widać i słychać.
Trzy godziny jazdy jednak zrobiły swoje. Elfy zgubiły bestię za kamienną ścianą. Teraz nie zostało im już nic innego jak w końcu wracać do domu.Ruszyli ścieżką wiodącą w głąb lasu.
- Zaraz. Czy mu już koło tego głazu nie przejeżdżaliśmy?- Zapytał Elrond wzkazując na wielki głaz leżący przy drodze.
- Pewnie że nie. - rzekł Thranduil. - Jedzimy dalej za chwilę będziemy w domu. Elrond zszedł z konia i położył na głazie chusteczkę.
- Thranduil! Ty nigdy nie przyzanjący się do błędu idioto! Zrobiliśmy głupie kółko! Przejeżdżamy obok tego debilnego kamienia chyba z któryś raz z kolei! Dobrze o tym wiedziałeś. Zgubiliśmy się! - Elrond darł się na Thranduila dobra kilka minut. Elf tylko stał obok i przetważał wszytko to co się stało. To prawda zgubili się, a on nawet nie miał pojęcia gdzie są. Są w środku nocy gdzieś w głębi lasu zdani na łaskę tej bestii.
- Chłopaki pewnie już leżą gdzieś w kocie zlani w trupa, a Arwena, Legolas I Tauriel napewno juz dawno wyszli z siebie!
- Ciii- Thranduil popatrzył w gwiazdy.
- A co ty na mnie cichasz?!
- Na Valarów, zamknij się w końcu! Patrz! Gwaizdozbiór drzewa!
- No i...
- To znaczy, że jesteśmy na granicy Gór Szarych. Szybko jedziemy! Jak do nich dotrzemy to znajdziemy ścieżkę to wtedy wrócimy do domu!
- Ale to jest ścieżka! - Krzyknął za Thranduilem.
- Ale przypomniało mi się, że to teren bestii!
- Obiecaliśmy im, że wrócimy po trzech dniach. Jest już czwarty dzień. Dziękuję ci bardzo za takie wycieczki. - Elrond juz leżał na koniu. Słońce grzalo okropnie, im kończyły się zapasy wody.
- Pojechaliśmy do damtej części tylko po ten kwiat.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że ta ścieżka była tylko trzy metry od nas.
Do Gór Szary dojechali pod ranem. Jak się później okazało droga prowadząca do zamku była odalona o trzy metry. Wystarczyło tylko przejechać przez krzaki i już by zaoszczędzili cztery godziny jazdy.
Upał dawał się znaki także konią. Elfy postanowiły ulżyć trochę biednym zwierzętom i od pół godziny prowadziły ich za uzdy.
- El, ponieś mnie
- Jeszcze czego? Jak zaraz nie znajdziemy jakiegoś strumyka to chyba wszyscy umrzemy z pragnienia...
Elf potknał się o wystający korzeń. - Ej tu jest błoto!
- Jak jest błoto jest i woda! Słyszysz? ! Szum wody! Jest blisko chodź albo leż przyniosę ci.
Thranduil napełnił wiadro które było przyczepiene do jego siodła napełnił je i zaniósł do konia by ten mógł w końcu się napić, zrobił tak też w przypadku drugiego zwierzaka.
- El wstawaj! - Oblał przyjaciela wodą. Ten zerwał się na równe nogi. Thranduil zaprowadził go do strumyka gdzie potem wepchnął do wody.
- Wieczór się zbliża. Jedzimy bo nie chce siedzieć w tym lesie ani chwili dłużej.
Napojone konie pędziły ile sił miały w kopytach. Zostawał po nich tylko kurz.
- Jeszcze godzina!- Thranduil krzyczał jak dziecko które dostaje upragnioną zabawkę, gdy był w palący nigdy bo do czegoś podobnego nie doszło.
- Światła! Widzę światła! - Elrond z łzami w oczach poganiał konia. Droga sktociła się o piętnaście minut. Dojechali do mostu a potem już nawet nie pamiętali jak trzy małe istoty rzucają im się na szyje.
poniedziałek, 21 marca 2016
Wyjaśnienie dla Was i dla Kota.
Otóż zawiesze bloga jak ocen nie poprawie rozdziały będą cały czaś dodawane, więc nie macie potrzeby się martwić :)
Kocie, Matko jedyna do grobu mnie jeszcze wpedzisz. Las będzie, babka będzie wszytko będzie tylko mnie tak nie strasz :D
Sama bym nie wytrzymała do wakacji. Kocie trzeba zmienić matrmatyczke na następny rok.
A co do tego lasu i babki to wszytko dzieło Kota!
Kocie, Matko jedyna do grobu mnie jeszcze wpedzisz. Las będzie, babka będzie wszytko będzie tylko mnie tak nie strasz :D
Sama bym nie wytrzymała do wakacji. Kocie trzeba zmienić matrmatyczke na następny rok.
A co do tego lasu i babki to wszytko dzieło Kota!
niedziela, 20 marca 2016
Małe klopoty
Cześć Kochani o tuż w sobotę i dzisiaj rozdziału nie było ponieważ zawalilam trochę naukę i jednym słowem rodzice są mega wkurzeni. Co to zwiastuje? Niestety będę musiała zawiesić bloga do końca roku szkolnego :( Otóż przez poniedziałek i wtorek nadal nic nie będzie ale może uda mi się dodać rozdział w środę.
To moja wina , że tak wyszło. Podeszłam do nauki w gimnazjum na zbyt wielkim luzie i oto efekty... :(
Jednak dziękuję Wam , że jesteście i czekacie na rozdziały które wcale nie wychodzą tak jak mają wychodzić ;(
To moja wina , że tak wyszło. Podeszłam do nauki w gimnazjum na zbyt wielkim luzie i oto efekty... :(
Jednak dziękuję Wam , że jesteście i czekacie na rozdziały które wcale nie wychodzą tak jak mają wychodzić ;(
środa, 9 marca 2016
Rozdział 18
- Mam już tego serdecznie dość! - Arwena szła z Tauriel i Legolasem przez gęste krzewy pałacowego ogrodu. Od dwóch godzin szukali bliźniaków, ale bez większych rezultatów. - Wiecie co? Może wezmę deskę i…
- Wiesz co? Jak ich znajdziemy to się wyśpisz bo już gołym okiem widać, że nie spałaś spokojnie od kilku dni! - Legolas zlustrował ją wzrokiem. Pod oczami miała wory, kruczoczarne włosy żyły własnym życiem, a o sukience lepiej już nawet nie wspominać. Tauriel wyglądała tak samo choć wygląd czy nawet brudna sukienka ni robiły na niej żadnego wrażenia oraz jej to nie przeszkadzało. Legolas mimo, że jest następcom tronu woli chodzić w brudnych ubraniach niż eleganckich szatach jak jego ojciec.
TRZASK!
Wielka gałąź spadła im metr przed stopami. Przestraszne elfy spojrzały w gorę i od razu poczerwieniały ze złości. Wśród koron dębu siedzieli bliźniacy próbujący za wszelką cenę wciągnąć wyżej pustą do płowy beczkę wina.
- A niech to! Puść tą beczkę i uciekaj! - Wrzasnął Elladan. Elhoir puścił beczkę, która odbiła się kilka razy od gałęzi i roztrzaskała się o ziemię opryskując młode elfy resztkami wina. Bracia mimo, że byli już porządnie piani to zadziwiająco sprawne szło im skakanie po gałęziach.
Elfy starały się ich jakoś dogonić.
- Gdzie oni są?!- Krzyknęła Tauriel kiedy przez przypadek stracili ich z oczu. Usłyszeli trzask gałęzi i chlupot wody. Białe jak kredy dzieci pobiegły w stronę jeziora. Odetchnęły z ulgą kiedy bliźniacy wyszli o własnych siłach z wody.
- Ech a było tak blisko…- Elladan padł na ziemie chwile później to samo stało się Elhiorem.
- Ostatni raz się wami opiekuje!- Arwena trzymała w rękach deskę z beczki, którą wzięła od szczątek beczki.
- Straże!- Legolas z radością wypowiedział te słowa do czterech strażników pełniących wartę nie opodal.
Strażnicy nieśli nie przytomnych braci di lochów. Bliźniacy leżeli na pryczach w tej samej celi, sam Legolas zamykał drzwi do celi.
- Poczekaj tylko! Ojciec się o wszystkim dowie!- Elladan wrzeszczał do Arweny która siedziała na szczycie schodów. Razem z Legolasem i Tauriel podziwiali swoje dzieło popijając sok z czereśni łudząco przypominając wino.
- Ojciec sam nam kazał was pilnować!
- Daj choć tego!- Elhoir wskazał na kieliszek soku. Ku ich zdumnieniu siostra dała im dwa napełnione po brzegi wielkie kielichy. Nie myśląc o niczym wypili wszystko za jednym zamachem. Sekundę później wypili wszystko na siebie.
- Sok czereśniowy?!
Ten rozdział jest chyba najkrótszym i najbardziej nie ciekawym na całym blogu! Wybaczcie, nie miałam weny :( starałam się go napisać w bardzo krótkim czasie by dodać go dziś jak obiecałam. Nie mogłam wcześniej z powodu nauki i braku czasu. Następny rozdział będzie w niedziele :) Będzie dłuższy i ciekawszy.
- Wiesz co? Jak ich znajdziemy to się wyśpisz bo już gołym okiem widać, że nie spałaś spokojnie od kilku dni! - Legolas zlustrował ją wzrokiem. Pod oczami miała wory, kruczoczarne włosy żyły własnym życiem, a o sukience lepiej już nawet nie wspominać. Tauriel wyglądała tak samo choć wygląd czy nawet brudna sukienka ni robiły na niej żadnego wrażenia oraz jej to nie przeszkadzało. Legolas mimo, że jest następcom tronu woli chodzić w brudnych ubraniach niż eleganckich szatach jak jego ojciec.
TRZASK!
Wielka gałąź spadła im metr przed stopami. Przestraszne elfy spojrzały w gorę i od razu poczerwieniały ze złości. Wśród koron dębu siedzieli bliźniacy próbujący za wszelką cenę wciągnąć wyżej pustą do płowy beczkę wina.
- A niech to! Puść tą beczkę i uciekaj! - Wrzasnął Elladan. Elhoir puścił beczkę, która odbiła się kilka razy od gałęzi i roztrzaskała się o ziemię opryskując młode elfy resztkami wina. Bracia mimo, że byli już porządnie piani to zadziwiająco sprawne szło im skakanie po gałęziach.
Elfy starały się ich jakoś dogonić.
- Gdzie oni są?!- Krzyknęła Tauriel kiedy przez przypadek stracili ich z oczu. Usłyszeli trzask gałęzi i chlupot wody. Białe jak kredy dzieci pobiegły w stronę jeziora. Odetchnęły z ulgą kiedy bliźniacy wyszli o własnych siłach z wody.
- Ech a było tak blisko…- Elladan padł na ziemie chwile później to samo stało się Elhiorem.
- Ostatni raz się wami opiekuje!- Arwena trzymała w rękach deskę z beczki, którą wzięła od szczątek beczki.
- Straże!- Legolas z radością wypowiedział te słowa do czterech strażników pełniących wartę nie opodal.
Strażnicy nieśli nie przytomnych braci di lochów. Bliźniacy leżeli na pryczach w tej samej celi, sam Legolas zamykał drzwi do celi.
- Poczekaj tylko! Ojciec się o wszystkim dowie!- Elladan wrzeszczał do Arweny która siedziała na szczycie schodów. Razem z Legolasem i Tauriel podziwiali swoje dzieło popijając sok z czereśni łudząco przypominając wino.
- Ojciec sam nam kazał was pilnować!
- Daj choć tego!- Elhoir wskazał na kieliszek soku. Ku ich zdumnieniu siostra dała im dwa napełnione po brzegi wielkie kielichy. Nie myśląc o niczym wypili wszystko za jednym zamachem. Sekundę później wypili wszystko na siebie.
- Sok czereśniowy?!
Ten rozdział jest chyba najkrótszym i najbardziej nie ciekawym na całym blogu! Wybaczcie, nie miałam weny :( starałam się go napisać w bardzo krótkim czasie by dodać go dziś jak obiecałam. Nie mogłam wcześniej z powodu nauki i braku czasu. Następny rozdział będzie w niedziele :) Będzie dłuższy i ciekawszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)