Wstęp

Hejka, witam bardzo serdecznie na moim blogu. W tej historii mam zamiar umieść historię pewnego elfa z dzieł J.R.R. Tolkiena, mam na myśli Legolasa. Opisze każdą chwilę z jego życia od dnia narodzin do odpłynięcia do Amanu, więc myślę, że ten blog spodoba się wszystkim jego fanom. Zapraszam!

wtorek, 1 marca 2016

Rozdział 17

Władcy byli już w drodze powrotnej do zamku.  Odnaleźli to co mieli odnaleźć i teraz wracają do domu. Ponownie zatrzymali się na tej samej polanie.  Thranduil siedział nad brzegiem rzeki. Myślał o Liannie.  Minęło tyle czasu od jej śmierci a on ciągle nie pobierał się pschycicznie. Śni mu się po nocach.  Wszędzie słyszy jej głos, śpiew, śmiech... Tyle by dał aby ciągle była z nimi. Prezent od Legolasa i Tauriel podniósł go trochę na duchu,  ale ten naszyjnik. On musi gdzieś być.  Na pewno. Jak tylko wróci do zamku powyższy nagrodę za znalezienie go. Byle tylko go odzyskać.  Jedyna pamiątkę od niej.  Jakie to jest niesprawiedliwe. Te głupie orki pozbawiły go jego największej miłości, Legolasowi odebrali matkę, a leśnym elfom królową.
- O czym tak myślisz? - Usłyszał za plecami głos Erlonda .- Zgaduje, że o Liannie.
- Legolas praktycznie jej nie znał. - Wyszeptał. - Za sto lat o niej zapomni. Zapomni. o jej głosie, o tym że była wspaniałą i kochającą istotą.
- Niezapomni. Mówiłeś kiedyś że leśne elfy po śmierci zamieniają się w ziarna i wyrastają potem jako wielkie drzewa...
-  Ojciec mi to opowiadał na dobranoc. To zmyślina bajka. W takim razie dlaczego dwa najwyższe drzewa w Mrocznej Puszczy wyrosły w dniach śmieci twoich rodziców.  Kiedy wyjrzdzalismy z zamku zobaczyłem inne drzewo które było większe od pozostałych, a wiem to bo wcześniej tego drzewa nie było.  Ostanio byłem tu kiedy Lianna jeszcze żyła. I co? Wciąż myślisz ze to bajka. ?!
Thranduil uśmiechnął się.
- Po tym twoim darciu zaczynam wierzyć.
- No widzisz?  Wystraczy na ciebie nawrzeszczeć byś coś zrozumiał.  A co do naszyjnika to się znajdzie.
- Zaraz nie mówiłem nic o naszyjniku.!
- Widzisz jak ja cię dobrze znam. Już potrafię ci czytać w myślach.

-  A jak to się stało, że chłopaki zachorowali.?
- Niedawno przyjechała do Rivendell karawana krasnoludów. Jechali z Dale do Shire. Zatrzymali się u nas.  Jeden z nich był jakiś nie wyraźny. Siedział cały czas w komnacie. Chłopaki oczywiście musieli się tam kręcić. Kiedy wyjechali.  Okazało się, że zarazili się krasnoludzką grypą. - Erlond zrzucił na Thranduila trzy jabłka. Owoce odbiły się od głowy króla.
- Tak się właśnie kończy przyjmowanie krasnoludów pod swój dach.

-  El wstawaj. Na litość Valarów! -  Thranduil szarpnął przyjacielem.
- Co ty chcesz? - Spytał zaspany.
-  Słyszysz? -  Elf nastawił ucha.
- Nic nie słyszę. Daj spać.
- No El wstawaj.
-  Panie daj się wyspać.
Aaaa!!!
- Co to? -  Erlond poderwał się na równe nogi. Wyciągnął miecz, Thranduil zrobił to samo.
- O tym właśnie mówię. Dochodzi z drugiego brzegu rzeki.
-  Poczekaj tam coś jest... Matko wiej!!!- Nie czekając na nic wskoczył na konia. Zwierzę jednak za nic nie chciało ruszyć.  Thranduil wytrzył wzrok. Za krzaków po drugiej stronie rzeki wyłoniło się coś wielkiego. Elf tak samo jak Erlond wskoczył na konia który także okazał się uparciuchem.
- No ruszcie tyłki! - Dopiero Thranduil musiał podnieś głosy by zwierzęta ruszyły dzikim galopem przez ciemny las.
-  Co to jest?!
-  Opowiemy ci w zamku, szybciej bo nas zabije!

I w takim oto klimacie kończymy sobie ten rozdział.  Pojawił się tak późno dlatego, że nie wiedziałam jak wprowadzić do niego Liannę.  Nie wyszedł tak jak chciałam, ale zawsze mogło być gorzej. Szkoła, więzienie dla wyobraźni. Jak wam minęły ferie? Gdzie byliście?  Ja byłam na trzy dni w Krośnie na DMB z Harcerstwa.  W niedziele na Namiotach Wyklętch z drużyną w Rzeszowie. A reszta to wypady z przyjaciółkami. Fajnie było ale się  skończyło.  Ale do Wielkanocy szybko zleci ;)

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 16

  Thranduil i Elrond jechali na przez las pół dnia. Postanowili jechać we dwójkę, gdyż uznali, że nie ma potrzeby by ciągnęli za sobą żołnierzy. Jechali by wtedy dłużej i nie mieli by szans na swobodną rozmowę, a tak; zostało im tylko drugie pół dnia na dotarcie do  zachodniej części królestwa oraz mogli powspominać. Zbliżała się pora kolacji. Zatrzymali się przy małej rzece, zsiedli z koni i zerwali z pobliskiej jabłoni kilka jabłek.
- Ciekawe jak tam sobie radzą? - Spytał Elrond siedząc na gałęzi i kończąc już drugie jabłko. - Mam wyrzuty sumienia, że zostawiliśmy Legolasa, Tauriel i Arwene samych z tymi nicponiami.
- Chociaż tego nie widać. - Zaczął Thranduil, który także siedział na drzewie. - To są to silne elfy jak na swój wiek…
- W Rivendell tuzin strażników musiało ich pilnować a i tak wymykali się i wypijali całe wino jakie tylko rzuciło im się w oczy.
- W tym momencie mnie też wzięły wyrzuty sumienia. - Thranduil zostawił przecież syna i jego przyjaciółki samych, by pilnowali bliźniaków nie powierzając im do wsparcia żadnych strażników.
 Nie zrobił tego, bo to jak zaopiekowali się braćmi podczas jego urodzin było godne uznania, gdyż nie każdy by tak sobie poradził z tak upitymi elfami z krasnoludzką grypą. Kiedy tylko wrócą solidnie im to wynagrodzi.

Zbliżała się północ. Władcy wciąż nie spali. Leżeli pod jabłonią i wpatrywali się w gwiazdy. Znowu mogli poczuć się jak dzieci. Mimo, że czasami nie spali dwie noce to i tak przyjemnie było siedzieć tak późno w lesie i powspominać jak to rodzice kazali im kłaść się do łóżek zaraz po zachodzie Słońca.
- Pamiętasz jak zamknęliśmy się w zbrojowni i wszyscy szukali nas przez cały dzień?- Spytał władca Rivendell.
- A my staraliśmy się utrzymać miecze w ręce bo chcieliśmy potrenować, a miecze były za ciężkie? Pamiętam. - Zaśmiał się Thranduil.
- Ile bym dał by znowu być dzieckiem. - Wyznał Elrond.
- Wrócić do czasów wiecznej zabawy, beztroski, bezkarnego łamania zasad i bez obowiązków. - Rozmarzył się  król Leśnych Elfów.
- Thrand?
- El?
- Nie wierze, ze to pamiętasz! - Elf wsparł się na łokciach spoglądając na przyjaciela.
-Galadriela uwielbiała nas tak nazywać. Wciąż ni wierze,ze to babka twoich dzieci!
- Prawda? Przypłynęła do Śródziemia w naszym wieku i taka pozostała do naszych narodzin i taka też była kiedy byliśmy teoretycznie w jej wieku, a tu nagle zostaje moją teściową i babką moich dzieci!
- Najwyraźniej Aman spowalnia proces starzenia, a Śródziemie je przyśpiesza ale zdecydowanie wolniej. Z Celebornem było tak samo. Twoi teście z piaskownicy!- Thranduil śmiał się w niebo głosy.
- Idzi spać bo ci się już w głowie przewraca, trzy dni bez snu dla takiego starca to nie zdrowo. - Elrond położył się na ziemi i odwrócił się do przyjaciela plecami.
- Przepraszam bardzo, jesteśmy w tym samym wieku dziadku!

Thranduil spał jak skała. Nie spodziewał się tego co zaraz nastąpi.
- DZIADKU!!! WSTAJEMY!!!- Elf zerwał się na równe nogi pod pływem lodowatej wody.
- TY…TY…TY!!!- Wrzeszczał Thranduil celując w towarzysza palcem.
- No wysłów się.- Zaśmiał się Elrond.
- A GOŃ SIĘ!- Nie czekając na przyjaciela wsiadł na konia i kłusem ruszył wzdłuż ścieżki. Elf wywrócił tylko oczami. Wsiadł na swojego wierzchowca i pokłusował za Thranduilem.
- Ehej!- Kiedy był już obok przyjaciela siadło przekręciło mu się i teraz jechał na brzuchu konia, który nic sobie z tego nie robił, ze jego właściciel zwisa mu na brzuchu.  - Ty to zrobiłeś?
- Nie leśne duchy. No oczywiście że ja! Nie martw się jeszcze trzy godziny i będziemy na miejscu.
- Wredna blondyna!

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 15

- Wody. Dajcie wody. - Elladar wciąż leżał ze swoim bratem w winnicy. - Pić nam się chce.
- Nie trzeba było wczoraj tyle pić. - Mruknęła Tauriel podając braciom dzbanki z wodą.
- Już nie będziemy.
- Mówiliście wczoraj dokładnie to samo.
- Jesteśmy głodni.- Jęczł Elladar.  - Co na śniadanie?
- Śniadanie? Chyba obiad. - Elfka była bardzo zirytowana bliźniakami. Byli co prawda chorzy na krasnoludzką grypę, ale ich całą dobowe picie, chronione ich oraz wytrzymywanie z nimi było wyczynem godnym pochwały  - Arwena i Legolas zaraz wam coś przyniosą.

W tym czasie młode elfy niosły trzy tace z jedzeniem do winnic.
- Myślisz, że już się obudzili?- Spytała Arwena.
- Napewno. Biedna Tauriel.
- W końcu masz przyjaciela tu na miejscu.
Książę nie miał za dużo przyjaciół. Elf z Mrocznej Puszczy bały się z nim bawić z powodu jego ojca. Jedynie Tauriel miała na tyle odwagi by przyjaźnić się z księciem jako iż sama nie posiadała przyjaciół.
- Tauriel jesteśmy!
- Żarełko! A wino macie?
- NIE!
- Jejku. No tylko się pytamy.

Kiedy bliźniacy kończyli jeść. Arwena, Legolas i Tauriel szukali sposobu by utrzymać braci trzeźwych i uchować ich jak najdalej od wina. Jedynym sensownym rozwiązaniem było zamknięcie ich w lochu aż do przyjazdu Thranduila i Elronda. Postanowione! Bliźniacy spędzą dwa dni w lochu. Jednak na małe elfy czekała bardzo nie miła niespodzianka. Przy słupie leżały jedynie strzępki liny i noże. Na dodatek zniknęła jedna z beczek.
- Zostawić ich samych  na kilka minut...- Mruknął Legolas.  Nie mówiąc nic więcej pobiegli śladami bliźniaków.


wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział 14

- NA VALARÓW I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH!- Wrzask Arweny rozniusł się po całym królestwie.- WON MI STĄD MENELSKIE PIJAKI! - Bliźniacy wystrzelili z piwnicy jak z procy trzymając w rękach po dwie butelki wina.
- Wiesz , że menel a pijak to to samo? -  Księżniczka zgromila Legolasa wzrokiem.- Dlaczego to my mamy się nimi zajmować?
- Bo nasi ojcowie szukają źół na krasnoludzką grypę, a my mamy mieć na nich oko...- Nagle z górnego piętra doszły ich hałasy tłuczonego szkła i zatrzaskiwanych drzwi.
- Mam ich!

- Dobra robota, Tauriel. - Pochwalił przyjaciółkę Legolas. - Teraz sobie przynajmniej krzywdy nie zrobią.
- A tu jesteście! - Zawołał Thranduil, który szedł wraz z Erlondem w ich stronę. - Chcemy wam powiedzieć, że jedziemy do zachodniej części królestwa.
- Po co?- Zapytał Legolas.
- Rośnie tam podobno roślina która może wyleczyć tą grypę.  Tak w ogóle. Dziękuję wam za pomoc z tymi łobuzami.
- Żaden problem, tato. - Uśmiechnęła się Arwena a Tauriel i Legolas pokiwali jedynie głowami.
- W takim razie ruszamy w drogę nie będzie nas może trzy dni. Uważajcie na siebie i na nich oczywiście.
- Nie martw się tato. Z nami będą bezpieczni.
Kiedy elfy zniknęły dzieci westchneły głośno. Od dwóch dni się nimi opiekują. Bliźniacy o mały włos nie zapili się na śmierć i musieli cały dzień znosić ich kaca morderce. Oczywiście na tym się nie skończyło dzisiaj próbowali wyraść wino z kuchni, jadalni, spiżarni a nawet z piwnicy.
- Coś tam cicho.- Rzekła Tauriel po dziesięciu minutach.
- Za cicho. -  Legolas delikatnie otworzył drzwi. - NO NIE!- Pokój był pusty. Do nogi łóżka było przywiązane prześcieradło.
- Dranie, uciekli!
- Za nimi za nim coś sobie zrobią.
Dzieciaki zeszły na taras po sznurze z prześcieradła. Do głowy przychodziły im tylko trzy miejsca gdzie mogli by być.  Rozdzielili się.  Arwena miała przeszukać kuchnie, Tauriel spirzarkę, a Legolas piwnicę.
Arwena wpadła do pustej kuchni obleciała wszystkie szafki z winami. Były pełne. Czyli nie było ich tu jeszcze. Księżniczka zamknęła szafki na klucz który później wsadziła do sakwy.
Tauriel do jednej beczki wbiła chyba tuzin gwoździ. A Legolas zamknął drzwi do piwnicy na klucz i kazał strażnikom strzec tego miejsca.

- I?
- Nigdzie ich nie ma.
- Skoro nie ma ich przy skrytkach to muszą być w. ..
- WINICE - Legolas puścił się biegiem przez dziedziniec. Arwena i Tauriel pobiegły za nim. Po kilku minutach biegu w końcu dotarli do winnic. Same winogrona, na pewno nie interesowałyby braci, więc na pewno muszą się kręci przy zfermentowanym winie. Jak przypuszczali. Elhoir i Elladar leżeli przy prawie pustej beczce z winem. Zbliżał się wieczór.  Dzieci przywiązały braci do drewnianego słupa a same zaczęły jeść winogrona na kolacje.  Legolas wziął jakieś stare koce i przykrył nimi braci oraz jego przyjaciółki.
- Kiedy wybije północ zmienimy się. - Oznajmił.

- Tauriel wstawaj. - Książę delikatnie szarpnął przyjaciółką. Elfka usiadła na ziemi i przetarła oczy.  Arwena spała na boku, a jej rodzeństwo leżało rozwalone na ziemi i głośno chrapało. - Nie martw się damy sobie z nimi radę.

Jestem. Nie porwali. Nie straciłam czucia w rękach i nie umarłam.  Żyje i mam się dobrze. Więc tak jest w końcu nowy rozdział , ale nie taki jaki bym chciała. Jest za krótki i mało zabawny.  Po drugie. Wy moi drodzy.  Jesteście tu cały czas , czytacie te wszystkie moje głupoty i czekacie, czekacie, czekacie i czekacie.  Ostanio jest tego czekania, aż za dużo, więc postanowiłam, że będę pisać krótkie rodzialy które za to będą pojawiać się częściej.  Chciałabym pisać je dłuższe, ale jestem typem streszczeniowca i kiedy chce napisać coś dłuższego to zajmuje mi to dużo czasu a efekt jest jaki jest :(
Jesteście na mnie wkurzeni j się nie dziwie sama na siebie jestem zła. Czekaliście cierpliwie i oto jest rozdział tak wyczekiwany a tak głupi.
Witam też nowe czytelniczki.
Co do tego budzika. Bardzo mi się przyda, bo muszę się w końcu obudzić i zacząć pisać :)
I tak na marginesie.  Powiedzcie mi: Niemiecki jest naprawdę taki trudny czy może jest łatwy i tylko ja jestem taka tępa?

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 13

Legolas, Tauriel i Arwena patrzyli jak bliźniacy opychają się wszystkim co tylko nadawało się do zjedzenia. Gdyby Elrond nie był zajęty rozmową z Thranduilem napewno zwrócił by im uwagę. Nie reagowali na obużone słowa Arweny.
- Co im się stało?  - Spytał Legolas, kiedy Elladar zaczął pić wino, ale zamiast użyć kielicha , zaczął pić prosto z gwinta.
- Trzy dni temu zachorowali na krasnoludzką grypę.- Westchneła Elfka. - Żebyście widzieli co oni robią w domu.  Zaczęli chrapać!
 Zaczęły się tanice. A bracia już byli zlani  w trupa. Arwena poleciła im by poszli do swoich pokoi. Wzięli ze sobą skrzynkę wina.
- I tu się ich przyjęcie kończy. - Legolas patrzył jak bracia się zataczają i ledwo stawiają kroki na schodach jak dotrą do swoich pokoi i nie robiąc sobie większej krzywdy to to będzie cud.
- I tu nie byłabym tego taka pewna.- Odparła ciemno włosa elfka.
Zacząła grać wolna muzyka. Elfy dobierały się w pary i zaczynały wolny taniec. Arwene do tańca zaprosił Elrond więc Legolas i Tauriel zostali sami. Rudowłasa elfka przyglądała się tańczącym parom.  Jakoś nie przyciągały jej uwagi, aże do chwili, kiedy wśród tańczących elfów zobaczyła swoją opiekunkę Ellarhien i kapitana straży Malohonira. Oboje pełnął gracją poruszali się w rytm wolnej muzyki. Tauriel nie umkło także to jak patrzą sobie nawzajem w oczy. Na ten widok uśmiechnęła się szeroko. Patrzyłaby na ową parę pewnie cały czas gdyby do rzeczewistości nie przywrócił ją głos przyjaciela.
- Czy mógłbym prosić panią do tańca?  -  Spytał kłaniając się nisko.
- Ależ oczywiście.- Legolas pociągnął ją na środek sali. Starali się naśladować ruchy pozostałych, ale odpóścili i sami zaczęli wymyślić zwariowane kroki taneczne. Od razu zwrócili na siebie uwagę gości. Muzycy zmenili muzykę na bardziej skoczną i po chwili wszyscy tańczyli szalony taniec księcia i podopiecznej króla.  Było przytym sporo śmiechu, aż szkoda, że bliźniaki nie mogą sobie potańczyć.
Wszystkiemu przyglądał się Thranduil. Jako jedyny nie tańczył , bo wprawdzie powiedziawszy nie miał z kim.  Teraz najbardziej pragnął być przy pomniku Lianny. Zmienił się od jej śmierci. Nie spędzał tak dużo czasu z synem, ale przecież miał towarzystwo. Nie odwiedzał Elronda tak często jak to kiedyś miał w zwyczaju, no ale miał ostatnio dużo pracy. Od dłuższego czasu jego myśli krążyły wokół naszyjnika Lianny. Nie mógł przepaść jak kamień w wodę.  Nie mógłby zostać także zniszczony. Został wykonany z najtrwajszlych kryształów w całym Śródziemiu.  Więc może ktoś go znalazł ale nie chce go oddać? Ale przecież nagroda jest bardzo kosztowna.  Ech za dużo wina wypił i teraz nie może logiczne myśleć. Mijały godziny. Była już późna noc , a w sali wciązż siedziały trzy elfy. Małe elfy miały już dość  pijaniskiego bękotu i postanowił wyjść do ogrodów.
- Jaka cisza. -  Tauriel opadła na kamienną ławkę.  W jej ślady poszli także Legolas i Arwena.  Siedzieli tak w błogiej ciszy gdy nagle:

Hej, tam gdzieś znad czarnej wody
Wsiada na koń hobbit młody,
Czule żegna się z dziewczyną,
Jeszcze czulej z Hobbitonem .

ref:
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy skowroneczku.

Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, rzeki, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy dzwoń, dzwoń, dzwoń.

Wiele dziewcząt jest na świecie
Lecz najwięcej w Hobbitonie,
Tam me serce pozostało,
Przy kochanej mej dziewczynie.

Hej, hej, hej sokoły...

Ona jedna tam została
Jaskółeczka moja moja mała
A ja tutaj w obcej stronie
Dniem i nocą tęsknię do niej

Hej, hej, hej sokoły...

Żal, żal za dziewczyną,
Za zielonym Hobbitonem,
Żal, żal serce płacze,
Już jej więcej nie zobaczę.

Hej, hej, hej sokoły...

Wina, wina, wina, dajcie,
A jak umrę pochowajcie
Na zielonym Hobbitonie
Przy kochanej mej dziewczynie.

Owe wrzaski dochodziły z rosnących obok krzaków. Chwilę potem z roślin wyłonili się a jak spici bliźniacy. Ledwo stali popierając się o siebie nawzajem, a  w dłoniach trzymali jeszcze dwie pełne butelki wina.
- Po pierwsze wyglądacie strasznie, po drugie ci wy tu robicie i po trzecie co to za piosenka. - Dopytywała się Arwena która jako pierwsza otrząsneła się z szoku.
-  Po pierwsze wyglądamy super przystojnie, po drugie szukamy sali bo nam się wino kończy i po trzecie wymyśliliśmy - Wybełkotał Elladar. Legolas zamrugał kilka razy.
- Mósimy was zaprowadzić do pokoi bo jeszcze wpadniecie do jakiegoś jeziora.
- A po co ?!- Zaśmiał się Elhoir.- Jesteśmy trzeźwi jak pieniądz.
- No tak. Zaprowadzimy was do pokoi i tyle nie musicie iść spać - Rrzekła Tauriel.
 - No dobra. -  Zgodził się nie chętnie Elladar. - To prowadcie.
 W czasie kiedy elfy prowadziły bliźniaków do pałacu ci ryczeli:

Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział jak
nie powiedział jak
a to było tak.

Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział
nie powiedział
dostał dziesięć lat

- Skończyliście? !- Spytała zdenerwowana Arwena .
- Tę tak.- Odpowiedzieli
Przechodząc obok sali elfy musiały się bardzo natrudzić, żeby ich stamtąd odciąć. Za to na schodach i na korytarzu odwidzięczli im się jak na pijaków przystało.

Płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
Radośnie, radośnie
życie to jest sen
A gdy ujrzysz krokodyla
podnieś dziki krzyk
Aaaaa!

Byli już przy swoich pokojach , gdy znowu zaczęli  śpiewać i udawać , że wiasłują

płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
a gdy ujrzysz krokodyla
Aaaaa!

Wrzasneli, kiedy drzwi do pokoju Elladara się otworzyły, a  w progu staną Elrond. Bracia z przerażenia aż się przytulili.

- Moża wiedzieć gdzieś cie byli?- Zapytał zdenerwowany.
- My byliśmy w Hobbitonie, potem w na polu maku , a następnie płyneliśmy rzeką. - Odpowdział mu Elladar. Elrond spojrzał na córkę.
- Szukali sali. - Oznajmiła.
- A teraz wybaczcie. Bracie zapraszam w me skromne progi - Elladar ukonił się chwiejnie. Elrond stanął za córką.
- To mój pokój, ale co tam. - Elhoir prawie wywinął orła na progu, ale jakoś wszedł. Elladar zatrzasnął drzwi tuż przed nosem ojca.
- I to by było na tyle. - Oznajmił lekko podpisy Elrond. Popatrzył na trójkę elfów. -  A wy co? Do łóżek maszerować.

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 12

- Na Valarów-!Mruknęła Tauriel stojąc pod drzwiami Legolasa.- Legolas!!!Wyłaź w tej chwili.- Wrzasneła.
-  Nie!!!- Odwrzasnął książę. - Wyglądam jak pajac!!!
Tauriel westchneła. - Wyglądasz tak jak na codzień.
- Dzięki, wiesz!
Elfka zacisneła pięści. Zna Legolasa od kilku miesięcy, a dopiero teraz przekonała się jak bardzo potrafi być wkurzający.
Przebiegła przez cały korytarz, skoczyła na parapet. Złapała się bluszczu i zaczęla się wspinać. Jej długa suknia wcale nie ułatwiała jej tego zadania, ale przecież jest leśnym elfem. Ona daradę się wspiąc na każdą roślinę i jakaś kiecka jej w tym nie przeszkadzi.

- Wyłaś! No już!- Wypchneła księcia z pokoju. Następnie zatrzasneła drzwi.- Idziemy z twoim ojcem by podarować mu prezent, a następnie na przyjęcie. Chcesz zepsuć wszystko z powodu ubioru?!
Legolas stał przed elfka z rękami skrzyrzowanymi na piersi.
- No nie.- Mruknął i ruszył w kierunku schodów. Tauriel wywróciła oczami, kiedy on się tak zaczą foszyć?
- Poza tym będzie także Lord Elrond z dziećmi. Na pewno będą wyglądać gorzej od ciebie.- Legolas rzucił jej mordercze spojrzenie.- Znaczy. Nie chodzi o to, że wyglądasz głupio.- Zaczęła się jąkać. Kiedy byli już prawie na dziedzincu Legolas zatrzymał się i odezwał pierwszy raz od kilku minut.
- Nie chcę być przy tym jak tata będzie oglądać prezent..
Tauriel opadły ręce, ale widząc minę przyjaciela przytiliła go.- Przecież widzisz ją codziennie.
- Ale to bryła!

- Moża wiedzieć dlaczego mnie tu wyciągneliście?- Zapytał Thranduil. Stał na dziedzincu dobre dziesięć minut, a dlaczego? Bo Legolas wygląda jak pajac.
- Niespodzianka chodź za nami.- Uwaga! Nagła zmiana nastroju. Legolas pociągnął ojca za rękę i pociągnął go w kierunku lasu. Tauriel przyglądała się temu wszystkiemu z wielkimi oczami. Pierwsze nie chce iść, a teraz? No i zrozum tu księcia. Pobiegła za nimi. Oby ten Lego niczego nie zepsuł. Błagała w myślach.
- Nie mam teraz czasu na wasze wygłupy. Elrond przyjedzie za kilka minut.
- Już bisko tato. - Listek pociągnął króla tak mocno, że prawie wpadli do błota. Za chwilę na prawdę będziesz wyglądać jak pajac. Zaśmiała się w myślach Tauriel, obserwując tą całą kamedie na chwilę zapomniała o stresie jaki będzie przezywać gdy będzie musiała poznać Lorda Elronda i jego dzieci. Kiedy poznała Legolas myślała, że jest zwykłym elfem. Mimo że tego nie okazywała denerwowała się nawet kiedy stała przed Thranduilem.
- Już nie daleko. - Z zamysłu wyrwał ją głos Legolasa który zamiast prowadzić króla ścieżką to ciągnął go przed największe krzaczory. Ten kombinotor chce za wszelką cenę opóźnić dostarczenie prezentu, by zniecierpliwiony król postanowi wrócić do pałacu, by powitać gości. O nie, nie dopuści do tego.
- Panie! Chodźmy tędy. Będzie szybciej! - Chwyciła Thranduila za drugą rękę i pociągła go w stronę ścieżki .
- Skoro tak mówisz, Tauriel. - Rzucił Legolasowi karcące spojrzenie. Książę za to posłał elfce spojrzenie typu ,, Dlaczego? ". Ta za to posłała mu nieme przeprosiny.

- Jesteśmy! -  Oznajmiła Tauriel stając przed prześcierdałem zakrywające wielkie coś.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzykneły elfy. Thranduil ściągnął prześcieradło. Przed królem stał ponad trzy metrowy pomnik Lianny. Całość była wykonana z kamienia, królowa patrzyła na nich wielkimi niebieskimi oczami. Elfka zobaczyła na policzkach przyjaciela łzy. Zrozumiała. Ta Lianna była bardziej realistyczna niż ta na obrazie.
  Thranduilowi także łzy się zakręciły w oczach. Teraz już wie gdzie będzie spędzał noce.
  Kiedy król przyglądał się pomnikowi zmarłej żony Tauriel złapała księcia za rękę.
- Przepraszam.- Szepnęła. Legolas tylko uśmiechnął się smutno.
- Nie szkodzi.
  Stali tam jeszcze kilka minut. Potem wrócili do pałacu.

- Witaj drogi przyjacielu! - Elrond zeskoczył z konia i od razu zamknął Thranduila w żelaznym uścisku. Za władcą Rivendell jechały także jego dzieci. Bliźniaki Elladar i Elhoir oraz piękna Arwena. Tauriel miała rację stroje braci wyglądały jeszcze bardziej komicznie niż ubranie Legolasa. Cała trójka z siadła z wierzchowców i pobiegła w stronę Legolasa. Tauriel odsuneła się do kąta. Elladar podniósł księcia i zaczął go podrzucać. Elfy śmiały się w niebo głosy.
- Ale się stęskniliśmy! - Elhoir wziął od brata księcia i przycisnął go do siebie.
- Udusisz go!- Zaśmiała się Arwena. Elf postawił przyjaciela z powrotem na ziemi.
- Muszę wam kogoś przedstawić. - Oznajmił, a Tauriel serce mocniej zabiło gdy zobaczyła jak Legolas prowadzi elfy w jej stronę.- To moja przyjaciółka Tauriel.
- Całuje rączki.- Elhoir ują jej dłoń i pocałował. Elfka zarumieniła się.
- Ty ty ty! Nie przystawiaj się do ukochanej Legusia! - Zażartował Elladar. Arwena wywróciła oczami.
- Wybacz za moich tępych braci. - Uśmiechnęła się do koleżanki , a ona to odwzajemniła.
- No babki my tu gadu gadu, a kolacja studnie!- Wtrącił się Elhoir.- Ruszajmy na podbój jedzenia bracie! - I już ich nie było.
- Jak krasnoludy. - Mruknęła Arwena.

środa, 16 grudnia 2015

Nie zawieszam!!!

Blog nie będzie zawieszony. Post ukaże się może przed świętami, do tego czasu zapraszam na drugiego bloga, gdzie znajdziecie więcej wyjaśnień.. Przepraszam Was za to wszystko.
A oto link do drugiego opowiadania:http://julakane.blogspot.com/2015/12/witajcie.html