Wstęp

Hejka, witam bardzo serdecznie na moim blogu. W tej historii mam zamiar umieść historię pewnego elfa z dzieł J.R.R. Tolkiena, mam na myśli Legolasa. Opisze każdą chwilę z jego życia od dnia narodzin do odpłynięcia do Amanu, więc myślę, że ten blog spodoba się wszystkim jego fanom. Zapraszam!

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 5

   Ostatnie rozdziały były ,,trochę" smutne, więc ten post będzie weselszy. :)


    Miesiąc później życie w Leśnym Królestwie toczyło się tak samo jak przed stratą królowej. Miom iż tego nie pokazywano wszyscy tęsknili za Lianną, a w szczególności Thranduil i Legolas.
     Książe siedział na małej polance które znajdowała się nieopodal pałacu. Przypominał sobie ostatni miesiąc jak go zpędził. Jak każdy elf nosił strój żałobny i w ogóle nie wychodził z pałacu. Jego ojciec zabronił opószczania królestwa dziecią, a dorośli mogli wychodzić tylko z bronią do póki w głąb lasu nie zostaną wysłane patrole mające za zadanie od naleść pozostałych orków.
    ,,Listek" bawił się różami które zrobił dla matki. Z jednej strony kochał je, a z drugiej nie nawidził. Co prawda przypominały mu w jakiś sposób o matce, ale też przywołwały te scene która zostanie w jego pamięci przez długie lata. Nagle usłyszał trzask gałęzi i dźwięk zwiastujący czyjś upadek. Obrócił się i za uważył, że coś albo ktoś zaplątał się w gałazki krzaków i nie może się wydostać. Podbiegł do płapki i zobaczył małą zielono oką dziewczynkę z ognistymi włosami.
    Znowu znalazł się w swoim pokoju, leżał w łóżku, a Lianna opowiadała mu bajkę o Nadarze i Lilias. Od razu skojarzył ukochaną Nadara z małą elfką. Podał jej rękę i pomógł wydostać się z krzaka.
- Dziękuję... Wasza Wysokość.- Skłoniła się szybko gdy uświadomiła sobie przed kim stoi.
- Proszę nie kłaniaj mi się.- Powiedział szybko.- Co robiłaś na tym drzewie?- Spytał.
- Ja... bawiłam się i zobaczyłam, że coś błyszczy więc chciałam zobaczyć co to.- Odpowiedziała.- Wybaczysz mi Wasza Wysokość moją ciekawość?
- Oczywiście i proszę mów mi Legolas.
- Dobrze, zapomniałabym jestem Tauriel.
- Tauriel ile masz lat?
- Pięć.- Uśmiech nie schodził jej z twarzy.- Przyjmij proszę moje  kondolencje. Nie wiem jakie do uczucie stracić kogoś bliskiego, ale mogę sobie wyobrazić, że to strasznie boli.- Dodała widząc smutek księcia. - Moja mama mówi, że na smutek najlepszy jest mocny uścisk.- Mówiąc to przytuliła go. Legolas poczuł do niej sympatię i odwzajemnił uścisk. Był zaskoczony śmiałością tej małej.
- Twoja mama ma racje uścisk naprawdę poprawia humor, przyjaciółko!
- Jestem twoją przyjaciółką?- Spytała.
- Tak, jeśli chcesz.
- Chcę bardzo chcę! - Bawili się bardzo długo na polanie do póki nie zaczynało się ściemniać. Legolas wziął róże i razem z Tauriel wrócił do zamku.

- Tato, tato!!! - Zawołał zaraz po wejściu do komnaty ojca.- Nie uwierzysz kogo dzisiaj poznałem!
- Kogo poznałeś?- Spytał król, który właśnie wypełniał jakieś formalności przy biurku. Legolas podbiegł do niego i zaczął wspinać się na jego kolana. Elf posadził go na kolanach.
- Poznałem Tauriel! Pamiętasz tato jak mamo opowiadała mi o Nadarze i Lilias? Więc Tauriel jest taka sama jak Lilias. A właśnie wiadomo już coś o tych orkach?- Mały elf zaczął odchodzić od tematu.
- Wiadomo tylko tyle, że nadal są w lesie i szpiedzy wpadli na ich trop.- Odpowiedział. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale mały zrobił to pierwszy.
- A jak ich znajdą to odzyskamy naszyjnik mamy?- Teraz jakby posmutniał.
- Taką mam nadzieję.- Powiedział cicho.
- A co mama może teraz robić z dziadkiem i babcią w Amanie?
- Nie wiem, ale jest taka możliwość, że oni jakoś są przy nas i chronią nas.
- W takim razie dlaczego nie obronili mamy?- Legolasowie napłynęły łzy do oczu.
- Być może chcieli to zrobić, ale Valarovie chcieli żeby stało się inaczej.
- Zawsze wszyscy mówili, że Valarowie robią wszystko byśmy byli szczęśliwi, więc dlaczego zabierając nam mamę uczynili nas nieszczęśliwymi?- Thranduil zbaraniał, nie wiedział co mu powiedzieć. Sam nie znał na to odpowiedzi, więc rzekł:
- Nie wiem synku.- Legolas przytulił się do niego.
- Mogę spać dzisiaj z tobą, bo sam nie chcę.
- Wiesz, chyba mam lepszy pomysł.- Zdjął Legolasa z kolan i podszedł do łóżka, schylił się i wyciągnął spod niego małe pudełko. Zaciekawimy książę podszedł trochę bliżej.
- Mama chciała ci to dać dopiero na urodziny..., ale proszę.- Podał mu prezent. ,,Listek" otworzył pudełko i wyciągnął średniej wielkości pluszowego jelenia z brązowym futerkiem i dużym porożem. Książę uśmiechnął się i przytulił się do pluszaka, a potem do ojca.- Ten jeleń ma za zadanie czuwać nad tobą całą noc. Traktuj go w nocy tak jakbyś wyobrażał sobie, że przytulasz się do mamy, która jest z tobą cały czas i troszczy się o ciebie.- Książę zaczął ziewać i trzeć oczy.- Chyba ktoś tu jest śpiący.
- Dzisiaj chyba się z tym zgodzę, ale zanieś mnie do pokoju.- Popatrzył na niego błagalnie. Mężczyzna tylko pokręcił głową, wziął go na ręce i poszedł z nim do jego pokoju.
    - No dobrze, ubieraj się.- Powiedział kiedy byli już w komnacie, ale chłopiec nic nie odpowiedział. Król potrząsną nim lekko, Legolas mruknął i bardziej przytulił do siebie jelenia. Król uśmiechnął się i przebrał go w piżamy. Delikatnie położył go do łóżka i przykrył niebieską jedwabną kołdrą.
Siedział chwilę przy nim, lecz nie wiedział, że w komnacie oprócz nich jest ktoś jeszcze, być może gdyby był Valarem zauważyłby, że obok niego siedzą jeszcze trzy osoby. Które bardzo kochał, chodzi jednej wcale nie znał.









Chciałabym wszystkich Was zaprosić na nowego bloga. Jeśli ktoś lubi Drakulę na pewno znajdzie tam coś dla Siebie. Pozdrawiam.
http://wampirztransylwani.blogspot.com

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 4 cz. 2

Ciąg dalszy rozdziału 4 nastąpi teraz :D


- Tato może lepiej będzie kiedy przeczytasz mi coś z książki.- Po trzech nie udanych próbach opowiadania bajki książę zaoferował opowieść z książki.
- Dobry pomysł.- Odpowiedział Thranduil i zaczął szukać odpowiednią książke. Po chwili usiadł na łóżku obok syna z książką ,, Zbiór baśni elfów" i zaczął czytać pierwszą baśń. Mineło dzieścię minut, a książę spał jak kamień. Chłopiec był wykończony dzisiejszym dniem. Król pochylił się nad nim i pocałował go w czolo.
- Przepraszam za to, że nie zastąpie ci matki.- Szepnoł cicho. Poszedł do swojego pokoju. Był inny niż zwykle, na łożku nie leżał Lianna z książką była tylko gładka pościel. Przebrał się i położył się, znowu było inaczej nie było leżącej obok elfki którą zawsze obejmował ramieniem podczas snu. Zrozumiał, że tak już pozostanie na zawsze.


    -Lianno zaczekaj!- Krzyczał książe Thranduil.
- No dalej złap mnie! - Śmiała się nastoletnia elfka. Książę zaczajł się za pobliskim drzewem. Dziweczyna zobaczyła, że jej przyjaciela nie ma. Podeszła bliżej jego kryjówki, a ten niespowiedzianie skoczył na nią i stórlali się z pagórka do samego brzegu wielkiego jeziora. Leżeli obok siebie na trawie i śmiali się głośno. W końcu zaczynało się ściemniać. Chłopak pomógł wstać przyjaciółce.
- Musimy już wracać, najszybciej będzie jak przejdziemy przez to jezioro.- Powiedział i wszed do wody.
- A nie dałoby się szybciej, naprzykład przez ten most.- Wskazał na most znajdujący się spory kawał od nich.
- Jest daleko a tak będzie szybciej.- Powiedział.
- Ale woda chyba jest strasznie zimna?
- Jest środek lata, woda jest ciepła.- Elf wyszedł z wody.- Coś się stało?
- Gdy byłam mała moja matka wpadła do rwiącej rzeki, jej ciała nie odnaleźono, a ja boje się wody.- Odpowiedział cicho.
- To ja ci pomogę. Wejć na moje plecy przeniosę cię.- Elfka uśmiechneła się i zrobiła to co powiedział. Thranduil podtrzymywał jej nogi, a ona sama zaplotła ręce na jego szyi. Miał wody już po kolana. Ciecz zaczynał dotykać bosych stóp Lianny.
- Wiesz chyba się rozmyśliłam! Wracajmy, proszę!- Zaczynała protestować.
- Moja pani teraz to już za późno.- Elf wchodził na coraz to głębszą wodę. Miał zamoczony cały tors, dziewczyna kolana. Thranduil wziął głęboki oddech i zanużył się. Córka uzdrowiciela zrobiła to samo tylko zamkneła jeszcze oczy. Kiedy je otworzyła zobaczył, że znajduje się pod wodą i nie trzyma się Thranduila. On był obok i zaczął płynąć w stronę brzegu. Lianna bała się, że straci go z oczu i popłyneła za nim, niestety książę gdzieś jej umknął,  ale płyneła dalej do brzegu. Zaczynała się podność, aż wynóżyła się spod powieszchni wody zobaczyła, że Thranduil znowu wziął ją na plecy i postawił dopiera na trawie.
-Dziękuje.- Podziękowała. Zaczeła się trząść. Thranduil kilka dni temu zostawił tutaj swój płaszcz, kiedy w podobny sposób chciał przedostać się na drugi brzeg,  ale sobie o nim zapomniał. Wyciągnął go z krzaków i okrył nim przyjaciółkę. Stali przez chwilę w patrzeni w siebie. Elf położł dłonie na jej policzkach i przybliżył swe usta do jej ust, pocałwał ją. Lianna stała bez ruchu. Położyła ręce na jego ramionach i pogłębiła pocałunek. Potem w objęciach wrócili do domu.


    Król obudził się w środku nocy cały zlany potem.Wszystko mu się przypomniało jak był z nią i Legolasem szczęśliwy, a przez jakieś głupie bestie utracił miłość życia. Z trudem łapał oddech. W końcu znowu położył się i przez pewien czas gapił w sufit. ,,Moja ukochana, co ja bez ciebie zrobie?Dlaczego straciłem cię w twoje urodziny? Jak ja wychowam naszego listka bez ciebie?" Mówił sobie w myślach. ,,Kiedyś jeszcze spotkamy się tam w Amanie." Teraz musiał zrobić dwe rzeczy: zabić pozostałych orków i odzyskać naszyjnik żony, oprócz wspomnień jedyną po niej pamiątkę.
   Następnego dnia królestwo obudziło się jak zwykle, tylko, że pogrążone w smutku. Od samego rana stolarze ciężko pracowali nad łodzią dla ich zmarłej królowej. Elfki i dzieci przygotowały więnice ze świeczkami, pracował także mały Legolas zamknięty w swoim pokoju, siedział na łóżku i starał się zrobić wieniec jak najpiękniejszy dla matki. Wzią jej ulubione kwiaty: róże, tulipany, żąkile i fiołki. Przy tej pracy nie uronił ani jednej łzy. Kiedy skończył przebrał się w strój żałobny, kiedy kończył go ubierać do komnaty wszedł jego ojciec także w żałobnym stroju.
- Legolasie,  musimy już iść.- Książę wziął wieniec i świeczkę.  Po drodze ojciec pomógł mu ją jeszcze zapalić. Chwilę później, stali razem z innymi elfami. Przy odpływie Bystrej Rzeki. Żołnierze odepchneli łódź z ciałem Lianny, a za nią popłyneły więnice ze świecami. Elfą jakby przypomniała się podobna sytacja sprzed wielu lat, kiedy do Amanu płyneły o wiele więcej łodzi z poległymi żołnierzami i królem Oropherem.
    Gdy łódź zaczynała się zbliżać do mgły, Legolas przytulił się do nogi Thranduila, ten wziął go na ręce i przytulił. Obaj patrzyli ja Lianna odpływa do nieśmiertelnych krain.
- Mamo wróć do mnie.- Legolas pisnął cicho. Thranduil nie usłyszał tych słów. Elfi król był jakby gdzieś dalek, zdala od tego miejsca. Był w pracowni uzdrowiciela i nad brzegiem jeziora, był tam z nią. Z elfką dla której stracił serce.
   Ostatni wieniec zniknął za mgłą i wszyscy w milczeniu zaczęli wracać do domów. Silinir nie miał już powodu by zostawać w Śródziemiu skoro stracił kobietę którą kochał, ale nie był kochany przez nią. Obok niego szła pewna kobieta. Miała srebne włosy i szare oczy. Była to Dilil jego współpracowniczka, która kochała go od ponad 100 lat. Próbowała go przekonać by pozostał w Leśnym Królestwie, bo życie nie koniczy się na jednej miłości, że ta jednyna kiedyś nadejdzie. Elf uległ jej w końcu, ale powiedział, że zostaje tu tylko dlatego by pamiętać swoją przyjaciółkę, a nie by zyskać kogoś nowego.
   Mieszkańcy lasu byli już na moście kiedy rozpętała się straszliwa burza. Takiej jeszcze nie widziano. Wszyscy wbiegli do Królestwa i udali się do swoich domów. Legolas wciąż znajdował się na rękach ojca, jak na złość nie chciało mu się płakać. Leżał już w swoim łóżku, dochodziła północ, a burza wcale nie chciała minąć. Udało mu się zasnąć,
    Znalazł się na polacnce o której bardzo chciał zapomnieć. Zobaczył jeszcze raz śmierć matki. Od kąt zastygła w miejscu do kąt upadła na ziemie. Widział to bezprzerwy. Pragnął z tamtąt uciec, ale nie potrafił, kiedy usłyszał ,, Gdyby nie ty jeszcze by żyła".
    Wyskoczył z łóżka jak z procy i pobiegł do pokoju ojca. Stanął w progu cały we łzach które spływały strumieniami. Król obudził się nagle i za nim zdążył coś powiedzieć Legolas leżał przy nim przytulając się do niego wypłakując przy okazji całe serce.
- Legolasie uspokój się, wszystko będzie dobrze.- Próbował go jakoś uspokojć, ale bez skutku. Przytulił go mocno.- Ciii, już dobrze. Nic ci już nie grozi. Nie płacz. Co się stało?- Zapytał kiedy książę trochę się uspokojł.
- Gdyby nie ja to by jeszcze żyła!- Powtórzył słowa nie znajomego głosu.- Jestem okropny! To ja powinienem odpłynąć do dziadka a nie mama!
- To nie była twoja wina. Śniła ci się, prawda?- ,,Listek" pokilwał głową.- A kto ci powiedział, że to twoja wina?
- Nie wiem. Ja chcę dzisiaj spać z tobą, tato proszę!!!
- Dobrze mój mały wojowniku.- Legolas położył się, a ojciec przykrył go pościelą. Mały elf zasną szybko. Thranduil obserwował go jeszcze chwilę. Zastanawiał się co się może dziać jego małej
duszyce. Ciekawiło go czy za sto lat będzie pamiętał swoją matkę skoro była z nim tylko sześć lat, czy zapamięta chociaż jej wygląd.
- Mama zawsze będzie przy nas. Zawsze będzie w naszych sercach. Tak samo jak dziadek i babcia.- Wyszeptał.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Post informacyjny!

Chciałabym Was wszystkich zaprość na fanpaga na Facebooku. Będą tam wrzucane powiadomienia o tym, że nowy post został wrzucony na bloga i takie tam inne sprawy. Link będzie podany po niżej. Do zobaczenia :D
https://m.facebook.com/profile.php?id=1798215143737085&ref=bookmark&soft=more

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 4


 No cuż w poprzednim rodziale było zabawnie, ale teraz nikomu nie będzie do śmiechu. Niestety.


 - Mamo dokończysz dzisiaj tę opowieść?- Pytał Legolas.
- Dokończe.- Lianna uśmiechneła się.- Elf i elfka podeszli do siebie i potrzyli sobie nawzajem w oczy. Dziewczyna miała na imię Lilias, a młodzieniec Nadar. Wyznali sobie miłość choć wiedzieli, że ich uczycie nie będzie wieczne przez zbilżający się ślub Nadara. W tym czasie w domu Nadara nocowała przyszła żona elfa, Karllea. Karllea nie cieszyła się z zawarcia małrzenistwa poniewarz w jej rodzinnych stronach posostał jej ukochany, syn miejscowego kowala. Niestety ich związek był nie możliwy. Następnego dnia Nadar i Lilias poszli do domu elfa i ten zażądał odwowania ślubu poniwarz nie kocha Karlley i pragnie wyjść za Lilias. Na początku jego rodzice nie mogli tego zaakceptować, ale w końcu do nich dotarło, że najważniejsze jest szczęście ich syna dlatego odwowali ślub Nadara i Karlley. Z czego ta równiesz się cieszyła. Kilka dni później Nadar i Lilias pobrali się, doczekali się dwójki dzieci, a najważniejsze było to, że mają siebie, że się kochają, a i Karllea wkońcu mogła związać się ze swoim ukochanym.
- To było piękne mamo.- Powiedział cicho- A jak ja się będe miał żenić to ty i tata będziecie mi mówić z kim?
- Nie, ty ożenisz się z tą którą naprawdę pokochasz, ale nie myśl o tym jeszcze masz na to bardzo dużo czasu. Zaraz, ale ty przecież chcesz być niezależny.- Przypomniała mu to co mówił kilka lat temu.
- Ale to było tak dawno temu...- Królowa pokiwała głową i pocałowała go w czoło.
  - Panie, krasnoludy kazały przekazać, że jutro rano prezent dla królowej będzie gotowy.- Powiedział kapitan straży.
- Wspaniale, wyśli jutro dwuch strażników do granicy by odebrali podarunek w moim imieniu oraz w weź kilku ludzi i oczyście główny trakt z połamanych gałęzi które złamała ta wczorajsza wichura.- Rozkazał Thranduil. Elf ukłonił się i odszedł. Król postanowił jeszcze ucałować syna na dobranoc, ale kiedy wszedł do komnaty syna ledwo co uniknoł spotkania z poduszką.
- A co tu się dzieje?!- Spytał.- I dlaczego ty jeszcze nie śpisz?
- Twój syn postanowił być nietoperzem.- Odpowiedział Lianna z poduszką w ręce.- i nie spać w nocy...
- Ale za to spać w dzień kiedy jest ładna pogoda.- Król dokończył za niął.
- Więc ja i mama robimy poduszkawą wojnę!- Oświadczył Legolas.
- Poduszkawą wojnę bezemnie?!- Thranduil udawał oburzonego i podniósł z podłogi poduszkę i rzucił niął w syna. Zabawa trwała do późnej nocy dopóki książe nie zasnął na swojej amunicji. Ojciec przeniusł go na łóżko i przykrył.
- Ale nam się syn udał.- Szepneła do męża Lianna kiedy przyglądali się śpiącemu ,,Listkowi".
- Szkoda tylko, że jego dziedek nie może go teraz zobaczyć.
   Kilka dni później Lianna obchodziła swoje urodziny całe królestwo przygotowało coś dla niej, raz było to coś skromnego ,raz coś bardzo wyszukanego, ale każdy z darów przyjmowała z uśmiechem. Od swojego starego przyjaciela Siliniara odtrzymała swoje ulubione perfumy. Tylko przez jakiś czas była jakaś przybita Thranduil i Legolas nie złożyli jej dzisiaj życzeń ani w ogóle nic o jej urodzinach nie wspominali. Siedział właśnie na tarasie kiedy obok jej głowy przeleciał strzała i wbiła się do do drewnianej futryny w oknie. Podeszła do niej bliżej i za uważyła, że na drewce przyczepiona jest kartka z napisem
                                        ,, Wejdź na most!"
Na moście zobaczyła jeszcze jedną kartkę:
                                        ,,Idzi za strzałami!"
Lianna posłusznie podążała za strzałami powbijanymi w drzewa. W końcu doszła do małej polanki na której rozłożony był koc, a na nim kubki, talerze, butelka wina i soku jabkowego oraz jej ulubiony tort malinowy. Powoli sbliżyła się do pikniku gdy z nienacka z krzaków wyskoczyli król i książe. Obydwaj przytulili ją mocno i złożyli najpiękniejsze życzenia. Thranduil na chwilę spoważniał i z dziupli pobliskiego drzewa wyciągnął małą szkatułkę i otworzył ją a w środku był najwspanialszy naszyjnik ze srebra i z białymi kryształami.
- Ten naszyjnik nie jest po to by dodać ci urody, tylko ty dodasz mu więcej piękna.- Thranduil powiedział to tak pięknie i czarująco, że łzy popłynełu Liannie do oczu, zawiesiła mu ręce na szyji i przytulił go po czym pocałowała. Król zapioł jej naszyjnik na jej bladej szyji tak jak powiedział to on wyglądał piękniej. Legolas nie został obojętny podbiegł do niej i wyciągnoł za pleców róże, ale nie byle jakie tylko staranie pokryte czterowarstwową szrebną farbą, a płatki obsypane były drobnymi kryształkami.
 - Róże nazbierałem sam tylko jeden ze strażników pomógł mi je pomalować, a i płatki też zam ozdobiłem.- Powiedział z dziecięcom słodyczął.
- Są piękne tak samo jak naszyjnik.- Odpowiedziała.
  Przez następne godziny rodzina królewska bawiła się na polanie. Legolas ztrzelał z łuk, a jego rodzice obserwowali go. Jedna ze strzał poleciał za krzaki więc książe pobiegł po niął. Lianna pobiegła tuż za nim by nic sobie nie zrobił. Oboje byli na mniejszej polance i już mieli wracać do Thranduila kiedy Lianna zastygła w miejscu.
- Mamo!!!- Krzyknął wystraszony Legolas. Królowa upadła na ziemie i jedyne co powiedziała to:
- Legolasie kochanie uciekaj do taty.- Legolas zauwarzył, że jej biał suknia farbuje się na czerwono, w plecy była wbita czarna strzała, Legolas czym prędzej zaczął biec do ojca. Zapłakany wpadł w jego ramiona.
- Co się stał wojowniku?- Zapytał przytulając go.Książe wyksztusił tylko tyle:
- Mama...strzała!- Elf wsadził go do dziupli położonej wysoko w pniu drzewa. Wyciągnął za pasa miecz i ruszył na polanke. Tam zobaczył leżącą Lianne i grupę orków. Król zabił wszystkie z taką furią, że za nie całą minutę wszystkie leżały martwe. Rzucił zakrwawiony miecz na trawę, padł na kolana przed martwym ciałem królowej. Ręce mu się trzęsły, wziął ją w obijęcia, nie widział jej pięknych niebieskich oczu w krórych zakochał się tyle lat temu doszło do niego, że nie zobaczy ich już nigdy więcej,jej dotąt rumiane policzki były blade jak ściana. Ciało Elfki było zimne wręcz lodowate. Naszyjnik już nie gościł na jej szyji,,Żaden z tych besti go nie miał pewnie musiało ich być więcej, ale to nic zostanął wytropione a potem zamordowane za to co zrobili mojej miłości." Obiecywał sobie w myślach. Czył jak łzy płynął mu po policzkach, w końcu nie wytrzymał... rozpłskał się jak małe dziecko, zaczął przytulać swoją martwą żonę, gładził jej złote włosy, które też gdzie niegdzie były czerwone od krwi. Nawet nie zauważył małego Legolas który odważył się wyjści z kryjówki i teraz stał obok  i patrzył na swoją matke. Łzy płyneły mu strumieniami. Przytulił się do ojca i zaczął płakać głośniej niż kiedykolwiek. Po długiej rozpaczy Thranduil wziął Lianne na ręce, razem z Legolasem mineli koc piknikowy, a jedyne co zabrali to róże od małego elfa. Szli do pałacu.  W zamku wszyscy nie mogliuwieżyć własnym oczą. Za królem i księciem szli wszyscy nnapotkani, aż do sali uzdrowicielskiej gdzie zawsze do pogrzebu znajdują się ciała martwych. Królowa została położona na stole dla umarłych.
- Czy ciało królowej będzie gotowe na jutrzejsz pogrzeb?- Spytał Thranduil uzdorowicieli.
- Oczywiście mój panie.- Powiedział Siliniar ledwo chamujący płacz.
Wszyscy wyszli z sali zostali tylko uzdrowiciele. Przyjaciel martwej królowej osunoł się na ziemie i zaczął szlochać, pozostali wiedzieli o miłości elfa do Lianny, więc ta reakcja w ogóle ich nie zidziwiła. Podeszli do niego i próbowali podnieść na duchu.
   Król, książe i inni wciąż stali pod drzwiami
- Na dzień dzisiejszy i nadchodzącą żałobę wszyscy zwolnieni są ze swoich obowiązków.- Król przekazał tę wiadomość głosem zmęczonym i zrozpaczonym. Elfy w milczeniu wróciły do swoich domów. Ojciec wzioł syna na ręce i poszedł z nim do do komnaty Legolasa, posadził go na łóżku i przykucnoł przed nim.
 - Legolasie.- Odezwał się.- Wiem, że to co widziałeś wyryło w twoim sercu i pamięci wielki ból. Niełatwo jest dojść do siebie po stracie kogoś bliskiego a szczególnie jak się to widzi.
- Ale ja widziałem jak umiera, nie mogłem nic zrobić... to moja wina!!!- Płakał.
- To niebyła twoja wina, niezawiniłeś tu w niczym.- Próbował go uspokojć.- I tak powinieneś się cieszyć, że znałeś swoją matkę..
- Co?
- Ja swojej mamy niegdy niewidziałem, nieznałem jej ojciec powiedział, że ona też została zabita przez orki kilka dni po tym jak się urodziłem... Więc widzisz w porównaniu do mnie masz poniej jakieś wspomnienia. Uwierz mi ja też bardzo tęsknie za twoją mamą, ale mam jeszcze ciebie, a mama napewno by nie chcisł byś płakał.- Przytulił go do siebie.
- Mama na dobranoc zawsze opowiadała mi bajki.- Rzekł blondasek.
- To dzisiaj ja ci opowiem, dobrze.- ,,Listek" pokiwał głową.


Rozdział jest dość długi więc na razie to tyle ale za niedługo ukaże się coś nowego.
   

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 3

Bez dalszego przedłużania miłego czytania:)

 
     Mijały dni, tygodnie, miesiące, lata, a życie mieszkaniców Śródziemia było pełne spokoju. Leśne elfy cieszyły się swoim wiecznym życiem bardziej niż kiedykolwiek miały mądrego Króla, piękną Królową oraz dobrze zapowiadającego się księcia i wojownika. Zielony Las co roku był tak samo pięknie zielony. Ślinczne polany, bezpieczna ścierzka czego chcieć więcej. Królestwo to było bardzo bogate po przez handel z Erebornem, Dal, a także z Miastem Na Jeziorze.
   Thranduil podziwiał swoje królestwo z tarasu. Nie był tym samym księciem który leżał na łużku i żalił się żonie, że nie podoła roli monarchy, teraz był szanowanym władcą ze wspaniałą Królową i synem przy boku.


    Od wypadku ze złamaną ręką mineły dwa miesiące, a tajemnicza dziewczynka wciąż gościła w głowie księcia.
- Kim była ta elfka?.- Pytał się w myślach.- Muszę ją poznać.
Na dziedzincu o tej porze zawsze było dużo elfów wśród nich dzieci. Elf miał nadzieję, że właśnie tam spotka nieznajomą. Po długich poszukiwaniach w końcu znalazł to czego szukał, ale niebyła sama był z nią blond włosy elf jego wieku czyli w ludzkich latach wynośłoby to lat 12. Poczekał, aż chłopak na chwilę się od dali. W końcu sobie poszedł nie tracąc czasu podbiegł do dziewczynki która stała do niego tyłem. Nieśmiało klepną ją w ramię. Elfka odwróciła się.
- Wasza Wysokość witam.- Powiedział kłaniając się.
- Proszę nie kłaniaj mi się.- Poprosił, ale potem powiedział śmielej.- To raczej powinno się kłaniać komuś z pięknymi oczami jak twoje.
- Proszę mi tak nie schlebiać Mój Panie.- Zaczerwieniła się.
- Nie schlebiam to prawda i czy mogłabyś mi mówić Thranduil. Wiem, że tak nie przystoi ciągle prość, ale czy mogłbym znać twoje imię?
- Mam na imię Lianna.- To mógłbyć początek wspaniałej przyjaźni.

   Thranduil poczuł, że coś zawieśło mu się na plecach.
- Co się stało mały wojowniku?- Spytał.
- Tato, pamiętasz, że za tydzień są urodziny mamy!- Legolas skoczył na tars.
- Tak pamiętam i nawet mam prezent.- Przechwalał się.
- Tak, to gdzie on jest.- Dopytywał się ze złośliwym uśmiechem.
- Yyy, jeszcze nie jest skończony.- Książę jeszcze bardziej się uśmiechał.- A ty gdzie masz swój?
- Już go prawie skończyłem.- Powiedział trochę mniej pewny siebie. Teraz ojciec patrzył na niego z wygranym uśmiechem. W tej chwili nadeszła Lianna. Widząc męża i syna spytała:
- O czym rozmawiają moi panowie?
Jak na bacznoś wyprostowali się bali się, że z niespodzianki będą nici. Więc nie dążyli więcej tego tematu przy królowej.
     - Mamo opowiesz mi bajkę?- Zapytał Legolas kiedy królowa kończyła go ubierać w piżamy.
- Dobrze, to wskakuj do łóżka.- Odpowiedziała. Książe zanurkował w pościeli i ułożył się przy siedzącej obok matce.- Pewnego razu żył sobie pewien elf, elf ten miał bardzo zamąrznych rodziców i planowali wydać go zamąż za elfkę która będzie odpowiadała jego randze, ale elf chciał się ożenć z miłości nie z przymusu, lecz niemiał w tej kwesti nic dopowiedzenia. Rodzice już wybrali mu przyszłą żonę i nawet ustalili datę ślubu. Młodzieniec tydzień przed ceremonią wybrał się do lasu by przeczyścić umysł...
- I co się dalej stało!- Przerwał Legolas.
- Spacerował po lesie kiedy nagle spostrzegł piękną elfkę była bardzo dostojna i poruszała się jak prawdziwa dama, lecz jej ubiór mówił sam za siebie dziewczyna ta była niskiego rodu. Jednak elf zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia tak jak ona w nim. Ale reszta tej bajki jutro bo jest już późno.
- A jak wyglądała ta elfka?- Zapytał.
- Miała ogniste włosy oraz oczy jak trawa po deszczu. A teraz mósirz iść spać.- Mówiąc to pocałowała go w czoło.- Kocham cię ,,Listku".
- Ja też cię kocham.- Królowa zamkneła dzrwi do komnaty syna, a książę zamiast położyć się spać podbiegł do okna i oglądał gwiazdy wyobrażając sobie elfkę z opowieści Lianny.
     Następnego dnia rano do komnaty rodziców jak burza wleciał książę, który najpierw wdrapał się na łóżko, a następnie zaczął skakać po ojcu.
- Tato wstawaj!- Krzyczał. - Obiecałeś, że nauczysz mnie strzelać z łuku!- Lianna próbowała powstrzymać śmiech, a Thranduil próbował złapać małego Legolasa. Książe wyciągnął go z łóżka i ciągnął za rękę w kierunku dzwi.
- Legolas przynajmniej daj się ubrać!- Mały nie słuchał wyciągnął ojca na korytarz w białych spodniach i granatowej koszuli.- Legolas!- Książe stanął i powiedział do niego surowym głosem:
- Tylko szybko.- Thranduil wrócił do komnaty i wyciągnął z szafy brązowe spodnie czarną koszulę i srebny płaszcz. Po drodze do osobistej łaźenki jego i jego żony wźął szare buty. Lianna wciąż leżała na łóżku płacząc ze śmiechu.
- To było mało śmieszne.- Powiedział Thranduil zawstydzonym głosem kiedy wyszedł z łaźenki.
- To było bardzo śmieszne.- Lianna zdowała coś powiedzieć.- Ale i tak nigdzie nie pujdziecie bez śniadania.
- Ja już zjadłem i powiedziałem, żeby za dziesięć minut przynieśli też dla was. No chodzicie!
- Idzi już jak się ubiorę do do was przyjdę.- Lianna wciąż przeplatała słowa ze śmiechem.
- Wiesz ty co. W piżamie wyciągać ojca na korytarz.- Król chciał na uczyć syna dyscypliny,  ale jest także synem elfki niskiego rodu, a takie elfy są wyjątkowo dzikie.
- Mówiłeś, że o ósmej pódziemy do lasu potrenować strzelanie z łuku, a już dziewiąta.- Książe mówił dość spokojnie. W jadalni dołoniczyła do nich Lianna w zielonej sukni.


Ten rozdział jest dość zabawny, ale co dobre nie trwa długo :(

 

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 2

Witam w kolejnym rozdziale co się będzie działo? Przeczytajcie:)


   - Czy mógłbym wiedzieć jak Wasza Wysokość złamał rękę?- Spytał wysoki ciemnowłosy elf który właśnie kończył owijać bandażem koniczynę księcia Thandruila.
- Podobno sama się złamała.- Król Oropher patrzył na syna surowym wzrokiem. Wiedział, że to był ostatni raz kiedy puścił syna samego do lasu. Zaś książe siędział pokornie na krześle nie odrywając przepełnionych łzami oczu od podłogi. Sam nie wiedział z czego bardziej chciało mu się płakać czy z ogromnego bólu czy może ze wstydu lub z tego, że zawiódł ojca łamiąc jego zakaz. Ważniejsze teraz było to żeby nikt go teraz nie zauważył bo by od razu mówiliby jaki on jest lekko myślny i nieodpowiedzialny.
- Acha.- uzdrowiciel jedynie tyle powiedział książe trafiał tu zbyt wiele razy, więc wiedział, że poprostu spadł z drzrwa, a pytał się bo takie miał prace. Fingon-tak właśnie nazywał się uzdrowiciel-skończył robić opatrunek i zaczął przekazywać informacje królowi czego książe ma nie robić, że by ręka jeszcze bardziej nie ucierpiała. Thranduil stał obok ojca i nie za bardzo interesowało go o czym mówią. Elf zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Zobaczył za pułką z ziołami drobną istotkę może o kilka lat młodszą od niego, miała długie, złote włosy i piękne niebieskie oczy. Ubraną w zieloną sukienkę z długimi rękawami z których wystawały drobne dłonie. Przez chwilę ich oczy się spotkały, a na bladej twarzy nieznajomej pojawiły się rumience, podobnie jak u księcia. Z tego transu wyciągną go dopiero głos ojca. Przy drzwiach ostatni raz popatrzył na półkę z wiarą, że zobaczy małą elfkę niestety dziewczynki już nie było.
   Kiedy dwa elfy szły korytarzem Thranduil robił wszystko by zobaczyć wyraz twarzy króla, lecz jak na złość za każdym razem srebne kosmyki włosów Orophra nie pozwalały pokazać twarzy.
- Jak myślisz jaki mogę teraz być?- Spytał spokojnie nie odwracając głowy w stronę syna.
- Za pewne zły.
- A jak myślisz dlaczego taki jestem?
- Bo zignorowałem twój zakaz.- Głos chłopca był prawie niesłyszalny.
- Dokładnie.- Król pomimo wewnętrznej złości był nad wyraz spokojny.- Kiedyś zostaniesz królem, musisz być bardziej rozważny i odpowiedzialny.- Książe spuścił głowę. Jak on ma zostać Królem, jak ma zapewnić poddanym bezpieczenistwo skoro zawsze ryzykuje życie dla jakieś głupiej zabawy.- No już nie będę zły podwarunkiem, że dopuki nie skończysz sześciuset lat nie będziesz wychodził do lasu bez opieki.- Powiedział biorąc syna na ręce.
   - No i jak byś oceniła księcia?- Zapytał Fingon małą elfkę która obserwowała z ukrycia pracę ojca.
- Można rzec, że jest lekko myślnym, nieodpowiedzialnym i nierozważnym dzieciakiem, ale wygląda na miłego, dobrze wychowanego i uroczego księcia.- Opisała Thranduila.
- Napewno naraża się ile się da dla jakiś głupot, lecz są w nim ukryte cechy jego ojca.- Uzdrowiciel zaczął stawiać księcia w lepszym świetle.- A czy jest uroczy to tego nie wiem, Lianno.

(To są takie wspomnienia z czasów kiedy Lianna i Thranduil byli  dziecimi które w ogóle się nie znały. W tej historii będzie ich doś dużo)

  - Legolasie zaczekaj!- Królowa Lianna biegła za małym synkiem po krętych schodach. Mała figura chłopca pokonała schody z prędkością wiatru, a puszczone luzem złote włosy się sięgające do ramion raz opadały raz falowały.
-  Mamo chodzi, Tata zaraz wróci!- Okrzyk radości wydobył się z malutkiego gardła. Żona króla dobiegła do małego elfa i wzieła go na ręce i wyszła z nim przed pałac aby spotkać Thranduila. Król na widok syna i żony zszedł ze swojego łosia i podszedł do nich. Legolas nie mógł opanować emocji i gdyby nie to, że jego matka trzyma go bardzo mocno to na pewno wypadłby z jej ramion z płaczem na kamienny most.
- Spokojnie mały wojowniku, bo mama cię nie utrzyma.- Elf przytulił synka i ucałował Liannę.
- Mama wcale nie jest taka słaba na jaką wygląda.- Zadziorny uśmiech pojawił się na twarzy elfki.
- Przekonałem się nie raz.- Jeszcze raz pocałował żonę.
- Fuj! Ochyda!- Książe zakrywał oczy i krzywił się jak po zjedzeniu cytryny. Król popatrzył na chłopca, puścił oko do Królowej i szybko wziął od niej elfa po czym podrzucił na trzy metry w górę i złapał.
- Kiedyś też będziesz się całował z ukochaną.-Rzekł z rozbawieniem.
- O nie! Ja nigdy nie będę z kobietą będę niezależny- Oznajmił bez namysłu. Lianna pokręciła głową.- Tato a jak poszły negocjacje z krasnoludami.
- O tym powiem jak wejdziemy do pałacu.




 No na świat przyszedł właśnie nasz Legolas czyli główny bohater tego bloga. Za jakiś czas dalsza część tej historii.

PS. Chciałabym byście pisali w komentarzach co o tym myślicie to by mi przyniosło więcej chęci i być może więcej weny :) Do zobaczeni w następnym rozdziale.



czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 1

  No dobra, to moja wina to moja wielka wina potwornie za nią żałuje i obiecuję, że to się już nigdy nie powtórzy. Niestety komputer trzeba było oddać do serwisu, ale już jestem i będę pisać. No już nie przedłóżam. Miłego czytania.



Lianna obudziła się na jednym z łóżek w sali uzdrowicielskiej. Zaczęła się rozglądać dookoła, po jej lewej znajdowała się piękna rzeźbiona w drewnie ściana, a po prawej na małym krześle siedział wysoki jasno włosy uzdrowiciel do którego przyszła po maść dla Thranduila.
- Siliniar.- Powiedziała z lekkim uśmiechem. - Co się stało? Co ja tu robię? Jak długo tu jestem? Jak się czuje Thranduil? Co robi? Czy został uleczony?- Zasypała elfa pytaniami.
- To zacznę od początku, zemdlałaś a ja cię przeniosłem tutaj abyś szybciej doszła do siebie, leżałaś tu całą noc, Thranduil czuje się lepiej teraz śpi i tak, jest uleczony. Zaraz kiedy Cię tu przeniosłem poszedłem do waszej komnaty i wszystkim się zająłem, więc nie masz się niczym martwić.- Odpowiedział.
- Siliniaru, tak bardzo ci dziękuje.
- Nie masz za co dziękować to obowiązek każdego uzdrowiciela by dbać o każdego elfa w królestwie.
- Masz racje, ale czy teraz mogłabym do niego pójść i powiedzieć mu o tym co nas czeka.
- Oczywiście.
Lianna szczęśliwa wstała z łóżka i pobiegła do komnaty gdzie znajdował się Thranduil.
    Siliniar nadal siedział tam gdzie siedział, a jego uśmiech pomału zamieniał się w smutek. Od kąt pamiętał był zakochany w Liannie. Ich przyjaźń zapoczątkowała już kiedy byli dziećmi, jego ojciec jak i jej był uzdrowicielem. Często oboje towarzyszyli ojcom pod czas pracy. Byli ze sobą dość blisko, ale ona widziała w nim tylko przyjaciela, a on wręcz przeciwnie, jednak zawsze miał nadzieję, że z tego wyniknie coś więcej, ale kiedy zakochała się w Thranduirze z wzajemnością zaczął tracić wiarę w to, że kiedykolwiek będą ze sobą. Może i nigdy nie będą razem to wciąż są przyjaciółmi, nawet kiedy Lianna wyszła za księcia nadal są na ty.
   Księżna właśnie dotarła do komnaty. Po cichu uchyliła drzwi, a zaraz potem wciąż bezszelestnie weszła do pomieszczenia, zamknęła drzwi i przybliżała się w stronę łoża. Syn króla Orophera leżał na miękkich, puszystych jedwabnych poduszkach, przykryty był do połowy torsu jedwabną pościelą jego ręce ułożone były wzdusz ciała. Tak jak powiedział Siliniar spał. Elfka usiadła obok niego i zaczęła delikatnie głaskać go po uzdrowionej części twarzy. Robiła to przez nie całe pięć minut, bo jej mąż zaczął pomału się budzić. Powoli zaczął otwierać powieki i ukazały się jasno niebieskie oczy, elfka cieszyła się, że może je jeszcze raz zobaczyć. Budzący się ze snu Thranduil czuł to samo uczucie chodź na początku widział tylko rozmazaną postać, to w ciągu kilku minut zobaczył piękne rozpuszczone złote włosy, cerę białą jak śnieg oraz te śliczne niebieskie jak letnie niebo oczy które tak bardzo kochał.
- Tak bardzo się martwiłam, że cię już nigdy nie zobaczę.- Szepnęła z uśmiechem, a łzy na płynęły jej do oczu.
- Teraz nie masz się niczym martwić, jestem tu i zawsze będę przy tobie.- Powiedział cicho i uśmiechną, ale jego kąciki ust zaczęły pomału schodzić na dół. Lianna zaniepokoiła się.
- Co się dzieje, coś Cię boli?- Spytała z niepokojem.
- Mój ojciec, on nie żyje. - Oznajmił. - Zabił go jeden z tych generałów Saurona. Jego obowiązki są teraz moimi, teraz korona spocznie na mojej głowie. Nie jestem gotowy by zostać królem, nie będę dobrym władcą.
- O nic się nie martw razem damy radę, zobaczysz będziesz najwspanialszym królem jakie Śródziemie widziało, ale teraz mam dla ciebie niespodziankę.- Powiedział po czym wzięła jego dłoni i przyłożyła do swojego brzucha. Thranduil przez chwilę patrzył na nią ze zdziwieniem. Usiadł na łóżku:
- Który to miesiąc?- Spytał uśmiechając się od ucha do ucha.
- Trzeci.- Odpowiedziała. Elf pocałował ją i zaczął delikatnie gładzić jeszcze mały brzuszek.  
    Trzy dni mineły od kąt Władca Ciemności został pokonany. Wygraną wojną najmniej cieszyły się tylko Leśne Elfy. Mieszkanicy lasu byli w żałobie, w tej okropnej wojnie staracili swoich bliskich, ale i Króla Orophera. Stolarze wykonali piękne łodzie w który zostały złożone ciała poległych. Elfy zaniosły pochówki na własnych ramionach do jednego z dopływuch Bystrej Rzeki, lecz to nie był zwykły dopływ ten pojawiał się tylko wtedy kiedy Leśniy elf traci życie. Mieszkanicy lasu ułorzyli tratwy na powierzni wody i pozwoli by zabrał je ze sobą nurt rzeki. Elfki i małe dzieci zrobiły wience z kwiatów, które zostały wyposarzone w świece który zadaniem było oświetlić drogę poległym elfą odnaleść drogę do Amanu. Mineło klika minut, a łodzie zaczeły znikać za mgłą. Żadnen elf nie opóścił pogrzebu puki ostatni wieniec nie znikną za mgłą. Thranduil w słym żałobnym stroju obserwoał odpływającą łódź ojca. Lianna także nie spószczała wzroku ze swojego teścia. Kiedy żałobnicy wracali do domów zaczeło padać to był znak od Valarów, że zmarli dotarli do Nieśmiertelnych Krain.


Jest wyczekiwany rozdział numer 1, ale teraz na powarznie kolejny rozdział dodam za jakiś czas nie wiem jeszcze kiedy, ale jedno jest pewne nie Będziecie tak długo czekać. Pa.