- Wody. Dajcie wody. - Elladar wciąż leżał ze swoim bratem w winnicy. - Pić nam się chce.
- Nie trzeba było wczoraj tyle pić. - Mruknęła Tauriel podając braciom dzbanki z wodą.
- Już nie będziemy.
- Mówiliście wczoraj dokładnie to samo.
- Jesteśmy głodni.- Jęczł Elladar. - Co na śniadanie?
- Śniadanie? Chyba obiad. - Elfka była bardzo zirytowana bliźniakami. Byli co prawda chorzy na krasnoludzką grypę, ale ich całą dobowe picie, chronione ich oraz wytrzymywanie z nimi było wyczynem godnym pochwały - Arwena i Legolas zaraz wam coś przyniosą.
W tym czasie młode elfy niosły trzy tace z jedzeniem do winnic.
- Myślisz, że już się obudzili?- Spytała Arwena.
- Napewno. Biedna Tauriel.
- W końcu masz przyjaciela tu na miejscu.
Książę nie miał za dużo przyjaciół. Elf z Mrocznej Puszczy bały się z nim bawić z powodu jego ojca. Jedynie Tauriel miała na tyle odwagi by przyjaźnić się z księciem jako iż sama nie posiadała przyjaciół.
- Tauriel jesteśmy!
- Żarełko! A wino macie?
- NIE!
- Jejku. No tylko się pytamy.
Kiedy bliźniacy kończyli jeść. Arwena, Legolas i Tauriel szukali sposobu by utrzymać braci trzeźwych i uchować ich jak najdalej od wina. Jedynym sensownym rozwiązaniem było zamknięcie ich w lochu aż do przyjazdu Thranduila i Elronda. Postanowione! Bliźniacy spędzą dwa dni w lochu. Jednak na małe elfy czekała bardzo nie miła niespodzianka. Przy słupie leżały jedynie strzępki liny i noże. Na dodatek zniknęła jedna z beczek.
- Zostawić ich samych na kilka minut...- Mruknął Legolas. Nie mówiąc nic więcej pobiegli śladami bliźniaków.
Wstęp
Hejka, witam bardzo serdecznie na moim blogu. W tej historii mam zamiar umieść historię pewnego elfa z dzieł J.R.R. Tolkiena, mam na myśli Legolasa. Opisze każdą chwilę z jego życia od dnia narodzin do odpłynięcia do Amanu, więc myślę, że ten blog spodoba się wszystkim jego fanom. Zapraszam!
środa, 17 lutego 2016
wtorek, 9 lutego 2016
Rozdział 14
- NA VALARÓW I WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH!- Wrzask Arweny rozniusł się po całym królestwie.- WON MI STĄD MENELSKIE PIJAKI! - Bliźniacy wystrzelili z piwnicy jak z procy trzymając w rękach po dwie butelki wina.
- Wiesz , że menel a pijak to to samo? - Księżniczka zgromila Legolasa wzrokiem.- Dlaczego to my mamy się nimi zajmować?
- Bo nasi ojcowie szukają źół na krasnoludzką grypę, a my mamy mieć na nich oko...- Nagle z górnego piętra doszły ich hałasy tłuczonego szkła i zatrzaskiwanych drzwi.
- Mam ich!
- Dobra robota, Tauriel. - Pochwalił przyjaciółkę Legolas. - Teraz sobie przynajmniej krzywdy nie zrobią.
- A tu jesteście! - Zawołał Thranduil, który szedł wraz z Erlondem w ich stronę. - Chcemy wam powiedzieć, że jedziemy do zachodniej części królestwa.
- Po co?- Zapytał Legolas.
- Rośnie tam podobno roślina która może wyleczyć tą grypę. Tak w ogóle. Dziękuję wam za pomoc z tymi łobuzami.
- Żaden problem, tato. - Uśmiechnęła się Arwena a Tauriel i Legolas pokiwali jedynie głowami.
- W takim razie ruszamy w drogę nie będzie nas może trzy dni. Uważajcie na siebie i na nich oczywiście.
- Nie martw się tato. Z nami będą bezpieczni.
Kiedy elfy zniknęły dzieci westchneły głośno. Od dwóch dni się nimi opiekują. Bliźniacy o mały włos nie zapili się na śmierć i musieli cały dzień znosić ich kaca morderce. Oczywiście na tym się nie skończyło dzisiaj próbowali wyraść wino z kuchni, jadalni, spiżarni a nawet z piwnicy.
- Coś tam cicho.- Rzekła Tauriel po dziesięciu minutach.
- Za cicho. - Legolas delikatnie otworzył drzwi. - NO NIE!- Pokój był pusty. Do nogi łóżka było przywiązane prześcieradło.
- Dranie, uciekli!
- Za nimi za nim coś sobie zrobią.
Dzieciaki zeszły na taras po sznurze z prześcieradła. Do głowy przychodziły im tylko trzy miejsca gdzie mogli by być. Rozdzielili się. Arwena miała przeszukać kuchnie, Tauriel spirzarkę, a Legolas piwnicę.
Arwena wpadła do pustej kuchni obleciała wszystkie szafki z winami. Były pełne. Czyli nie było ich tu jeszcze. Księżniczka zamknęła szafki na klucz który później wsadziła do sakwy.
Tauriel do jednej beczki wbiła chyba tuzin gwoździ. A Legolas zamknął drzwi do piwnicy na klucz i kazał strażnikom strzec tego miejsca.
- I?
- Nigdzie ich nie ma.
- Skoro nie ma ich przy skrytkach to muszą być w. ..
- WINICE - Legolas puścił się biegiem przez dziedziniec. Arwena i Tauriel pobiegły za nim. Po kilku minutach biegu w końcu dotarli do winnic. Same winogrona, na pewno nie interesowałyby braci, więc na pewno muszą się kręci przy zfermentowanym winie. Jak przypuszczali. Elhoir i Elladar leżeli przy prawie pustej beczce z winem. Zbliżał się wieczór. Dzieci przywiązały braci do drewnianego słupa a same zaczęły jeść winogrona na kolacje. Legolas wziął jakieś stare koce i przykrył nimi braci oraz jego przyjaciółki.
- Kiedy wybije północ zmienimy się. - Oznajmił.
- Tauriel wstawaj. - Książę delikatnie szarpnął przyjaciółką. Elfka usiadła na ziemi i przetarła oczy. Arwena spała na boku, a jej rodzeństwo leżało rozwalone na ziemi i głośno chrapało. - Nie martw się damy sobie z nimi radę.
Jestem. Nie porwali. Nie straciłam czucia w rękach i nie umarłam. Żyje i mam się dobrze. Więc tak jest w końcu nowy rozdział , ale nie taki jaki bym chciała. Jest za krótki i mało zabawny. Po drugie. Wy moi drodzy. Jesteście tu cały czas , czytacie te wszystkie moje głupoty i czekacie, czekacie, czekacie i czekacie. Ostanio jest tego czekania, aż za dużo, więc postanowiłam, że będę pisać krótkie rodzialy które za to będą pojawiać się częściej. Chciałabym pisać je dłuższe, ale jestem typem streszczeniowca i kiedy chce napisać coś dłuższego to zajmuje mi to dużo czasu a efekt jest jaki jest :(
Jesteście na mnie wkurzeni j się nie dziwie sama na siebie jestem zła. Czekaliście cierpliwie i oto jest rozdział tak wyczekiwany a tak głupi.
Witam też nowe czytelniczki.
Co do tego budzika. Bardzo mi się przyda, bo muszę się w końcu obudzić i zacząć pisać :)
I tak na marginesie. Powiedzcie mi: Niemiecki jest naprawdę taki trudny czy może jest łatwy i tylko ja jestem taka tępa?
- Wiesz , że menel a pijak to to samo? - Księżniczka zgromila Legolasa wzrokiem.- Dlaczego to my mamy się nimi zajmować?
- Bo nasi ojcowie szukają źół na krasnoludzką grypę, a my mamy mieć na nich oko...- Nagle z górnego piętra doszły ich hałasy tłuczonego szkła i zatrzaskiwanych drzwi.
- Mam ich!
- Dobra robota, Tauriel. - Pochwalił przyjaciółkę Legolas. - Teraz sobie przynajmniej krzywdy nie zrobią.
- A tu jesteście! - Zawołał Thranduil, który szedł wraz z Erlondem w ich stronę. - Chcemy wam powiedzieć, że jedziemy do zachodniej części królestwa.
- Po co?- Zapytał Legolas.
- Rośnie tam podobno roślina która może wyleczyć tą grypę. Tak w ogóle. Dziękuję wam za pomoc z tymi łobuzami.
- Żaden problem, tato. - Uśmiechnęła się Arwena a Tauriel i Legolas pokiwali jedynie głowami.
- W takim razie ruszamy w drogę nie będzie nas może trzy dni. Uważajcie na siebie i na nich oczywiście.
- Nie martw się tato. Z nami będą bezpieczni.
Kiedy elfy zniknęły dzieci westchneły głośno. Od dwóch dni się nimi opiekują. Bliźniacy o mały włos nie zapili się na śmierć i musieli cały dzień znosić ich kaca morderce. Oczywiście na tym się nie skończyło dzisiaj próbowali wyraść wino z kuchni, jadalni, spiżarni a nawet z piwnicy.
- Coś tam cicho.- Rzekła Tauriel po dziesięciu minutach.
- Za cicho. - Legolas delikatnie otworzył drzwi. - NO NIE!- Pokój był pusty. Do nogi łóżka było przywiązane prześcieradło.
- Dranie, uciekli!
- Za nimi za nim coś sobie zrobią.
Dzieciaki zeszły na taras po sznurze z prześcieradła. Do głowy przychodziły im tylko trzy miejsca gdzie mogli by być. Rozdzielili się. Arwena miała przeszukać kuchnie, Tauriel spirzarkę, a Legolas piwnicę.
Arwena wpadła do pustej kuchni obleciała wszystkie szafki z winami. Były pełne. Czyli nie było ich tu jeszcze. Księżniczka zamknęła szafki na klucz który później wsadziła do sakwy.
Tauriel do jednej beczki wbiła chyba tuzin gwoździ. A Legolas zamknął drzwi do piwnicy na klucz i kazał strażnikom strzec tego miejsca.
- I?
- Nigdzie ich nie ma.
- Skoro nie ma ich przy skrytkach to muszą być w. ..
- WINICE - Legolas puścił się biegiem przez dziedziniec. Arwena i Tauriel pobiegły za nim. Po kilku minutach biegu w końcu dotarli do winnic. Same winogrona, na pewno nie interesowałyby braci, więc na pewno muszą się kręci przy zfermentowanym winie. Jak przypuszczali. Elhoir i Elladar leżeli przy prawie pustej beczce z winem. Zbliżał się wieczór. Dzieci przywiązały braci do drewnianego słupa a same zaczęły jeść winogrona na kolacje. Legolas wziął jakieś stare koce i przykrył nimi braci oraz jego przyjaciółki.
- Kiedy wybije północ zmienimy się. - Oznajmił.
- Tauriel wstawaj. - Książę delikatnie szarpnął przyjaciółką. Elfka usiadła na ziemi i przetarła oczy. Arwena spała na boku, a jej rodzeństwo leżało rozwalone na ziemi i głośno chrapało. - Nie martw się damy sobie z nimi radę.
Jestem. Nie porwali. Nie straciłam czucia w rękach i nie umarłam. Żyje i mam się dobrze. Więc tak jest w końcu nowy rozdział , ale nie taki jaki bym chciała. Jest za krótki i mało zabawny. Po drugie. Wy moi drodzy. Jesteście tu cały czas , czytacie te wszystkie moje głupoty i czekacie, czekacie, czekacie i czekacie. Ostanio jest tego czekania, aż za dużo, więc postanowiłam, że będę pisać krótkie rodzialy które za to będą pojawiać się częściej. Chciałabym pisać je dłuższe, ale jestem typem streszczeniowca i kiedy chce napisać coś dłuższego to zajmuje mi to dużo czasu a efekt jest jaki jest :(
Jesteście na mnie wkurzeni j się nie dziwie sama na siebie jestem zła. Czekaliście cierpliwie i oto jest rozdział tak wyczekiwany a tak głupi.
Witam też nowe czytelniczki.
Co do tego budzika. Bardzo mi się przyda, bo muszę się w końcu obudzić i zacząć pisać :)
I tak na marginesie. Powiedzcie mi: Niemiecki jest naprawdę taki trudny czy może jest łatwy i tylko ja jestem taka tępa?
wtorek, 5 stycznia 2016
Rozdział 13
Legolas, Tauriel i Arwena patrzyli jak bliźniacy opychają się wszystkim co tylko nadawało się do zjedzenia. Gdyby Elrond nie był zajęty rozmową z Thranduilem napewno zwrócił by im uwagę. Nie reagowali na obużone słowa Arweny.
- Co im się stało? - Spytał Legolas, kiedy Elladar zaczął pić wino, ale zamiast użyć kielicha , zaczął pić prosto z gwinta.
- Trzy dni temu zachorowali na krasnoludzką grypę.- Westchneła Elfka. - Żebyście widzieli co oni robią w domu. Zaczęli chrapać!
Zaczęły się tanice. A bracia już byli zlani w trupa. Arwena poleciła im by poszli do swoich pokoi. Wzięli ze sobą skrzynkę wina.
- I tu się ich przyjęcie kończy. - Legolas patrzył jak bracia się zataczają i ledwo stawiają kroki na schodach jak dotrą do swoich pokoi i nie robiąc sobie większej krzywdy to to będzie cud.
- I tu nie byłabym tego taka pewna.- Odparła ciemno włosa elfka.
Zacząła grać wolna muzyka. Elfy dobierały się w pary i zaczynały wolny taniec. Arwene do tańca zaprosił Elrond więc Legolas i Tauriel zostali sami. Rudowłasa elfka przyglądała się tańczącym parom. Jakoś nie przyciągały jej uwagi, aże do chwili, kiedy wśród tańczących elfów zobaczyła swoją opiekunkę Ellarhien i kapitana straży Malohonira. Oboje pełnął gracją poruszali się w rytm wolnej muzyki. Tauriel nie umkło także to jak patrzą sobie nawzajem w oczy. Na ten widok uśmiechnęła się szeroko. Patrzyłaby na ową parę pewnie cały czas gdyby do rzeczewistości nie przywrócił ją głos przyjaciela.
- Czy mógłbym prosić panią do tańca? - Spytał kłaniając się nisko.
- Ależ oczywiście.- Legolas pociągnął ją na środek sali. Starali się naśladować ruchy pozostałych, ale odpóścili i sami zaczęli wymyślić zwariowane kroki taneczne. Od razu zwrócili na siebie uwagę gości. Muzycy zmenili muzykę na bardziej skoczną i po chwili wszyscy tańczyli szalony taniec księcia i podopiecznej króla. Było przytym sporo śmiechu, aż szkoda, że bliźniaki nie mogą sobie potańczyć.
Wszystkiemu przyglądał się Thranduil. Jako jedyny nie tańczył , bo wprawdzie powiedziawszy nie miał z kim. Teraz najbardziej pragnął być przy pomniku Lianny. Zmienił się od jej śmierci. Nie spędzał tak dużo czasu z synem, ale przecież miał towarzystwo. Nie odwiedzał Elronda tak często jak to kiedyś miał w zwyczaju, no ale miał ostatnio dużo pracy. Od dłuższego czasu jego myśli krążyły wokół naszyjnika Lianny. Nie mógł przepaść jak kamień w wodę. Nie mógłby zostać także zniszczony. Został wykonany z najtrwajszlych kryształów w całym Śródziemiu. Więc może ktoś go znalazł ale nie chce go oddać? Ale przecież nagroda jest bardzo kosztowna. Ech za dużo wina wypił i teraz nie może logiczne myśleć. Mijały godziny. Była już późna noc , a w sali wciązż siedziały trzy elfy. Małe elfy miały już dość pijaniskiego bękotu i postanowił wyjść do ogrodów.
- Jaka cisza. - Tauriel opadła na kamienną ławkę. W jej ślady poszli także Legolas i Arwena. Siedzieli tak w błogiej ciszy gdy nagle:
Hej, tam gdzieś znad czarnej wody
Wsiada na koń hobbit młody,
Czule żegna się z dziewczyną,
Jeszcze czulej z Hobbitonem .
ref:
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy skowroneczku.
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, rzeki, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy dzwoń, dzwoń, dzwoń.
Wiele dziewcząt jest na świecie
Lecz najwięcej w Hobbitonie,
Tam me serce pozostało,
Przy kochanej mej dziewczynie.
Hej, hej, hej sokoły...
Ona jedna tam została
Jaskółeczka moja moja mała
A ja tutaj w obcej stronie
Dniem i nocą tęsknię do niej
Hej, hej, hej sokoły...
Żal, żal za dziewczyną,
Za zielonym Hobbitonem,
Żal, żal serce płacze,
Już jej więcej nie zobaczę.
Hej, hej, hej sokoły...
Wina, wina, wina, dajcie,
A jak umrę pochowajcie
Na zielonym Hobbitonie
Przy kochanej mej dziewczynie.
Owe wrzaski dochodziły z rosnących obok krzaków. Chwilę potem z roślin wyłonili się a jak spici bliźniacy. Ledwo stali popierając się o siebie nawzajem, a w dłoniach trzymali jeszcze dwie pełne butelki wina.
- Po pierwsze wyglądacie strasznie, po drugie ci wy tu robicie i po trzecie co to za piosenka. - Dopytywała się Arwena która jako pierwsza otrząsneła się z szoku.
- Po pierwsze wyglądamy super przystojnie, po drugie szukamy sali bo nam się wino kończy i po trzecie wymyśliliśmy - Wybełkotał Elladar. Legolas zamrugał kilka razy.
- Mósimy was zaprowadzić do pokoi bo jeszcze wpadniecie do jakiegoś jeziora.
- A po co ?!- Zaśmiał się Elhoir.- Jesteśmy trzeźwi jak pieniądz.
- No tak. Zaprowadzimy was do pokoi i tyle nie musicie iść spać - Rrzekła Tauriel.
- No dobra. - Zgodził się nie chętnie Elladar. - To prowadcie.
W czasie kiedy elfy prowadziły bliźniaków do pałacu ci ryczeli:
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział jak
nie powiedział jak
a to było tak.
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział
nie powiedział
dostał dziesięć lat
- Skończyliście? !- Spytała zdenerwowana Arwena .
- Tę tak.- Odpowiedzieli
Przechodząc obok sali elfy musiały się bardzo natrudzić, żeby ich stamtąd odciąć. Za to na schodach i na korytarzu odwidzięczli im się jak na pijaków przystało.
Płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
Radośnie, radośnie
życie to jest sen
A gdy ujrzysz krokodyla
podnieś dziki krzyk
Aaaaa!
Byli już przy swoich pokojach , gdy znowu zaczęli śpiewać i udawać , że wiasłują
płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
a gdy ujrzysz krokodyla
Aaaaa!
Wrzasneli, kiedy drzwi do pokoju Elladara się otworzyły, a w progu staną Elrond. Bracia z przerażenia aż się przytulili.
- Moża wiedzieć gdzieś cie byli?- Zapytał zdenerwowany.
- My byliśmy w Hobbitonie, potem w na polu maku , a następnie płyneliśmy rzeką. - Odpowdział mu Elladar. Elrond spojrzał na córkę.
- Szukali sali. - Oznajmiła.
- A teraz wybaczcie. Bracie zapraszam w me skromne progi - Elladar ukonił się chwiejnie. Elrond stanął za córką.
- To mój pokój, ale co tam. - Elhoir prawie wywinął orła na progu, ale jakoś wszedł. Elladar zatrzasnął drzwi tuż przed nosem ojca.
- I to by było na tyle. - Oznajmił lekko podpisy Elrond. Popatrzył na trójkę elfów. - A wy co? Do łóżek maszerować.
- Co im się stało? - Spytał Legolas, kiedy Elladar zaczął pić wino, ale zamiast użyć kielicha , zaczął pić prosto z gwinta.
- Trzy dni temu zachorowali na krasnoludzką grypę.- Westchneła Elfka. - Żebyście widzieli co oni robią w domu. Zaczęli chrapać!
Zaczęły się tanice. A bracia już byli zlani w trupa. Arwena poleciła im by poszli do swoich pokoi. Wzięli ze sobą skrzynkę wina.
- I tu się ich przyjęcie kończy. - Legolas patrzył jak bracia się zataczają i ledwo stawiają kroki na schodach jak dotrą do swoich pokoi i nie robiąc sobie większej krzywdy to to będzie cud.
- I tu nie byłabym tego taka pewna.- Odparła ciemno włosa elfka.
Zacząła grać wolna muzyka. Elfy dobierały się w pary i zaczynały wolny taniec. Arwene do tańca zaprosił Elrond więc Legolas i Tauriel zostali sami. Rudowłasa elfka przyglądała się tańczącym parom. Jakoś nie przyciągały jej uwagi, aże do chwili, kiedy wśród tańczących elfów zobaczyła swoją opiekunkę Ellarhien i kapitana straży Malohonira. Oboje pełnął gracją poruszali się w rytm wolnej muzyki. Tauriel nie umkło także to jak patrzą sobie nawzajem w oczy. Na ten widok uśmiechnęła się szeroko. Patrzyłaby na ową parę pewnie cały czas gdyby do rzeczewistości nie przywrócił ją głos przyjaciela.
- Czy mógłbym prosić panią do tańca? - Spytał kłaniając się nisko.
- Ależ oczywiście.- Legolas pociągnął ją na środek sali. Starali się naśladować ruchy pozostałych, ale odpóścili i sami zaczęli wymyślić zwariowane kroki taneczne. Od razu zwrócili na siebie uwagę gości. Muzycy zmenili muzykę na bardziej skoczną i po chwili wszyscy tańczyli szalony taniec księcia i podopiecznej króla. Było przytym sporo śmiechu, aż szkoda, że bliźniaki nie mogą sobie potańczyć.
Wszystkiemu przyglądał się Thranduil. Jako jedyny nie tańczył , bo wprawdzie powiedziawszy nie miał z kim. Teraz najbardziej pragnął być przy pomniku Lianny. Zmienił się od jej śmierci. Nie spędzał tak dużo czasu z synem, ale przecież miał towarzystwo. Nie odwiedzał Elronda tak często jak to kiedyś miał w zwyczaju, no ale miał ostatnio dużo pracy. Od dłuższego czasu jego myśli krążyły wokół naszyjnika Lianny. Nie mógł przepaść jak kamień w wodę. Nie mógłby zostać także zniszczony. Został wykonany z najtrwajszlych kryształów w całym Śródziemiu. Więc może ktoś go znalazł ale nie chce go oddać? Ale przecież nagroda jest bardzo kosztowna. Ech za dużo wina wypił i teraz nie może logiczne myśleć. Mijały godziny. Była już późna noc , a w sali wciązż siedziały trzy elfy. Małe elfy miały już dość pijaniskiego bękotu i postanowił wyjść do ogrodów.
- Jaka cisza. - Tauriel opadła na kamienną ławkę. W jej ślady poszli także Legolas i Arwena. Siedzieli tak w błogiej ciszy gdy nagle:
Hej, tam gdzieś znad czarnej wody
Wsiada na koń hobbit młody,
Czule żegna się z dziewczyną,
Jeszcze czulej z Hobbitonem .
ref:
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy skowroneczku.
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, rzeki, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku,
Mój stepowy dzwoń, dzwoń, dzwoń.
Wiele dziewcząt jest na świecie
Lecz najwięcej w Hobbitonie,
Tam me serce pozostało,
Przy kochanej mej dziewczynie.
Hej, hej, hej sokoły...
Ona jedna tam została
Jaskółeczka moja moja mała
A ja tutaj w obcej stronie
Dniem i nocą tęsknię do niej
Hej, hej, hej sokoły...
Żal, żal za dziewczyną,
Za zielonym Hobbitonem,
Żal, żal serce płacze,
Już jej więcej nie zobaczę.
Hej, hej, hej sokoły...
Wina, wina, wina, dajcie,
A jak umrę pochowajcie
Na zielonym Hobbitonie
Przy kochanej mej dziewczynie.
Owe wrzaski dochodziły z rosnących obok krzaków. Chwilę potem z roślin wyłonili się a jak spici bliźniacy. Ledwo stali popierając się o siebie nawzajem, a w dłoniach trzymali jeszcze dwie pełne butelki wina.
- Po pierwsze wyglądacie strasznie, po drugie ci wy tu robicie i po trzecie co to za piosenka. - Dopytywała się Arwena która jako pierwsza otrząsneła się z szoku.
- Po pierwsze wyglądamy super przystojnie, po drugie szukamy sali bo nam się wino kończy i po trzecie wymyśliliśmy - Wybełkotał Elladar. Legolas zamrugał kilka razy.
- Mósimy was zaprowadzić do pokoi bo jeszcze wpadniecie do jakiegoś jeziora.
- A po co ?!- Zaśmiał się Elhoir.- Jesteśmy trzeźwi jak pieniądz.
- No tak. Zaprowadzimy was do pokoi i tyle nie musicie iść spać - Rrzekła Tauriel.
- No dobra. - Zgodził się nie chętnie Elladar. - To prowadcie.
W czasie kiedy elfy prowadziły bliźniaków do pałacu ci ryczeli:
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział jak
nie powiedział jak
a to było tak.
Siała baba mak
nie wiedziała jak
a dziad wiedział
nie powiedział
dostał dziesięć lat
- Skończyliście? !- Spytała zdenerwowana Arwena .
- Tę tak.- Odpowiedzieli
Przechodząc obok sali elfy musiały się bardzo natrudzić, żeby ich stamtąd odciąć. Za to na schodach i na korytarzu odwidzięczli im się jak na pijaków przystało.
Płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
Radośnie, radośnie
życie to jest sen
A gdy ujrzysz krokodyla
podnieś dziki krzyk
Aaaaa!
Byli już przy swoich pokojach , gdy znowu zaczęli śpiewać i udawać , że wiasłują
płyń, płyń łódko ma
płyń daleko hen
a gdy ujrzysz krokodyla
Aaaaa!
Wrzasneli, kiedy drzwi do pokoju Elladara się otworzyły, a w progu staną Elrond. Bracia z przerażenia aż się przytulili.
- Moża wiedzieć gdzieś cie byli?- Zapytał zdenerwowany.
- My byliśmy w Hobbitonie, potem w na polu maku , a następnie płyneliśmy rzeką. - Odpowdział mu Elladar. Elrond spojrzał na córkę.
- Szukali sali. - Oznajmiła.
- A teraz wybaczcie. Bracie zapraszam w me skromne progi - Elladar ukonił się chwiejnie. Elrond stanął za córką.
- To mój pokój, ale co tam. - Elhoir prawie wywinął orła na progu, ale jakoś wszedł. Elladar zatrzasnął drzwi tuż przed nosem ojca.
- I to by było na tyle. - Oznajmił lekko podpisy Elrond. Popatrzył na trójkę elfów. - A wy co? Do łóżek maszerować.
niedziela, 27 grudnia 2015
Rozdział 12
- Na Valarów-!Mruknęła Tauriel stojąc pod drzwiami Legolasa.- Legolas!!!Wyłaź w tej chwili.- Wrzasneła.
- Nie!!!- Odwrzasnął książę. - Wyglądam jak pajac!!!
Tauriel westchneła. - Wyglądasz tak jak na codzień.
- Dzięki, wiesz!
Elfka zacisneła pięści. Zna Legolasa od kilku miesięcy, a dopiero teraz przekonała się jak bardzo potrafi być wkurzający.
Przebiegła przez cały korytarz, skoczyła na parapet. Złapała się bluszczu i zaczęla się wspinać. Jej długa suknia wcale nie ułatwiała jej tego zadania, ale przecież jest leśnym elfem. Ona daradę się wspiąc na każdą roślinę i jakaś kiecka jej w tym nie przeszkadzi.
- Wyłaś! No już!- Wypchneła księcia z pokoju. Następnie zatrzasneła drzwi.- Idziemy z twoim ojcem by podarować mu prezent, a następnie na przyjęcie. Chcesz zepsuć wszystko z powodu ubioru?!
Legolas stał przed elfka z rękami skrzyrzowanymi na piersi.
- No nie.- Mruknął i ruszył w kierunku schodów. Tauriel wywróciła oczami, kiedy on się tak zaczą foszyć?
- Poza tym będzie także Lord Elrond z dziećmi. Na pewno będą wyglądać gorzej od ciebie.- Legolas rzucił jej mordercze spojrzenie.- Znaczy. Nie chodzi o to, że wyglądasz głupio.- Zaczęła się jąkać. Kiedy byli już prawie na dziedzincu Legolas zatrzymał się i odezwał pierwszy raz od kilku minut.
- Nie chcę być przy tym jak tata będzie oglądać prezent..
Tauriel opadły ręce, ale widząc minę przyjaciela przytiliła go.- Przecież widzisz ją codziennie.
- Ale to bryła!
- Moża wiedzieć dlaczego mnie tu wyciągneliście?- Zapytał Thranduil. Stał na dziedzincu dobre dziesięć minut, a dlaczego? Bo Legolas wygląda jak pajac.
- Niespodzianka chodź za nami.- Uwaga! Nagła zmiana nastroju. Legolas pociągnął ojca za rękę i pociągnął go w kierunku lasu. Tauriel przyglądała się temu wszystkiemu z wielkimi oczami. Pierwsze nie chce iść, a teraz? No i zrozum tu księcia. Pobiegła za nimi. Oby ten Lego niczego nie zepsuł. Błagała w myślach.
- Nie mam teraz czasu na wasze wygłupy. Elrond przyjedzie za kilka minut.
- Już bisko tato. - Listek pociągnął króla tak mocno, że prawie wpadli do błota. Za chwilę na prawdę będziesz wyglądać jak pajac. Zaśmiała się w myślach Tauriel, obserwując tą całą kamedie na chwilę zapomniała o stresie jaki będzie przezywać gdy będzie musiała poznać Lorda Elronda i jego dzieci. Kiedy poznała Legolas myślała, że jest zwykłym elfem. Mimo że tego nie okazywała denerwowała się nawet kiedy stała przed Thranduilem.
- Już nie daleko. - Z zamysłu wyrwał ją głos Legolasa który zamiast prowadzić króla ścieżką to ciągnął go przed największe krzaczory. Ten kombinotor chce za wszelką cenę opóźnić dostarczenie prezentu, by zniecierpliwiony król postanowi wrócić do pałacu, by powitać gości. O nie, nie dopuści do tego.
- Panie! Chodźmy tędy. Będzie szybciej! - Chwyciła Thranduila za drugą rękę i pociągła go w stronę ścieżki .
- Skoro tak mówisz, Tauriel. - Rzucił Legolasowi karcące spojrzenie. Książę za to posłał elfce spojrzenie typu ,, Dlaczego? ". Ta za to posłała mu nieme przeprosiny.
- Jesteśmy! - Oznajmiła Tauriel stając przed prześcierdałem zakrywające wielkie coś.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzykneły elfy. Thranduil ściągnął prześcieradło. Przed królem stał ponad trzy metrowy pomnik Lianny. Całość była wykonana z kamienia, królowa patrzyła na nich wielkimi niebieskimi oczami. Elfka zobaczyła na policzkach przyjaciela łzy. Zrozumiała. Ta Lianna była bardziej realistyczna niż ta na obrazie.
Thranduilowi także łzy się zakręciły w oczach. Teraz już wie gdzie będzie spędzał noce.
Kiedy król przyglądał się pomnikowi zmarłej żony Tauriel złapała księcia za rękę.
- Przepraszam.- Szepnęła. Legolas tylko uśmiechnął się smutno.
- Nie szkodzi.
Stali tam jeszcze kilka minut. Potem wrócili do pałacu.
- Witaj drogi przyjacielu! - Elrond zeskoczył z konia i od razu zamknął Thranduila w żelaznym uścisku. Za władcą Rivendell jechały także jego dzieci. Bliźniaki Elladar i Elhoir oraz piękna Arwena. Tauriel miała rację stroje braci wyglądały jeszcze bardziej komicznie niż ubranie Legolasa. Cała trójka z siadła z wierzchowców i pobiegła w stronę Legolasa. Tauriel odsuneła się do kąta. Elladar podniósł księcia i zaczął go podrzucać. Elfy śmiały się w niebo głosy.
- Ale się stęskniliśmy! - Elhoir wziął od brata księcia i przycisnął go do siebie.
- Udusisz go!- Zaśmiała się Arwena. Elf postawił przyjaciela z powrotem na ziemi.
- Muszę wam kogoś przedstawić. - Oznajmił, a Tauriel serce mocniej zabiło gdy zobaczyła jak Legolas prowadzi elfy w jej stronę.- To moja przyjaciółka Tauriel.
- Całuje rączki.- Elhoir ują jej dłoń i pocałował. Elfka zarumieniła się.
- Ty ty ty! Nie przystawiaj się do ukochanej Legusia! - Zażartował Elladar. Arwena wywróciła oczami.
- Wybacz za moich tępych braci. - Uśmiechnęła się do koleżanki , a ona to odwzajemniła.
- No babki my tu gadu gadu, a kolacja studnie!- Wtrącił się Elhoir.- Ruszajmy na podbój jedzenia bracie! - I już ich nie było.
- Jak krasnoludy. - Mruknęła Arwena.
- Nie!!!- Odwrzasnął książę. - Wyglądam jak pajac!!!
Tauriel westchneła. - Wyglądasz tak jak na codzień.
- Dzięki, wiesz!
Elfka zacisneła pięści. Zna Legolasa od kilku miesięcy, a dopiero teraz przekonała się jak bardzo potrafi być wkurzający.
Przebiegła przez cały korytarz, skoczyła na parapet. Złapała się bluszczu i zaczęla się wspinać. Jej długa suknia wcale nie ułatwiała jej tego zadania, ale przecież jest leśnym elfem. Ona daradę się wspiąc na każdą roślinę i jakaś kiecka jej w tym nie przeszkadzi.
- Wyłaś! No już!- Wypchneła księcia z pokoju. Następnie zatrzasneła drzwi.- Idziemy z twoim ojcem by podarować mu prezent, a następnie na przyjęcie. Chcesz zepsuć wszystko z powodu ubioru?!
Legolas stał przed elfka z rękami skrzyrzowanymi na piersi.
- No nie.- Mruknął i ruszył w kierunku schodów. Tauriel wywróciła oczami, kiedy on się tak zaczą foszyć?
- Poza tym będzie także Lord Elrond z dziećmi. Na pewno będą wyglądać gorzej od ciebie.- Legolas rzucił jej mordercze spojrzenie.- Znaczy. Nie chodzi o to, że wyglądasz głupio.- Zaczęła się jąkać. Kiedy byli już prawie na dziedzincu Legolas zatrzymał się i odezwał pierwszy raz od kilku minut.
- Nie chcę być przy tym jak tata będzie oglądać prezent..
Tauriel opadły ręce, ale widząc minę przyjaciela przytiliła go.- Przecież widzisz ją codziennie.
- Ale to bryła!
- Moża wiedzieć dlaczego mnie tu wyciągneliście?- Zapytał Thranduil. Stał na dziedzincu dobre dziesięć minut, a dlaczego? Bo Legolas wygląda jak pajac.
- Niespodzianka chodź za nami.- Uwaga! Nagła zmiana nastroju. Legolas pociągnął ojca za rękę i pociągnął go w kierunku lasu. Tauriel przyglądała się temu wszystkiemu z wielkimi oczami. Pierwsze nie chce iść, a teraz? No i zrozum tu księcia. Pobiegła za nimi. Oby ten Lego niczego nie zepsuł. Błagała w myślach.
- Nie mam teraz czasu na wasze wygłupy. Elrond przyjedzie za kilka minut.
- Już bisko tato. - Listek pociągnął króla tak mocno, że prawie wpadli do błota. Za chwilę na prawdę będziesz wyglądać jak pajac. Zaśmiała się w myślach Tauriel, obserwując tą całą kamedie na chwilę zapomniała o stresie jaki będzie przezywać gdy będzie musiała poznać Lorda Elronda i jego dzieci. Kiedy poznała Legolas myślała, że jest zwykłym elfem. Mimo że tego nie okazywała denerwowała się nawet kiedy stała przed Thranduilem.
- Już nie daleko. - Z zamysłu wyrwał ją głos Legolasa który zamiast prowadzić króla ścieżką to ciągnął go przed największe krzaczory. Ten kombinotor chce za wszelką cenę opóźnić dostarczenie prezentu, by zniecierpliwiony król postanowi wrócić do pałacu, by powitać gości. O nie, nie dopuści do tego.
- Panie! Chodźmy tędy. Będzie szybciej! - Chwyciła Thranduila za drugą rękę i pociągła go w stronę ścieżki .
- Skoro tak mówisz, Tauriel. - Rzucił Legolasowi karcące spojrzenie. Książę za to posłał elfce spojrzenie typu ,, Dlaczego? ". Ta za to posłała mu nieme przeprosiny.
- Jesteśmy! - Oznajmiła Tauriel stając przed prześcierdałem zakrywające wielkie coś.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzykneły elfy. Thranduil ściągnął prześcieradło. Przed królem stał ponad trzy metrowy pomnik Lianny. Całość była wykonana z kamienia, królowa patrzyła na nich wielkimi niebieskimi oczami. Elfka zobaczyła na policzkach przyjaciela łzy. Zrozumiała. Ta Lianna była bardziej realistyczna niż ta na obrazie.
Thranduilowi także łzy się zakręciły w oczach. Teraz już wie gdzie będzie spędzał noce.
Kiedy król przyglądał się pomnikowi zmarłej żony Tauriel złapała księcia za rękę.
- Przepraszam.- Szepnęła. Legolas tylko uśmiechnął się smutno.
- Nie szkodzi.
Stali tam jeszcze kilka minut. Potem wrócili do pałacu.
- Witaj drogi przyjacielu! - Elrond zeskoczył z konia i od razu zamknął Thranduila w żelaznym uścisku. Za władcą Rivendell jechały także jego dzieci. Bliźniaki Elladar i Elhoir oraz piękna Arwena. Tauriel miała rację stroje braci wyglądały jeszcze bardziej komicznie niż ubranie Legolasa. Cała trójka z siadła z wierzchowców i pobiegła w stronę Legolasa. Tauriel odsuneła się do kąta. Elladar podniósł księcia i zaczął go podrzucać. Elfy śmiały się w niebo głosy.
- Ale się stęskniliśmy! - Elhoir wziął od brata księcia i przycisnął go do siebie.
- Udusisz go!- Zaśmiała się Arwena. Elf postawił przyjaciela z powrotem na ziemi.
- Muszę wam kogoś przedstawić. - Oznajmił, a Tauriel serce mocniej zabiło gdy zobaczyła jak Legolas prowadzi elfy w jej stronę.- To moja przyjaciółka Tauriel.
- Całuje rączki.- Elhoir ują jej dłoń i pocałował. Elfka zarumieniła się.
- Ty ty ty! Nie przystawiaj się do ukochanej Legusia! - Zażartował Elladar. Arwena wywróciła oczami.
- Wybacz za moich tępych braci. - Uśmiechnęła się do koleżanki , a ona to odwzajemniła.
- No babki my tu gadu gadu, a kolacja studnie!- Wtrącił się Elhoir.- Ruszajmy na podbój jedzenia bracie! - I już ich nie było.
- Jak krasnoludy. - Mruknęła Arwena.
środa, 16 grudnia 2015
Nie zawieszam!!!
Blog nie będzie zawieszony. Post ukaże się może przed świętami, do tego czasu zapraszam na drugiego bloga, gdzie znajdziecie więcej wyjaśnień.. Przepraszam Was za to wszystko.
A oto link do drugiego opowiadania:http://julakane.blogspot.com/2015/12/witajcie.html
A oto link do drugiego opowiadania:http://julakane.blogspot.com/2015/12/witajcie.html
środa, 4 listopada 2015
Rozdział 11
Thranduil leżał na polanie w samym środku lasu. Tylko on znał drogę do tego miejsca, było jego małą tajemnicą. Myślał nad tym o czym wczoraj opowiedział mu ojciec. Przedwczoraj kończył dwieście lat. Oropher powiedział, że następnego dnia będą mósieli poważnie porozmawiać.
- O co chodzi, tato?- spytał wchodząc do sali tronowej gdzie czekał na niego ojciec.
- Usiąć.- Król wskazał na krzesło stojące pod ścianą. Thranduil zmartwił się. Zwykle ojciec każe mu usiąść tam gdy coś naskrobie albo chcę go na coś przygotować. - Pamiętasz jak kiedyś pytałeś się co się stało z twoją matką?- spytał kiedy książę już usiadł.
- No... tak.- Król westchnął głośno i pomasował skronie.
- Doszedłem do wniosku, że jesteś w takim wieku, że powinieneś to pojąć.- Woźął syna na ręce, a sam usiadł na krzesile sadzając elfa na kolanach. Dla niego ten wątek także stanowił wielki ból.
Mała gromadka elfów wracała do swojego królestwa z wizyty u krasnoludów z Erebor. Na czele na wielkim łosiu jechał młody srebno włosy elf wraz z piękną srebnowłosą elfką. Kobieta gładziła dłonią sporych rozmiarów brzuch. Na jej twarzy błąkał się piękny uśmiech. Bez słowa wzieła rękę mężczyzny. Ten póścił uzdę i położył ją na jej brzuchu. Uśmiechnął się szeroko.
- Kopie.- powiedział.
- Naszemu synkowi już się nudzi. - oparła głowę o jego ramię.
- Skąd wiesz, że to będzie chłopiec?
- Zdaj się na mój instykt macieżyniski.
- Panie, zaczyna się ściemniać. Do Mrocznej Puszczy zostało nam ponad połowa drogi.- Oznajmił elf jadący na koniu obok króla.
- Każ rozbić obóz. Przenocujemy tutaj, z samego rana wyruszamy w dalszą drogę.- Elf skinął głową.
Oropher i jego żołnierze skończyli właśnie omawiać zmiany warty. Oropher właśnie miał zamiar sprawdzić jak idzie rostawianie namiotów dla niego i jego żony, żołnierzy oraz dla dam dworu które pojechały by opoiekować się ciężarną królową. Obracają się przeżył największy koszmar życia. Jego piękna Kikoria która za tydzień ma rodzić idzie sobie do niego jakby nigdy nic. W jednej chwili już był przy niej i wziął na ręcę.
- Oro, co ty robisz?!- krzykneła
- Co ty robisz? Za tydzień masz rodzić, a ty się przemęczasz!-
- Oro postaw mnie na ziemi!- rozkazała, on nie chętnie to uczynił.- Bardziej męczyłam się w tym tunelach Ereboru.
- Wybacz mi...
- To nie twoja wina, że ubzdurały sobie, że mamy przyjechać oboje.
- Tak, ale..- Kikoria ścisneła mu rękę z całej siły.
- Oro... to... chyba... już...- z trudem łapała oddech. Oropher patrzył na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
- Ale co już?
- RODZĘ IDIOTO!!!
- PILNUJCIE BY TU NIE WSZEDŁ!!!- krzyczała do elfów trzymających Orophera jak bandyne. Potem rozległ się tylko krzyk. Elfy stali pod namiotem.
- Oro, ona robi to dla twojego dobra.- Pocieszał go jeden z elfów.
- Ale dlaczego ja tam nie mogę być?- Król gapił się tępo w wejście namiotu.
- Oddychaj. Zaraz się skończy.- Mówili łagodnie.
-Ona tu rodzi a nie ja!
-Urodziło się!- Wykrzykneła jedna z elfek.
-Co?!- Spytał zidziwiony jeden z elfów.
- Dziecko, matole!- Ochrzanił go drugi. Oropeher zerwał się i już go nie było. Cicho wszedł do namiotu. Uśmiechnął się widzą dwie najważniejsze osoby w jego życiu. Kikoria była blada, ale za to szczęśliwa. Trzymała w objęciach maleńką istotkę, tuliła się do niego jakby było talizmanem, kluczem do największego szczęścia. Podszedł do ich i usiadł obok nich.
- Nasz mały synek.- Powiedziała cicho.- Ma blond włosy tak samo jak moja matka. Jak go nazwiemy?
- Jego dziadkowie są Valarami, więc niech ma na imię Thranduil.
- Czyli, niepokonany. Patrz otwiera oczka.- Istotka uniosła powieki a jej rodzicom ukazały się piękne oczy barwy lodu.
- Ty łobuźe, miałeś do nas dołączyć za tydzień. Warunki byłyby bardziejkonfortowe.
- Nie wolałabym rodzić w Ereborze.- Mrukneła.
Kikoria spacerowała z Thranduilem na rękach nie daleko obozu. Za chwilę mieli wyruszać w dalszą drogę do Mrocznej Puszczy. Jej kochany synek tak bardzo przypowinał jej rodziców. Blond włosy po matce i lodowate oczy po ojcu. Nie chciała opuszczać Amanu zanim nie poznała Orophera. Wyruszał z innymi elfami stworzyć nową rasę elfów.
Miała wracać do męża kiedy drogę zastąpiły jej orki.
- Córka Valarów oraz ich wnuk nasz Pan będzie zadowolony.- wychraczał jeden. Elfka przeraziła się ale nie dawała mi tego po sobie poznać.
- Zostawcie moje dziecko w spokoju!- krzykneła. Ork rzucił się na nią ale ta ruchem ręki odepchneła go. Zauważyły to inne elfy dobyły broni i ruszylil królowej na ratunek. Ta wykorzystała chwilę nie uwagi i pobiegła w stronę rzeki. Orki ruszyły za nią. Biegła ile sił w nogach. Sauron, poluje na nią i na Thranduila. Nie pozwoli skrzywdzić swojego synka. Nagle za skały wyskoczył ork, Kikoria nie zdążyła zaragować i stwór wbił nuż w jej bok. Elfka krzykneła, Thranduil zaczął płakać.
- Pan będzie szczęśliwy kiedy przyniosę mu głowę tego bachora.
- Nigdy!- Skoczyła do rzeki. Prąd niósł ich prosto do wodospadu. Królowa przytuliła mocnej synka do siebie. Kiedy oboje spadali słyszałatylko wwrzask męża.
Szukł ich od doprych paru minut, w końcu znalazł.Leżała na brzegu za małym zawiniątkiem w objęciach. Podbiegł do niej. Położył jej głowę na kolanach. Z trudem otworzyła oczy. Uśmiechneła się lekko.
- Przepraszam...
- Nie to moja wina gdybym tam był z tobą...
- Ciii... Zaopiekuj się nim... Nie chciałam żeby tak wyszło...
- Będziesz żyć...
- Dla mnie już nie ma ratunku... będę czekać... znowu będziemy leżeć na łąkach tak jak kiedyś...
- Kocham cię, moja kochana
- Ja też cię kocham Oro...- Potem zapadła cisza. Po policzkach króla zaczeły płynąć gorzkie łzy. Wziął maleńkiego synka na ręcę oraz ukochaną.
Od tego dnia nienawiść do orków i krasnoludów wzrosła podwujnie. Za to że odebrano mu żonę, Thranduil stał się najczeniejszą osobą w jego życiu.
Ta... dwa miesiące. Miałam się poprawić... Już listopad a ja mam z geografi dwóję na końec pół rocza jak na razie...ale w końcu jest z małym bonusem... Do tego jeszcze mam przyrzeczenie harcerskie w grudniu i urwanie głowy. Dziękuje wszystkim którzy komętowali ostatni post w ogóle wszystkim. Wchodzę na Wasze blogi i jestem nimi bardzo zachwycona. Przepraszam kolejny raz. Więc do zobaczenia do następnego postu.
- O co chodzi, tato?- spytał wchodząc do sali tronowej gdzie czekał na niego ojciec.
- Usiąć.- Król wskazał na krzesło stojące pod ścianą. Thranduil zmartwił się. Zwykle ojciec każe mu usiąść tam gdy coś naskrobie albo chcę go na coś przygotować. - Pamiętasz jak kiedyś pytałeś się co się stało z twoją matką?- spytał kiedy książę już usiadł.
- No... tak.- Król westchnął głośno i pomasował skronie.
- Doszedłem do wniosku, że jesteś w takim wieku, że powinieneś to pojąć.- Woźął syna na ręce, a sam usiadł na krzesile sadzając elfa na kolanach. Dla niego ten wątek także stanowił wielki ból.
Mała gromadka elfów wracała do swojego królestwa z wizyty u krasnoludów z Erebor. Na czele na wielkim łosiu jechał młody srebno włosy elf wraz z piękną srebnowłosą elfką. Kobieta gładziła dłonią sporych rozmiarów brzuch. Na jej twarzy błąkał się piękny uśmiech. Bez słowa wzieła rękę mężczyzny. Ten póścił uzdę i położył ją na jej brzuchu. Uśmiechnął się szeroko.
- Kopie.- powiedział.
- Naszemu synkowi już się nudzi. - oparła głowę o jego ramię.
- Skąd wiesz, że to będzie chłopiec?
- Zdaj się na mój instykt macieżyniski.
- Panie, zaczyna się ściemniać. Do Mrocznej Puszczy zostało nam ponad połowa drogi.- Oznajmił elf jadący na koniu obok króla.
- Każ rozbić obóz. Przenocujemy tutaj, z samego rana wyruszamy w dalszą drogę.- Elf skinął głową.
Oropher i jego żołnierze skończyli właśnie omawiać zmiany warty. Oropher właśnie miał zamiar sprawdzić jak idzie rostawianie namiotów dla niego i jego żony, żołnierzy oraz dla dam dworu które pojechały by opoiekować się ciężarną królową. Obracają się przeżył największy koszmar życia. Jego piękna Kikoria która za tydzień ma rodzić idzie sobie do niego jakby nigdy nic. W jednej chwili już był przy niej i wziął na ręcę.
- Oro, co ty robisz?!- krzykneła
- Co ty robisz? Za tydzień masz rodzić, a ty się przemęczasz!-
- Oro postaw mnie na ziemi!- rozkazała, on nie chętnie to uczynił.- Bardziej męczyłam się w tym tunelach Ereboru.
- Wybacz mi...
- To nie twoja wina, że ubzdurały sobie, że mamy przyjechać oboje.
- Tak, ale..- Kikoria ścisneła mu rękę z całej siły.
- Oro... to... chyba... już...- z trudem łapała oddech. Oropher patrzył na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
- Ale co już?
- RODZĘ IDIOTO!!!
- PILNUJCIE BY TU NIE WSZEDŁ!!!- krzyczała do elfów trzymających Orophera jak bandyne. Potem rozległ się tylko krzyk. Elfy stali pod namiotem.
- Oro, ona robi to dla twojego dobra.- Pocieszał go jeden z elfów.
- Ale dlaczego ja tam nie mogę być?- Król gapił się tępo w wejście namiotu.
- Oddychaj. Zaraz się skończy.- Mówili łagodnie.
-Ona tu rodzi a nie ja!
-Urodziło się!- Wykrzykneła jedna z elfek.
-Co?!- Spytał zidziwiony jeden z elfów.
- Dziecko, matole!- Ochrzanił go drugi. Oropeher zerwał się i już go nie było. Cicho wszedł do namiotu. Uśmiechnął się widzą dwie najważniejsze osoby w jego życiu. Kikoria była blada, ale za to szczęśliwa. Trzymała w objęciach maleńką istotkę, tuliła się do niego jakby było talizmanem, kluczem do największego szczęścia. Podszedł do ich i usiadł obok nich.
- Nasz mały synek.- Powiedziała cicho.- Ma blond włosy tak samo jak moja matka. Jak go nazwiemy?
- Jego dziadkowie są Valarami, więc niech ma na imię Thranduil.
- Czyli, niepokonany. Patrz otwiera oczka.- Istotka uniosła powieki a jej rodzicom ukazały się piękne oczy barwy lodu.
- Ty łobuźe, miałeś do nas dołączyć za tydzień. Warunki byłyby bardziejkonfortowe.
- Nie wolałabym rodzić w Ereborze.- Mrukneła.
Kikoria spacerowała z Thranduilem na rękach nie daleko obozu. Za chwilę mieli wyruszać w dalszą drogę do Mrocznej Puszczy. Jej kochany synek tak bardzo przypowinał jej rodziców. Blond włosy po matce i lodowate oczy po ojcu. Nie chciała opuszczać Amanu zanim nie poznała Orophera. Wyruszał z innymi elfami stworzyć nową rasę elfów.
Miała wracać do męża kiedy drogę zastąpiły jej orki.
- Córka Valarów oraz ich wnuk nasz Pan będzie zadowolony.- wychraczał jeden. Elfka przeraziła się ale nie dawała mi tego po sobie poznać.
- Zostawcie moje dziecko w spokoju!- krzykneła. Ork rzucił się na nią ale ta ruchem ręki odepchneła go. Zauważyły to inne elfy dobyły broni i ruszylil królowej na ratunek. Ta wykorzystała chwilę nie uwagi i pobiegła w stronę rzeki. Orki ruszyły za nią. Biegła ile sił w nogach. Sauron, poluje na nią i na Thranduila. Nie pozwoli skrzywdzić swojego synka. Nagle za skały wyskoczył ork, Kikoria nie zdążyła zaragować i stwór wbił nuż w jej bok. Elfka krzykneła, Thranduil zaczął płakać.
- Pan będzie szczęśliwy kiedy przyniosę mu głowę tego bachora.
- Nigdy!- Skoczyła do rzeki. Prąd niósł ich prosto do wodospadu. Królowa przytuliła mocnej synka do siebie. Kiedy oboje spadali słyszałatylko wwrzask męża.
Szukł ich od doprych paru minut, w końcu znalazł.Leżała na brzegu za małym zawiniątkiem w objęciach. Podbiegł do niej. Położył jej głowę na kolanach. Z trudem otworzyła oczy. Uśmiechneła się lekko.
- Przepraszam...
- Nie to moja wina gdybym tam był z tobą...
- Ciii... Zaopiekuj się nim... Nie chciałam żeby tak wyszło...
- Będziesz żyć...
- Dla mnie już nie ma ratunku... będę czekać... znowu będziemy leżeć na łąkach tak jak kiedyś...
- Kocham cię, moja kochana
- Ja też cię kocham Oro...- Potem zapadła cisza. Po policzkach króla zaczeły płynąć gorzkie łzy. Wziął maleńkiego synka na ręcę oraz ukochaną.
Od tego dnia nienawiść do orków i krasnoludów wzrosła podwujnie. Za to że odebrano mu żonę, Thranduil stał się najczeniejszą osobą w jego życiu.
Ta... dwa miesiące. Miałam się poprawić... Już listopad a ja mam z geografi dwóję na końec pół rocza jak na razie...ale w końcu jest z małym bonusem... Do tego jeszcze mam przyrzeczenie harcerskie w grudniu i urwanie głowy. Dziękuje wszystkim którzy komętowali ostatni post w ogóle wszystkim. Wchodzę na Wasze blogi i jestem nimi bardzo zachwycona. Przepraszam kolejny raz. Więc do zobaczenia do następnego postu.
wtorek, 1 września 2015
Rozdział 10
O matko!!! Jestem na siebie zła jak nigdy dotąd, kazałam Wam tyle czekać. Nigdy sobie tego nie wybacze. >:(
Był późny wieczór, słońce chowało się za horyząt. Niebo przyprało barwę czerwieni i fioletu. Wiał ciepły lekki wietrzyk, który wprawiał w ruch zielone liscie na drzewach. W lesie prawie wszystkie zwierzęta pochowały się w swoich domkach by za chwilę zasnąć. Na ścierzce nie było żadnej żywej duszy, no oprucz trzech osób.
- Twoja mama by mnie zbiła za to że o tej porze wyciągama was do lasu.- mruknął Thranduil. Król i książę uśmiechneli się jednak na wspomnienie o Liannie. Legolas miał na sobie zieloną długą koszulkę i brązowe spodnie. Tauriel za to niebieską sukienkę w złote gwiazdki. Oboje byli boso.
- Co chceż nam pokazać tato?- Spytał ,,Listek"
- Cierpliwości synu. Poczekajcie na mnie i nigdzie się nie oddalajcie. - Mówiąc to oddalił się trochę.
- Król zawsze zabierał cię na takie nocne eskapady?- spytała elfka. Książe pokręcił głową. Stali chwilę obok siebie w ciszy.- Legolasie, co ja mam dać twojemu tacie na urodziny?
- Ja sam nie wiem co mu dać.- Nagle za drzwe wyłonił się król z pięknym łosiem. Gestem ręki przywował dzieci do siebie. Te podbiegły do niego. Legolas wspioł się ojcu na barana, a Tauriel została podsadzona przez króla na głowę zwierzęcia.
- To jest Maron. Wy jako pierwsi go poznaliście.- Thranduil pogłodził łosia po głowie.
- Więc to jego chciałeś dać mamie?- Król pokiwał głową.
- Bardzo chciała mieć własnego łosia. Kochała te zwierzęta.- Thranduil uśmichnął się.
- Co teraz z nim będzie?- Spytała Tauriel tuląc się do głowy zwierzęcia.
- Zamieszka z Erosem.- odpowiedział.
Elfy wróciły do zamku razem z Maronem. Legolas i Tauriel jechali na grzbiecie łosia, a Thranduil prowadził go. Później zostawili Marona z Erosem. Zwierzaki wyglądały na szczęsiliwe swoją obecnością.
Dwa mniejsze elfy uparły się, że będą spać razem po tyz królem po tym jak księciu znowu przyśnił się głos który odwiedził go w nocy kiedy Lianna odpłyneła do Amanu, a Tauriel przyśnił się ork który zabił jej matkę.
Mijała północ, a Thranduil ani na chwile nie zmróżył oka. Co chwilę zdejmował nogi i ręce z twarzy. Tej nocy elfy miały bardzo kapryśnął sen. Ciągle się wierciły, uderzały, kopały i nawet drapały.
- Valarovie zlitujcie się nademną.- błagał po kolejnym kopniakiem w żebra od syna. Zpojrzał na elfy śpiące obok niego. Zamknął oczy, od ładnych paru minut nie został kopnięty lub podrapany. Już miał zasypiać, kiedy poczuł ogromny ból pomiędy nogami. Zakrył dłonimi usta pragnąc nie wrzasnąć z bólu. Z oka wypłyneła mu samotna łza. Podniusł lekko głowę i zrozumiał, że jego własny syn kopnął go w czułe miejsce.
- Matko, zdradzony przez jedynego syna.- odparł i nie zwracając uwagi na ból zasnął.
Legolas obudził się z nogami na torsie ojca. Przetarł pięściami oczy. Podniósł głowę i zobaczył, że Tauriel leży obok powyginana jakby spadła z siódmego piętra. Kołdra leżała na podłodze a jego ojciec miał na twarzy grymas bólu.
-Tauriel wstawaj!- zaczął potrząsać przyjaciółką. Ona tylko zmieniła swoją dziwnął pozę i normalnie leżała na plecach.
- Coś się dzieje?- spytała nie przytomnie.
- Tata chyba jest zły. Chodzimy do mojego pokoju.- Oboje pobiegli do komnaty Legolasa.
- Jaki jest król jak jest zły?- spytała siadając na łóżku.
- Sam nie wiem. Zły był tylko jak wracał od krasnoludów, ale wtedy starał się nie okazywać przy mnie i przy mamie.- odpowiedział.
Kilka minut potem Thranduil obudził się cały w sińakach i zadrapaniach. Na dodatek wciąż czuł ten okropny ból. Cudem się przebrał. Zoriętował się, że nie ma w pomieszczenia jego syna i podopiecznej. Zapewne poszli do pokoju ksiecia. Poszedł do sypialni syna.
- Zauważyłeś, ze dla mam robienie prezentu jest łatwiejsze?- Zauważyła Tauriel kiedy książe ponownie skreślił nowy pomysł na prezent dla Thranduila.
- No właśnie. Co robiłaś dla swojego taty?
- Ja no... zawsze coś rysowałam. - Odpowiedziała.
- Ja też.- oznajmił.- Ale teraz najlepszy prezent dla niego to naszyjnik mamy...- Do pokoju wszed Thranduil. Tauriel szubko schwała karteke z prpopzycjami na prezent.- Nie jesteś zły.?- Spytał ksiażę z nadzieją w głosie.
- Nie- powiedział zgodnie z prawdą. Mimo, że był pośniczony, podrapany i na dodatek ledwo mógł chodzić, ale nie mógłbyć zły tylko zmęczony.- Bolom mnie tylko niektóre części ciała, ale nie jestem zły. Śniło wam się coś w nocy?- uśmiechnął się lekko.
- Śniło nam się, że oboje bierzemy udział w wielkiej bitwie- opowiadał z zapartym tchem Legolas.- walczyliśmy przeciwko orkom. Tauriel odcinała im głowy. Ja przebijałem je mieczem na wylot. Kopaliśmy, drapaliśmy, aż w końcu wygraliśmy.
- Mogłem się domyślić.- Mruknął. - Chodźcie do jadalni.
Całą trójką piszli na śniadanie.
Rozdział najgorszy jaki może być. Mega spóźniony i na dodatek totalnie bez sensu. Weny brak i w ogóle. Zaniedbałam was okropnie i strasznie strasznie strasznie przepraszam!!!! Nie będe mówić kiedy będą rozdziały, bo i tak będą spuźnione uwieżcie chcę pisać i dodawać części jak najczęściej, ale nie daje rady bo drobne problemy w życiu prywatnym mi na to nie pozwalają, więc jeszcze raz przepraszam, że tyle czekaliście. :'(
Był późny wieczór, słońce chowało się za horyząt. Niebo przyprało barwę czerwieni i fioletu. Wiał ciepły lekki wietrzyk, który wprawiał w ruch zielone liscie na drzewach. W lesie prawie wszystkie zwierzęta pochowały się w swoich domkach by za chwilę zasnąć. Na ścierzce nie było żadnej żywej duszy, no oprucz trzech osób.
- Twoja mama by mnie zbiła za to że o tej porze wyciągama was do lasu.- mruknął Thranduil. Król i książę uśmiechneli się jednak na wspomnienie o Liannie. Legolas miał na sobie zieloną długą koszulkę i brązowe spodnie. Tauriel za to niebieską sukienkę w złote gwiazdki. Oboje byli boso.
- Co chceż nam pokazać tato?- Spytał ,,Listek"
- Cierpliwości synu. Poczekajcie na mnie i nigdzie się nie oddalajcie. - Mówiąc to oddalił się trochę.
- Król zawsze zabierał cię na takie nocne eskapady?- spytała elfka. Książe pokręcił głową. Stali chwilę obok siebie w ciszy.- Legolasie, co ja mam dać twojemu tacie na urodziny?
- Ja sam nie wiem co mu dać.- Nagle za drzwe wyłonił się król z pięknym łosiem. Gestem ręki przywował dzieci do siebie. Te podbiegły do niego. Legolas wspioł się ojcu na barana, a Tauriel została podsadzona przez króla na głowę zwierzęcia.
- To jest Maron. Wy jako pierwsi go poznaliście.- Thranduil pogłodził łosia po głowie.
- Więc to jego chciałeś dać mamie?- Król pokiwał głową.
- Bardzo chciała mieć własnego łosia. Kochała te zwierzęta.- Thranduil uśmichnął się.
- Co teraz z nim będzie?- Spytała Tauriel tuląc się do głowy zwierzęcia.
- Zamieszka z Erosem.- odpowiedział.
Elfy wróciły do zamku razem z Maronem. Legolas i Tauriel jechali na grzbiecie łosia, a Thranduil prowadził go. Później zostawili Marona z Erosem. Zwierzaki wyglądały na szczęsiliwe swoją obecnością.
Dwa mniejsze elfy uparły się, że będą spać razem po tyz królem po tym jak księciu znowu przyśnił się głos który odwiedził go w nocy kiedy Lianna odpłyneła do Amanu, a Tauriel przyśnił się ork który zabił jej matkę.
Mijała północ, a Thranduil ani na chwile nie zmróżył oka. Co chwilę zdejmował nogi i ręce z twarzy. Tej nocy elfy miały bardzo kapryśnął sen. Ciągle się wierciły, uderzały, kopały i nawet drapały.
- Valarovie zlitujcie się nademną.- błagał po kolejnym kopniakiem w żebra od syna. Zpojrzał na elfy śpiące obok niego. Zamknął oczy, od ładnych paru minut nie został kopnięty lub podrapany. Już miał zasypiać, kiedy poczuł ogromny ból pomiędy nogami. Zakrył dłonimi usta pragnąc nie wrzasnąć z bólu. Z oka wypłyneła mu samotna łza. Podniusł lekko głowę i zrozumiał, że jego własny syn kopnął go w czułe miejsce.
- Matko, zdradzony przez jedynego syna.- odparł i nie zwracając uwagi na ból zasnął.
Legolas obudził się z nogami na torsie ojca. Przetarł pięściami oczy. Podniósł głowę i zobaczył, że Tauriel leży obok powyginana jakby spadła z siódmego piętra. Kołdra leżała na podłodze a jego ojciec miał na twarzy grymas bólu.
-Tauriel wstawaj!- zaczął potrząsać przyjaciółką. Ona tylko zmieniła swoją dziwnął pozę i normalnie leżała na plecach.
- Coś się dzieje?- spytała nie przytomnie.
- Tata chyba jest zły. Chodzimy do mojego pokoju.- Oboje pobiegli do komnaty Legolasa.
- Jaki jest król jak jest zły?- spytała siadając na łóżku.
- Sam nie wiem. Zły był tylko jak wracał od krasnoludów, ale wtedy starał się nie okazywać przy mnie i przy mamie.- odpowiedział.
Kilka minut potem Thranduil obudził się cały w sińakach i zadrapaniach. Na dodatek wciąż czuł ten okropny ból. Cudem się przebrał. Zoriętował się, że nie ma w pomieszczenia jego syna i podopiecznej. Zapewne poszli do pokoju ksiecia. Poszedł do sypialni syna.
- Zauważyłeś, ze dla mam robienie prezentu jest łatwiejsze?- Zauważyła Tauriel kiedy książe ponownie skreślił nowy pomysł na prezent dla Thranduila.
- No właśnie. Co robiłaś dla swojego taty?
- Ja no... zawsze coś rysowałam. - Odpowiedziała.
- Ja też.- oznajmił.- Ale teraz najlepszy prezent dla niego to naszyjnik mamy...- Do pokoju wszed Thranduil. Tauriel szubko schwała karteke z prpopzycjami na prezent.- Nie jesteś zły.?- Spytał ksiażę z nadzieją w głosie.
- Nie- powiedział zgodnie z prawdą. Mimo, że był pośniczony, podrapany i na dodatek ledwo mógł chodzić, ale nie mógłbyć zły tylko zmęczony.- Bolom mnie tylko niektóre części ciała, ale nie jestem zły. Śniło wam się coś w nocy?- uśmiechnął się lekko.
- Śniło nam się, że oboje bierzemy udział w wielkiej bitwie- opowiadał z zapartym tchem Legolas.- walczyliśmy przeciwko orkom. Tauriel odcinała im głowy. Ja przebijałem je mieczem na wylot. Kopaliśmy, drapaliśmy, aż w końcu wygraliśmy.
- Mogłem się domyślić.- Mruknął. - Chodźcie do jadalni.
Całą trójką piszli na śniadanie.
Rozdział najgorszy jaki może być. Mega spóźniony i na dodatek totalnie bez sensu. Weny brak i w ogóle. Zaniedbałam was okropnie i strasznie strasznie strasznie przepraszam!!!! Nie będe mówić kiedy będą rozdziały, bo i tak będą spuźnione uwieżcie chcę pisać i dodawać części jak najczęściej, ale nie daje rady bo drobne problemy w życiu prywatnym mi na to nie pozwalają, więc jeszcze raz przepraszam, że tyle czekaliście. :'(
Subskrybuj:
Posty (Atom)