- Na Valarów-!Mruknęła Tauriel stojąc pod drzwiami Legolasa.- Legolas!!!Wyłaź w tej chwili.- Wrzasneła.
- Nie!!!- Odwrzasnął książę. - Wyglądam jak pajac!!!
Tauriel westchneła. - Wyglądasz tak jak na codzień.
- Dzięki, wiesz!
Elfka zacisneła pięści. Zna Legolasa od kilku miesięcy, a dopiero teraz przekonała się jak bardzo potrafi być wkurzający.
Przebiegła przez cały korytarz, skoczyła na parapet. Złapała się bluszczu i zaczęla się wspinać. Jej długa suknia wcale nie ułatwiała jej tego zadania, ale przecież jest leśnym elfem. Ona daradę się wspiąc na każdą roślinę i jakaś kiecka jej w tym nie przeszkadzi.
- Wyłaś! No już!- Wypchneła księcia z pokoju. Następnie zatrzasneła drzwi.- Idziemy z twoim ojcem by podarować mu prezent, a następnie na przyjęcie. Chcesz zepsuć wszystko z powodu ubioru?!
Legolas stał przed elfka z rękami skrzyrzowanymi na piersi.
- No nie.- Mruknął i ruszył w kierunku schodów. Tauriel wywróciła oczami, kiedy on się tak zaczą foszyć?
- Poza tym będzie także Lord Elrond z dziećmi. Na pewno będą wyglądać gorzej od ciebie.- Legolas rzucił jej mordercze spojrzenie.- Znaczy. Nie chodzi o to, że wyglądasz głupio.- Zaczęła się jąkać. Kiedy byli już prawie na dziedzincu Legolas zatrzymał się i odezwał pierwszy raz od kilku minut.
- Nie chcę być przy tym jak tata będzie oglądać prezent..
Tauriel opadły ręce, ale widząc minę przyjaciela przytiliła go.- Przecież widzisz ją codziennie.
- Ale to bryła!
- Moża wiedzieć dlaczego mnie tu wyciągneliście?- Zapytał Thranduil. Stał na dziedzincu dobre dziesięć minut, a dlaczego? Bo Legolas wygląda jak pajac.
- Niespodzianka chodź za nami.- Uwaga! Nagła zmiana nastroju. Legolas pociągnął ojca za rękę i pociągnął go w kierunku lasu. Tauriel przyglądała się temu wszystkiemu z wielkimi oczami. Pierwsze nie chce iść, a teraz? No i zrozum tu księcia. Pobiegła za nimi. Oby ten Lego niczego nie zepsuł. Błagała w myślach.
- Nie mam teraz czasu na wasze wygłupy. Elrond przyjedzie za kilka minut.
- Już bisko tato. - Listek pociągnął króla tak mocno, że prawie wpadli do błota. Za chwilę na prawdę będziesz wyglądać jak pajac. Zaśmiała się w myślach Tauriel, obserwując tą całą kamedie na chwilę zapomniała o stresie jaki będzie przezywać gdy będzie musiała poznać Lorda Elronda i jego dzieci. Kiedy poznała Legolas myślała, że jest zwykłym elfem. Mimo że tego nie okazywała denerwowała się nawet kiedy stała przed Thranduilem.
- Już nie daleko. - Z zamysłu wyrwał ją głos Legolasa który zamiast prowadzić króla ścieżką to ciągnął go przed największe krzaczory. Ten kombinotor chce za wszelką cenę opóźnić dostarczenie prezentu, by zniecierpliwiony król postanowi wrócić do pałacu, by powitać gości. O nie, nie dopuści do tego.
- Panie! Chodźmy tędy. Będzie szybciej! - Chwyciła Thranduila za drugą rękę i pociągła go w stronę ścieżki .
- Skoro tak mówisz, Tauriel. - Rzucił Legolasowi karcące spojrzenie. Książę za to posłał elfce spojrzenie typu ,, Dlaczego? ". Ta za to posłała mu nieme przeprosiny.
- Jesteśmy! - Oznajmiła Tauriel stając przed prześcierdałem zakrywające wielkie coś.
- Wszystkiego najlepszego! - Krzykneły elfy. Thranduil ściągnął prześcieradło. Przed królem stał ponad trzy metrowy pomnik Lianny. Całość była wykonana z kamienia, królowa patrzyła na nich wielkimi niebieskimi oczami. Elfka zobaczyła na policzkach przyjaciela łzy. Zrozumiała. Ta Lianna była bardziej realistyczna niż ta na obrazie.
Thranduilowi także łzy się zakręciły w oczach. Teraz już wie gdzie będzie spędzał noce.
Kiedy król przyglądał się pomnikowi zmarłej żony Tauriel złapała księcia za rękę.
- Przepraszam.- Szepnęła. Legolas tylko uśmiechnął się smutno.
- Nie szkodzi.
Stali tam jeszcze kilka minut. Potem wrócili do pałacu.
- Witaj drogi przyjacielu! - Elrond zeskoczył z konia i od razu zamknął Thranduila w żelaznym uścisku. Za władcą Rivendell jechały także jego dzieci. Bliźniaki Elladar i Elhoir oraz piękna Arwena. Tauriel miała rację stroje braci wyglądały jeszcze bardziej komicznie niż ubranie Legolasa. Cała trójka z siadła z wierzchowców i pobiegła w stronę Legolasa. Tauriel odsuneła się do kąta. Elladar podniósł księcia i zaczął go podrzucać. Elfy śmiały się w niebo głosy.
- Ale się stęskniliśmy! - Elhoir wziął od brata księcia i przycisnął go do siebie.
- Udusisz go!- Zaśmiała się Arwena. Elf postawił przyjaciela z powrotem na ziemi.
- Muszę wam kogoś przedstawić. - Oznajmił, a Tauriel serce mocniej zabiło gdy zobaczyła jak Legolas prowadzi elfy w jej stronę.- To moja przyjaciółka Tauriel.
- Całuje rączki.- Elhoir ują jej dłoń i pocałował. Elfka zarumieniła się.
- Ty ty ty! Nie przystawiaj się do ukochanej Legusia! - Zażartował Elladar. Arwena wywróciła oczami.
- Wybacz za moich tępych braci. - Uśmiechnęła się do koleżanki , a ona to odwzajemniła.
- No babki my tu gadu gadu, a kolacja studnie!- Wtrącił się Elhoir.- Ruszajmy na podbój jedzenia bracie! - I już ich nie było.
- Jak krasnoludy. - Mruknęła Arwena.
Wstęp
Hejka, witam bardzo serdecznie na moim blogu. W tej historii mam zamiar umieść historię pewnego elfa z dzieł J.R.R. Tolkiena, mam na myśli Legolasa. Opisze każdą chwilę z jego życia od dnia narodzin do odpłynięcia do Amanu, więc myślę, że ten blog spodoba się wszystkim jego fanom. Zapraszam!
niedziela, 27 grudnia 2015
środa, 16 grudnia 2015
Nie zawieszam!!!
Blog nie będzie zawieszony. Post ukaże się może przed świętami, do tego czasu zapraszam na drugiego bloga, gdzie znajdziecie więcej wyjaśnień.. Przepraszam Was za to wszystko.
A oto link do drugiego opowiadania:http://julakane.blogspot.com/2015/12/witajcie.html
A oto link do drugiego opowiadania:http://julakane.blogspot.com/2015/12/witajcie.html
środa, 4 listopada 2015
Rozdział 11
Thranduil leżał na polanie w samym środku lasu. Tylko on znał drogę do tego miejsca, było jego małą tajemnicą. Myślał nad tym o czym wczoraj opowiedział mu ojciec. Przedwczoraj kończył dwieście lat. Oropher powiedział, że następnego dnia będą mósieli poważnie porozmawiać.
- O co chodzi, tato?- spytał wchodząc do sali tronowej gdzie czekał na niego ojciec.
- Usiąć.- Król wskazał na krzesło stojące pod ścianą. Thranduil zmartwił się. Zwykle ojciec każe mu usiąść tam gdy coś naskrobie albo chcę go na coś przygotować. - Pamiętasz jak kiedyś pytałeś się co się stało z twoją matką?- spytał kiedy książę już usiadł.
- No... tak.- Król westchnął głośno i pomasował skronie.
- Doszedłem do wniosku, że jesteś w takim wieku, że powinieneś to pojąć.- Woźął syna na ręce, a sam usiadł na krzesile sadzając elfa na kolanach. Dla niego ten wątek także stanowił wielki ból.
Mała gromadka elfów wracała do swojego królestwa z wizyty u krasnoludów z Erebor. Na czele na wielkim łosiu jechał młody srebno włosy elf wraz z piękną srebnowłosą elfką. Kobieta gładziła dłonią sporych rozmiarów brzuch. Na jej twarzy błąkał się piękny uśmiech. Bez słowa wzieła rękę mężczyzny. Ten póścił uzdę i położył ją na jej brzuchu. Uśmiechnął się szeroko.
- Kopie.- powiedział.
- Naszemu synkowi już się nudzi. - oparła głowę o jego ramię.
- Skąd wiesz, że to będzie chłopiec?
- Zdaj się na mój instykt macieżyniski.
- Panie, zaczyna się ściemniać. Do Mrocznej Puszczy zostało nam ponad połowa drogi.- Oznajmił elf jadący na koniu obok króla.
- Każ rozbić obóz. Przenocujemy tutaj, z samego rana wyruszamy w dalszą drogę.- Elf skinął głową.
Oropher i jego żołnierze skończyli właśnie omawiać zmiany warty. Oropher właśnie miał zamiar sprawdzić jak idzie rostawianie namiotów dla niego i jego żony, żołnierzy oraz dla dam dworu które pojechały by opoiekować się ciężarną królową. Obracają się przeżył największy koszmar życia. Jego piękna Kikoria która za tydzień ma rodzić idzie sobie do niego jakby nigdy nic. W jednej chwili już był przy niej i wziął na ręcę.
- Oro, co ty robisz?!- krzykneła
- Co ty robisz? Za tydzień masz rodzić, a ty się przemęczasz!-
- Oro postaw mnie na ziemi!- rozkazała, on nie chętnie to uczynił.- Bardziej męczyłam się w tym tunelach Ereboru.
- Wybacz mi...
- To nie twoja wina, że ubzdurały sobie, że mamy przyjechać oboje.
- Tak, ale..- Kikoria ścisneła mu rękę z całej siły.
- Oro... to... chyba... już...- z trudem łapała oddech. Oropher patrzył na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
- Ale co już?
- RODZĘ IDIOTO!!!
- PILNUJCIE BY TU NIE WSZEDŁ!!!- krzyczała do elfów trzymających Orophera jak bandyne. Potem rozległ się tylko krzyk. Elfy stali pod namiotem.
- Oro, ona robi to dla twojego dobra.- Pocieszał go jeden z elfów.
- Ale dlaczego ja tam nie mogę być?- Król gapił się tępo w wejście namiotu.
- Oddychaj. Zaraz się skończy.- Mówili łagodnie.
-Ona tu rodzi a nie ja!
-Urodziło się!- Wykrzykneła jedna z elfek.
-Co?!- Spytał zidziwiony jeden z elfów.
- Dziecko, matole!- Ochrzanił go drugi. Oropeher zerwał się i już go nie było. Cicho wszedł do namiotu. Uśmiechnął się widzą dwie najważniejsze osoby w jego życiu. Kikoria była blada, ale za to szczęśliwa. Trzymała w objęciach maleńką istotkę, tuliła się do niego jakby było talizmanem, kluczem do największego szczęścia. Podszedł do ich i usiadł obok nich.
- Nasz mały synek.- Powiedziała cicho.- Ma blond włosy tak samo jak moja matka. Jak go nazwiemy?
- Jego dziadkowie są Valarami, więc niech ma na imię Thranduil.
- Czyli, niepokonany. Patrz otwiera oczka.- Istotka uniosła powieki a jej rodzicom ukazały się piękne oczy barwy lodu.
- Ty łobuźe, miałeś do nas dołączyć za tydzień. Warunki byłyby bardziejkonfortowe.
- Nie wolałabym rodzić w Ereborze.- Mrukneła.
Kikoria spacerowała z Thranduilem na rękach nie daleko obozu. Za chwilę mieli wyruszać w dalszą drogę do Mrocznej Puszczy. Jej kochany synek tak bardzo przypowinał jej rodziców. Blond włosy po matce i lodowate oczy po ojcu. Nie chciała opuszczać Amanu zanim nie poznała Orophera. Wyruszał z innymi elfami stworzyć nową rasę elfów.
Miała wracać do męża kiedy drogę zastąpiły jej orki.
- Córka Valarów oraz ich wnuk nasz Pan będzie zadowolony.- wychraczał jeden. Elfka przeraziła się ale nie dawała mi tego po sobie poznać.
- Zostawcie moje dziecko w spokoju!- krzykneła. Ork rzucił się na nią ale ta ruchem ręki odepchneła go. Zauważyły to inne elfy dobyły broni i ruszylil królowej na ratunek. Ta wykorzystała chwilę nie uwagi i pobiegła w stronę rzeki. Orki ruszyły za nią. Biegła ile sił w nogach. Sauron, poluje na nią i na Thranduila. Nie pozwoli skrzywdzić swojego synka. Nagle za skały wyskoczył ork, Kikoria nie zdążyła zaragować i stwór wbił nuż w jej bok. Elfka krzykneła, Thranduil zaczął płakać.
- Pan będzie szczęśliwy kiedy przyniosę mu głowę tego bachora.
- Nigdy!- Skoczyła do rzeki. Prąd niósł ich prosto do wodospadu. Królowa przytuliła mocnej synka do siebie. Kiedy oboje spadali słyszałatylko wwrzask męża.
Szukł ich od doprych paru minut, w końcu znalazł.Leżała na brzegu za małym zawiniątkiem w objęciach. Podbiegł do niej. Położył jej głowę na kolanach. Z trudem otworzyła oczy. Uśmiechneła się lekko.
- Przepraszam...
- Nie to moja wina gdybym tam był z tobą...
- Ciii... Zaopiekuj się nim... Nie chciałam żeby tak wyszło...
- Będziesz żyć...
- Dla mnie już nie ma ratunku... będę czekać... znowu będziemy leżeć na łąkach tak jak kiedyś...
- Kocham cię, moja kochana
- Ja też cię kocham Oro...- Potem zapadła cisza. Po policzkach króla zaczeły płynąć gorzkie łzy. Wziął maleńkiego synka na ręcę oraz ukochaną.
Od tego dnia nienawiść do orków i krasnoludów wzrosła podwujnie. Za to że odebrano mu żonę, Thranduil stał się najczeniejszą osobą w jego życiu.
Ta... dwa miesiące. Miałam się poprawić... Już listopad a ja mam z geografi dwóję na końec pół rocza jak na razie...ale w końcu jest z małym bonusem... Do tego jeszcze mam przyrzeczenie harcerskie w grudniu i urwanie głowy. Dziękuje wszystkim którzy komętowali ostatni post w ogóle wszystkim. Wchodzę na Wasze blogi i jestem nimi bardzo zachwycona. Przepraszam kolejny raz. Więc do zobaczenia do następnego postu.
- O co chodzi, tato?- spytał wchodząc do sali tronowej gdzie czekał na niego ojciec.
- Usiąć.- Król wskazał na krzesło stojące pod ścianą. Thranduil zmartwił się. Zwykle ojciec każe mu usiąść tam gdy coś naskrobie albo chcę go na coś przygotować. - Pamiętasz jak kiedyś pytałeś się co się stało z twoją matką?- spytał kiedy książę już usiadł.
- No... tak.- Król westchnął głośno i pomasował skronie.
- Doszedłem do wniosku, że jesteś w takim wieku, że powinieneś to pojąć.- Woźął syna na ręce, a sam usiadł na krzesile sadzając elfa na kolanach. Dla niego ten wątek także stanowił wielki ból.
Mała gromadka elfów wracała do swojego królestwa z wizyty u krasnoludów z Erebor. Na czele na wielkim łosiu jechał młody srebno włosy elf wraz z piękną srebnowłosą elfką. Kobieta gładziła dłonią sporych rozmiarów brzuch. Na jej twarzy błąkał się piękny uśmiech. Bez słowa wzieła rękę mężczyzny. Ten póścił uzdę i położył ją na jej brzuchu. Uśmiechnął się szeroko.
- Kopie.- powiedział.
- Naszemu synkowi już się nudzi. - oparła głowę o jego ramię.
- Skąd wiesz, że to będzie chłopiec?
- Zdaj się na mój instykt macieżyniski.
- Panie, zaczyna się ściemniać. Do Mrocznej Puszczy zostało nam ponad połowa drogi.- Oznajmił elf jadący na koniu obok króla.
- Każ rozbić obóz. Przenocujemy tutaj, z samego rana wyruszamy w dalszą drogę.- Elf skinął głową.
Oropher i jego żołnierze skończyli właśnie omawiać zmiany warty. Oropher właśnie miał zamiar sprawdzić jak idzie rostawianie namiotów dla niego i jego żony, żołnierzy oraz dla dam dworu które pojechały by opoiekować się ciężarną królową. Obracają się przeżył największy koszmar życia. Jego piękna Kikoria która za tydzień ma rodzić idzie sobie do niego jakby nigdy nic. W jednej chwili już był przy niej i wziął na ręcę.
- Oro, co ty robisz?!- krzykneła
- Co ty robisz? Za tydzień masz rodzić, a ty się przemęczasz!-
- Oro postaw mnie na ziemi!- rozkazała, on nie chętnie to uczynił.- Bardziej męczyłam się w tym tunelach Ereboru.
- Wybacz mi...
- To nie twoja wina, że ubzdurały sobie, że mamy przyjechać oboje.
- Tak, ale..- Kikoria ścisneła mu rękę z całej siły.
- Oro... to... chyba... już...- z trudem łapała oddech. Oropher patrzył na nią jakby widział ją pierwszy raz w życiu.
- Ale co już?
- RODZĘ IDIOTO!!!
- PILNUJCIE BY TU NIE WSZEDŁ!!!- krzyczała do elfów trzymających Orophera jak bandyne. Potem rozległ się tylko krzyk. Elfy stali pod namiotem.
- Oro, ona robi to dla twojego dobra.- Pocieszał go jeden z elfów.
- Ale dlaczego ja tam nie mogę być?- Król gapił się tępo w wejście namiotu.
- Oddychaj. Zaraz się skończy.- Mówili łagodnie.
-Ona tu rodzi a nie ja!
-Urodziło się!- Wykrzykneła jedna z elfek.
-Co?!- Spytał zidziwiony jeden z elfów.
- Dziecko, matole!- Ochrzanił go drugi. Oropeher zerwał się i już go nie było. Cicho wszedł do namiotu. Uśmiechnął się widzą dwie najważniejsze osoby w jego życiu. Kikoria była blada, ale za to szczęśliwa. Trzymała w objęciach maleńką istotkę, tuliła się do niego jakby było talizmanem, kluczem do największego szczęścia. Podszedł do ich i usiadł obok nich.
- Nasz mały synek.- Powiedziała cicho.- Ma blond włosy tak samo jak moja matka. Jak go nazwiemy?
- Jego dziadkowie są Valarami, więc niech ma na imię Thranduil.
- Czyli, niepokonany. Patrz otwiera oczka.- Istotka uniosła powieki a jej rodzicom ukazały się piękne oczy barwy lodu.
- Ty łobuźe, miałeś do nas dołączyć za tydzień. Warunki byłyby bardziejkonfortowe.
- Nie wolałabym rodzić w Ereborze.- Mrukneła.
Kikoria spacerowała z Thranduilem na rękach nie daleko obozu. Za chwilę mieli wyruszać w dalszą drogę do Mrocznej Puszczy. Jej kochany synek tak bardzo przypowinał jej rodziców. Blond włosy po matce i lodowate oczy po ojcu. Nie chciała opuszczać Amanu zanim nie poznała Orophera. Wyruszał z innymi elfami stworzyć nową rasę elfów.
Miała wracać do męża kiedy drogę zastąpiły jej orki.
- Córka Valarów oraz ich wnuk nasz Pan będzie zadowolony.- wychraczał jeden. Elfka przeraziła się ale nie dawała mi tego po sobie poznać.
- Zostawcie moje dziecko w spokoju!- krzykneła. Ork rzucił się na nią ale ta ruchem ręki odepchneła go. Zauważyły to inne elfy dobyły broni i ruszylil królowej na ratunek. Ta wykorzystała chwilę nie uwagi i pobiegła w stronę rzeki. Orki ruszyły za nią. Biegła ile sił w nogach. Sauron, poluje na nią i na Thranduila. Nie pozwoli skrzywdzić swojego synka. Nagle za skały wyskoczył ork, Kikoria nie zdążyła zaragować i stwór wbił nuż w jej bok. Elfka krzykneła, Thranduil zaczął płakać.
- Pan będzie szczęśliwy kiedy przyniosę mu głowę tego bachora.
- Nigdy!- Skoczyła do rzeki. Prąd niósł ich prosto do wodospadu. Królowa przytuliła mocnej synka do siebie. Kiedy oboje spadali słyszałatylko wwrzask męża.
Szukł ich od doprych paru minut, w końcu znalazł.Leżała na brzegu za małym zawiniątkiem w objęciach. Podbiegł do niej. Położył jej głowę na kolanach. Z trudem otworzyła oczy. Uśmiechneła się lekko.
- Przepraszam...
- Nie to moja wina gdybym tam był z tobą...
- Ciii... Zaopiekuj się nim... Nie chciałam żeby tak wyszło...
- Będziesz żyć...
- Dla mnie już nie ma ratunku... będę czekać... znowu będziemy leżeć na łąkach tak jak kiedyś...
- Kocham cię, moja kochana
- Ja też cię kocham Oro...- Potem zapadła cisza. Po policzkach króla zaczeły płynąć gorzkie łzy. Wziął maleńkiego synka na ręcę oraz ukochaną.
Od tego dnia nienawiść do orków i krasnoludów wzrosła podwujnie. Za to że odebrano mu żonę, Thranduil stał się najczeniejszą osobą w jego życiu.
Ta... dwa miesiące. Miałam się poprawić... Już listopad a ja mam z geografi dwóję na końec pół rocza jak na razie...ale w końcu jest z małym bonusem... Do tego jeszcze mam przyrzeczenie harcerskie w grudniu i urwanie głowy. Dziękuje wszystkim którzy komętowali ostatni post w ogóle wszystkim. Wchodzę na Wasze blogi i jestem nimi bardzo zachwycona. Przepraszam kolejny raz. Więc do zobaczenia do następnego postu.
wtorek, 1 września 2015
Rozdział 10
O matko!!! Jestem na siebie zła jak nigdy dotąd, kazałam Wam tyle czekać. Nigdy sobie tego nie wybacze. >:(
Był późny wieczór, słońce chowało się za horyząt. Niebo przyprało barwę czerwieni i fioletu. Wiał ciepły lekki wietrzyk, który wprawiał w ruch zielone liscie na drzewach. W lesie prawie wszystkie zwierzęta pochowały się w swoich domkach by za chwilę zasnąć. Na ścierzce nie było żadnej żywej duszy, no oprucz trzech osób.
- Twoja mama by mnie zbiła za to że o tej porze wyciągama was do lasu.- mruknął Thranduil. Król i książę uśmiechneli się jednak na wspomnienie o Liannie. Legolas miał na sobie zieloną długą koszulkę i brązowe spodnie. Tauriel za to niebieską sukienkę w złote gwiazdki. Oboje byli boso.
- Co chceż nam pokazać tato?- Spytał ,,Listek"
- Cierpliwości synu. Poczekajcie na mnie i nigdzie się nie oddalajcie. - Mówiąc to oddalił się trochę.
- Król zawsze zabierał cię na takie nocne eskapady?- spytała elfka. Książe pokręcił głową. Stali chwilę obok siebie w ciszy.- Legolasie, co ja mam dać twojemu tacie na urodziny?
- Ja sam nie wiem co mu dać.- Nagle za drzwe wyłonił się król z pięknym łosiem. Gestem ręki przywował dzieci do siebie. Te podbiegły do niego. Legolas wspioł się ojcu na barana, a Tauriel została podsadzona przez króla na głowę zwierzęcia.
- To jest Maron. Wy jako pierwsi go poznaliście.- Thranduil pogłodził łosia po głowie.
- Więc to jego chciałeś dać mamie?- Król pokiwał głową.
- Bardzo chciała mieć własnego łosia. Kochała te zwierzęta.- Thranduil uśmichnął się.
- Co teraz z nim będzie?- Spytała Tauriel tuląc się do głowy zwierzęcia.
- Zamieszka z Erosem.- odpowiedział.
Elfy wróciły do zamku razem z Maronem. Legolas i Tauriel jechali na grzbiecie łosia, a Thranduil prowadził go. Później zostawili Marona z Erosem. Zwierzaki wyglądały na szczęsiliwe swoją obecnością.
Dwa mniejsze elfy uparły się, że będą spać razem po tyz królem po tym jak księciu znowu przyśnił się głos który odwiedził go w nocy kiedy Lianna odpłyneła do Amanu, a Tauriel przyśnił się ork który zabił jej matkę.
Mijała północ, a Thranduil ani na chwile nie zmróżył oka. Co chwilę zdejmował nogi i ręce z twarzy. Tej nocy elfy miały bardzo kapryśnął sen. Ciągle się wierciły, uderzały, kopały i nawet drapały.
- Valarovie zlitujcie się nademną.- błagał po kolejnym kopniakiem w żebra od syna. Zpojrzał na elfy śpiące obok niego. Zamknął oczy, od ładnych paru minut nie został kopnięty lub podrapany. Już miał zasypiać, kiedy poczuł ogromny ból pomiędy nogami. Zakrył dłonimi usta pragnąc nie wrzasnąć z bólu. Z oka wypłyneła mu samotna łza. Podniusł lekko głowę i zrozumiał, że jego własny syn kopnął go w czułe miejsce.
- Matko, zdradzony przez jedynego syna.- odparł i nie zwracając uwagi na ból zasnął.
Legolas obudził się z nogami na torsie ojca. Przetarł pięściami oczy. Podniósł głowę i zobaczył, że Tauriel leży obok powyginana jakby spadła z siódmego piętra. Kołdra leżała na podłodze a jego ojciec miał na twarzy grymas bólu.
-Tauriel wstawaj!- zaczął potrząsać przyjaciółką. Ona tylko zmieniła swoją dziwnął pozę i normalnie leżała na plecach.
- Coś się dzieje?- spytała nie przytomnie.
- Tata chyba jest zły. Chodzimy do mojego pokoju.- Oboje pobiegli do komnaty Legolasa.
- Jaki jest król jak jest zły?- spytała siadając na łóżku.
- Sam nie wiem. Zły był tylko jak wracał od krasnoludów, ale wtedy starał się nie okazywać przy mnie i przy mamie.- odpowiedział.
Kilka minut potem Thranduil obudził się cały w sińakach i zadrapaniach. Na dodatek wciąż czuł ten okropny ból. Cudem się przebrał. Zoriętował się, że nie ma w pomieszczenia jego syna i podopiecznej. Zapewne poszli do pokoju ksiecia. Poszedł do sypialni syna.
- Zauważyłeś, ze dla mam robienie prezentu jest łatwiejsze?- Zauważyła Tauriel kiedy książe ponownie skreślił nowy pomysł na prezent dla Thranduila.
- No właśnie. Co robiłaś dla swojego taty?
- Ja no... zawsze coś rysowałam. - Odpowiedziała.
- Ja też.- oznajmił.- Ale teraz najlepszy prezent dla niego to naszyjnik mamy...- Do pokoju wszed Thranduil. Tauriel szubko schwała karteke z prpopzycjami na prezent.- Nie jesteś zły.?- Spytał ksiażę z nadzieją w głosie.
- Nie- powiedział zgodnie z prawdą. Mimo, że był pośniczony, podrapany i na dodatek ledwo mógł chodzić, ale nie mógłbyć zły tylko zmęczony.- Bolom mnie tylko niektóre części ciała, ale nie jestem zły. Śniło wam się coś w nocy?- uśmiechnął się lekko.
- Śniło nam się, że oboje bierzemy udział w wielkiej bitwie- opowiadał z zapartym tchem Legolas.- walczyliśmy przeciwko orkom. Tauriel odcinała im głowy. Ja przebijałem je mieczem na wylot. Kopaliśmy, drapaliśmy, aż w końcu wygraliśmy.
- Mogłem się domyślić.- Mruknął. - Chodźcie do jadalni.
Całą trójką piszli na śniadanie.
Rozdział najgorszy jaki może być. Mega spóźniony i na dodatek totalnie bez sensu. Weny brak i w ogóle. Zaniedbałam was okropnie i strasznie strasznie strasznie przepraszam!!!! Nie będe mówić kiedy będą rozdziały, bo i tak będą spuźnione uwieżcie chcę pisać i dodawać części jak najczęściej, ale nie daje rady bo drobne problemy w życiu prywatnym mi na to nie pozwalają, więc jeszcze raz przepraszam, że tyle czekaliście. :'(
Był późny wieczór, słońce chowało się za horyząt. Niebo przyprało barwę czerwieni i fioletu. Wiał ciepły lekki wietrzyk, który wprawiał w ruch zielone liscie na drzewach. W lesie prawie wszystkie zwierzęta pochowały się w swoich domkach by za chwilę zasnąć. Na ścierzce nie było żadnej żywej duszy, no oprucz trzech osób.
- Twoja mama by mnie zbiła za to że o tej porze wyciągama was do lasu.- mruknął Thranduil. Król i książę uśmiechneli się jednak na wspomnienie o Liannie. Legolas miał na sobie zieloną długą koszulkę i brązowe spodnie. Tauriel za to niebieską sukienkę w złote gwiazdki. Oboje byli boso.
- Co chceż nam pokazać tato?- Spytał ,,Listek"
- Cierpliwości synu. Poczekajcie na mnie i nigdzie się nie oddalajcie. - Mówiąc to oddalił się trochę.
- Król zawsze zabierał cię na takie nocne eskapady?- spytała elfka. Książe pokręcił głową. Stali chwilę obok siebie w ciszy.- Legolasie, co ja mam dać twojemu tacie na urodziny?
- Ja sam nie wiem co mu dać.- Nagle za drzwe wyłonił się król z pięknym łosiem. Gestem ręki przywował dzieci do siebie. Te podbiegły do niego. Legolas wspioł się ojcu na barana, a Tauriel została podsadzona przez króla na głowę zwierzęcia.
- To jest Maron. Wy jako pierwsi go poznaliście.- Thranduil pogłodził łosia po głowie.
- Więc to jego chciałeś dać mamie?- Król pokiwał głową.
- Bardzo chciała mieć własnego łosia. Kochała te zwierzęta.- Thranduil uśmichnął się.
- Co teraz z nim będzie?- Spytała Tauriel tuląc się do głowy zwierzęcia.
- Zamieszka z Erosem.- odpowiedział.
Elfy wróciły do zamku razem z Maronem. Legolas i Tauriel jechali na grzbiecie łosia, a Thranduil prowadził go. Później zostawili Marona z Erosem. Zwierzaki wyglądały na szczęsiliwe swoją obecnością.
Dwa mniejsze elfy uparły się, że będą spać razem po tyz królem po tym jak księciu znowu przyśnił się głos który odwiedził go w nocy kiedy Lianna odpłyneła do Amanu, a Tauriel przyśnił się ork który zabił jej matkę.
Mijała północ, a Thranduil ani na chwile nie zmróżył oka. Co chwilę zdejmował nogi i ręce z twarzy. Tej nocy elfy miały bardzo kapryśnął sen. Ciągle się wierciły, uderzały, kopały i nawet drapały.
- Valarovie zlitujcie się nademną.- błagał po kolejnym kopniakiem w żebra od syna. Zpojrzał na elfy śpiące obok niego. Zamknął oczy, od ładnych paru minut nie został kopnięty lub podrapany. Już miał zasypiać, kiedy poczuł ogromny ból pomiędy nogami. Zakrył dłonimi usta pragnąc nie wrzasnąć z bólu. Z oka wypłyneła mu samotna łza. Podniusł lekko głowę i zrozumiał, że jego własny syn kopnął go w czułe miejsce.
- Matko, zdradzony przez jedynego syna.- odparł i nie zwracając uwagi na ból zasnął.
Legolas obudził się z nogami na torsie ojca. Przetarł pięściami oczy. Podniósł głowę i zobaczył, że Tauriel leży obok powyginana jakby spadła z siódmego piętra. Kołdra leżała na podłodze a jego ojciec miał na twarzy grymas bólu.
-Tauriel wstawaj!- zaczął potrząsać przyjaciółką. Ona tylko zmieniła swoją dziwnął pozę i normalnie leżała na plecach.
- Coś się dzieje?- spytała nie przytomnie.
- Tata chyba jest zły. Chodzimy do mojego pokoju.- Oboje pobiegli do komnaty Legolasa.
- Jaki jest król jak jest zły?- spytała siadając na łóżku.
- Sam nie wiem. Zły był tylko jak wracał od krasnoludów, ale wtedy starał się nie okazywać przy mnie i przy mamie.- odpowiedział.
Kilka minut potem Thranduil obudził się cały w sińakach i zadrapaniach. Na dodatek wciąż czuł ten okropny ból. Cudem się przebrał. Zoriętował się, że nie ma w pomieszczenia jego syna i podopiecznej. Zapewne poszli do pokoju ksiecia. Poszedł do sypialni syna.
- Zauważyłeś, ze dla mam robienie prezentu jest łatwiejsze?- Zauważyła Tauriel kiedy książe ponownie skreślił nowy pomysł na prezent dla Thranduila.
- No właśnie. Co robiłaś dla swojego taty?
- Ja no... zawsze coś rysowałam. - Odpowiedziała.
- Ja też.- oznajmił.- Ale teraz najlepszy prezent dla niego to naszyjnik mamy...- Do pokoju wszed Thranduil. Tauriel szubko schwała karteke z prpopzycjami na prezent.- Nie jesteś zły.?- Spytał ksiażę z nadzieją w głosie.
- Nie- powiedział zgodnie z prawdą. Mimo, że był pośniczony, podrapany i na dodatek ledwo mógł chodzić, ale nie mógłbyć zły tylko zmęczony.- Bolom mnie tylko niektóre części ciała, ale nie jestem zły. Śniło wam się coś w nocy?- uśmiechnął się lekko.
- Śniło nam się, że oboje bierzemy udział w wielkiej bitwie- opowiadał z zapartym tchem Legolas.- walczyliśmy przeciwko orkom. Tauriel odcinała im głowy. Ja przebijałem je mieczem na wylot. Kopaliśmy, drapaliśmy, aż w końcu wygraliśmy.
- Mogłem się domyślić.- Mruknął. - Chodźcie do jadalni.
Całą trójką piszli na śniadanie.
Rozdział najgorszy jaki może być. Mega spóźniony i na dodatek totalnie bez sensu. Weny brak i w ogóle. Zaniedbałam was okropnie i strasznie strasznie strasznie przepraszam!!!! Nie będe mówić kiedy będą rozdziały, bo i tak będą spuźnione uwieżcie chcę pisać i dodawać części jak najczęściej, ale nie daje rady bo drobne problemy w życiu prywatnym mi na to nie pozwalają, więc jeszcze raz przepraszam, że tyle czekaliście. :'(
poniedziałek, 27 lipca 2015
Post informacyjny 2
Na początku chciałabym podziękować osobom za miłe słowa raz wam wszystkim. Za to że jesteście i czytacie moje dyrdymały. Naprawdę dziękuję wam.
A teraz troche mniej fajniejsze. Długo nic się nie ukazało ta za sprawą braku weny i wyjazdu na obóz( przepraszam że Was o tym nie powiadomiłam, ale byłam wszysrtkimi przygotowaniami tak zajęta, że nie miałam czasu napisać informacji). No i jeszcze jedna zła nowina przez pierwszy tydzień sierpnia znowu nic się nie ukaże bo jadę na Chorwację, ale obiecuję, że jak przyjadę na bank coś dodam. I to by było na tyle. Pozdrawiam.
PS. Dziękuję jeszcze raz.
PPS. Zauważyliscie,że mamy już trzy tysiące wyświetleń :)
A teraz troche mniej fajniejsze. Długo nic się nie ukazało ta za sprawą braku weny i wyjazdu na obóz( przepraszam że Was o tym nie powiadomiłam, ale byłam wszysrtkimi przygotowaniami tak zajęta, że nie miałam czasu napisać informacji). No i jeszcze jedna zła nowina przez pierwszy tydzień sierpnia znowu nic się nie ukaże bo jadę na Chorwację, ale obiecuję, że jak przyjadę na bank coś dodam. I to by było na tyle. Pozdrawiam.
PS. Dziękuję jeszcze raz.
PPS. Zauważyliscie,że mamy już trzy tysiące wyświetleń :)
czwartek, 9 lipca 2015
Rozdział 9
Rozdział pojawił się nawet szybciej niż myślałam
- Maluchy, wstawać.- Legolas powoli otwierał oczy, Tauriel przekręciła się na drugi bok by zobaczyć kto ich budzi. Król uśmiechał się czule, przez co dzieci szybciej oprzytomniały.
- Co się dzieje?- Legolas przeciągnął się.
- Pewna grupa krasnoludów zwróciła skradzione rzeczy z twojego powozu.- Zwrócił się do elfki. Maluchy wyskoczyły z łóżka i już były na krytarzu. Krótkie blond włosy księcia czasami lubiły mu płatać figle i pomimo małej długości zpadały mu na oczy. Tak też było i tym razem. Legolas wyłożył się na korytarzu i wygłądał jak rozjechana żaba, często słyszał taki tekst od ojca kiedy się wywraca. Tauriel nie wychamowała i z ogromną siłą spadła na, ,listka". Ten tylko jęknął coś w podłogę. Król nie wiedział czy bardziej się przestraszył czy też nie chciało mu się bardziej śmiać, bo co jak co ale ten widok był śmiechu warty.
- Tak się właśnie kończy bieganie z poczochraną głową,. Tauriel Elarchien czeka na ciebie w twojej komnacie, a ty wojowniku do wanny.
- No nie!- Protestował kiedy Thranduil podniósł z niego rudo włosą elfkę. Król wzią ją na barana, a syna wzią na ręce.
Dziewczynka siedziała w białym szlafroku na łóżku i patrzyła jak jej opiekunka przebiera jej sukienki. W końcu wyciągneła przewiewną sukienkę z jasno zielonymi rękawami. Zawineła jej włosy w turban pomogło nadziać szate. Następnie elfka przeniosła się na krzesło przed toaletką. Elarhien zarzuciła ręcznik na plecy Tauriel, a później odwineła ręcznik na głowie. Zaczęła delikatnie rozczesywać mokre włosy.
- Legolas, chyba nie zabardzo lubi się kąpać?- Stwierdziła.
- Cuż kąpiele zaraz po orkach to jego naj bardziej znienawidzona rzecz na świecie.- uśmiechnęła się.
- Legolas wracaj tu natychmiast!- Król biegał za synem po całym pokoju.
- Nie wejde do wanny!- Chłopiec miał jedynie ręcznik na biodrach. Skoczył na łóżko. Król skoczył za nim. Po długiej gonitwie król siłą wsadził go do wanny. Ojciec wtarł mu szampon z bzu we włosy.- Nie ja nie chce!
- Legolasie, zachowujesz się jakby cię torturowali!
- Piana mi leci do oczu!- Skarżył się. Król chlusnął mu wodą w twarz.- Od razu lepiej- Thranduil pokręcił z rozbawieniem głową.
-Głowa mnie boli! Woda jest za gorąca! Teraz za zimna!
- Od dwóch minut jesteś owinięty ręcznikiem, męczeniku!- Legolas rzeczewiście siedział na krzesile, a owinięty w ręcznik wyglądał jak mała kulka. Wygramolił się z ręcznika i ubrał na sibie szlafrok. Już chciał wyjść z łaźeniki, kiedy nagle: - Z mokra głową nigdzie nie wyjdziesz!- Thranduil zaczął mu wycierać włosy zielonkawym ręcznikiem, aż wyglądał jakby z na jego głowie zalęgło się tysiąc myszy i zrobiły sobie tam gniazdo.
Tauriel zapukał do drzwi.
- Legolasie jesteś gotowy!?
- Jeszcze nieeee!- Elfka odsuneła się od drzwi. W tej chiwli książę wypad z pokoju i wpad wprost na przyjaciółkę. Zrobili kilka koziołków, aż zatrzymali się na ścianie. ,,Listek" miał na sobie tylko spodnie za to górna część jego garderoby tkwiła w ręku króla.
- Z mamą zawsze jakoś gładko szło.- rzekł zrezygnowany.
Kiedy Legolas był już ubrany, Elf wziął Tauriel za rękę i pobiegli do miejsca gdzie stał powóz. Tauriel skoczyła do wozu i zaczęła grzebać w jednym z worków. Wyciągnęła dwa sztylety zrobione z lśniącego metalu z wzorami przypominające liście. Chciała wyskoczyć, ale bronie były zbyt ciężkie i pociągnęły ją w stronę ziemi. Kiedy miała zderzyć się z ziemią ze strachu zamknęła oczy. Nagle poczuła, że coś ją łapie w tali. Otworzyła oczy dopiero wtedy kiedy poczuł grunt pod stopami. Zobaczyła, że złapał ją wysoki ciemno włosy elf. Był to Malhonir - kapitan straży.
- Dziękuję panu.- Podziękowała.- gdyby nie pan strasznie by się potukła.
- Nie ma za co dziękować.- Uśmięchnął się. Popatrzył na sztylety.- Sa piękne, ale dla ciebie są jeszcze za ciężkie.
- Tata mi je kupił. Powiedział, że nauczy mnie nimi walczyć.
- W takim razie my cię nauczymy!- Oznajmił król wychodząc za rogu. Malhonir stanął na baczność i skinął głową. Legolas uwielbiał patrzyć na żołnieży. Lubił oglądać ich treningi wierząc, że kiedyś będzie walczyć równie dobrze jak oni i jego ojciec.- Niespodziewałem się czegoś takiego po krasnoludach zwłaszcza z Erebornu.
- Nie prawdasz? W prawdzie nie było z nimi króla.- Kapitan wywinął oczami.
- I to wszystko wyjaśnia. Na moście stoi wóz...
- Mam zebrać grupę i dostarczyć im nagrodę w twoim imieniu?- Spytał patrząc na Thranduila z ukosa.
- Znasz mnie przyjacielu.- Uśmiechnął się. Kapitan ukłonił się i odszedł.- Pewnie jesteście głodni?- Zwrócił się do dzieci. Legolas i tauriel przecząco pokiwali głowami. lecz zdradziło ich burczenie w brzuchu. Król roześmiał się. - Po śniadaniu, wrócimy tu, obiecuje- Dodał kiedy zobaczył, że elfka znó siedzi w powozie, a elf oplutł rękami koło.
- Legolasie, zobacz!- Tauriel wyciągnęła z worka mały ale za to piękny nożyk z metalu.
- Piekny!- Zachwycił się książę.
- Kupiłam go z myślą o tobie.- Podarowała mu błyskotkę.- To prezent odemnie z okazji twoich urodzin.- Legolas nic nie odpowiedział tylko przytulił ją mocno.-Jest idealny do robienia rzeźb z drewna.
- Wystrugam ci coś pięknego!
Król stał obok i przyglądał się małym elfom. Coś czuł, że będzie miał z nimi urwanie głowy.
Oj, będzie miał będzie!!! Już ja się o to postaram ;)
sobota, 27 czerwca 2015
Rozdział 8
W tym rozdziale odpoczniemy na chwilę od głównego bohater :)
Był późny wieczór. Pewna grópka orków siedziała przy ognisku oglądając swoje łupy.
- Poszczęściło nam się- rzekł jeden- tamta elfia rodzina obdarowała nas bardzo chojnie.
- Chojnie? Pierwsze kilka tygodni błądziliśmy po Mrocznej Puszczy unikając elfich patroli, a teraz jesteśmy poszukiwani od tego przeklętego lasu po Erebor!- warknął drugi.
- Ale nic nie poszło na marne. Straciliśmy kompanów ale dla tego cudenika było warto...- mówiąc to wyciągnął z torby srebny naszyjnik- Król niech sobie tego szuka nigdy go nie odzyska.
- Przecież wczoraj napadła na pozostałych grupa elfów i zabrali połowę skarbów które ukradliśmy tamtej rodzinie!!! Trzeba było zabić tą rudą szluję kiedy była taka okazja. Zostało nas tylko czterech...- momętalnie upadł na ziemię. W jego głowie był wbity topór. Za karzaków wyskoczyła grupa krasnoludów uzbrojonych po zęby.
- Chłopcy bierzemy wszystko co się świeci i nie bierzemy zakładników!- oznajmił Trudor król Pod Górą, ojciec Thura( dziadek thorina tylko nie pamiętam jak się jego imię piszę). Krasnoludy zabiły pozostałych orków i zaczeli przeszukiwać ich torby.
- Ojcze spójrz!- wykrzyknął młody Thur pokazując mu srebny naszyjnik.
- Na brodę Durina!- król wzią od syna ozdobę i przyglądał się jej uważnie.- Piękne, zakochany elf podaruje kobiecie nawet,wiązankę czterystu srebnych kamieni, by na końcu trafiła w łapy orków.
- Ojcze, król Thranduil obiecał nagrodę dla tego kto odnajdzie prezent jego zmarłej żony. To okazja by nasz skarbiec stał się jeszcze większy!
- Cierpliwości, Thranduil ma bzika na jego punkcie, więc przetrzymamy na chwilę to cudeniko w naszy skarbcu, a kiedy elfi władca straci nadzieje na odzyskanie go... to jeszcze trochę naszyjnik poleży w naszym skarbcu i dopiero za kilka lat powiemy królowi, że go mamy i zarządany za niego większej nagrody.
- Mamy czekać tak długo? On straci nadzieje dopiero za sto lat.
- Mój drogi synu, musisz zrozumieć, że krasnolud by otrzymać ogromny majątek musi czekać bardzo długo, a nawet i jego dzieci muszą czekać na odpowiedni momęt by pokazać chętnemy towar. Nawet jeśli ja nie dożyje tej trangzacji to ty synu będziesz musiał wyłudzić od tej elfiej szmaty jak najwięcej się da, by nasz skarbiec stał się o wiele większy.
- Wiele się muszę jeszcze nauczyć- spóścił głowę.
- Mój królu nic ceniejszego oprucz tego naszyjnika nie ma.
- W takim razie pozostałe rzeczy trzeba oddać tym elfim gnidą!- burknął.
Król i książę postanowili wrócić do Erebornu, a pozostali pakowali na wóz rzeczy które rodzina Tauriel nabyła na jarmarku w Dale. Następnie ruszyli w stronę Marocznej Puszczy. Dotarli do bram zamku i na powitanie podeszli do nich dwaj strażnicy.
- Co tu robicie o tej porze?- spytał jeden.
- Przyjeżdzamy oddać rzeczy należące do pewne osieroconej niedawno elfki.- odpowiedział rudy karzeł.
- Skąd je macie?- drugi elf uniusł brwi.
- Natkneliśmy się na orków którzy zabili rodziców owej dziewczynki, więc postanowiliśmy zwróci jej własność.- krasnolud starał się uśmiechnąć.
- Tauriel z pewnością się ucieszy, ale czy przypadkiem tamci orkowie nie mieli przy sobie naszyjnika królowej?
- Niestety nie!- skłamał, a przez to, że czuł jak elfy patrzą na niego zaciekawieni ręce zaczeły mu się trząść.
- Szkoda, w imieniu Tauriel i króla dziękujemy za wzrot. Powiadomimy króla o wszym uczynku.
- Dziękujemy wam, życzymy wam spokojnej warty!- odjechali zostawiając wóz na moście.- Może elfy wcale nie są takie dumne jak to mówią.
- Racja są bardzo mili.
Elfy przeniosły powóz do zamku.
- Jak na krasnoludy ci nie byli wcale tacy chytrzy jak pozostali.- rzekł pierwszy.
- Mało jest w tych czasach takich krasnoludów. Pamiętam jak kiedyś poznałem takego jednego, wspaniały przyjaciel. Mieliśmy wiele przygód, ale śmierć wyciągneła po niego swe łapska... aż do dzisiaj nie spotkałem takiego samego krasnoluda.
Jednak to nie Legolas i Gimli byli tymi pierwszymi :)
Elfy i krasnoludy zawsze mogły żyć w przyjaznych relacjach. Tylko szkoda, że dowiedzieli się o tym dopiero później.
Przepraszam z krótki rozdział i że tak długo go nie było. Kolejny sama nie wiem kiedy będzie :(
Był późny wieczór. Pewna grópka orków siedziała przy ognisku oglądając swoje łupy.
- Poszczęściło nam się- rzekł jeden- tamta elfia rodzina obdarowała nas bardzo chojnie.
- Chojnie? Pierwsze kilka tygodni błądziliśmy po Mrocznej Puszczy unikając elfich patroli, a teraz jesteśmy poszukiwani od tego przeklętego lasu po Erebor!- warknął drugi.
- Ale nic nie poszło na marne. Straciliśmy kompanów ale dla tego cudenika było warto...- mówiąc to wyciągnął z torby srebny naszyjnik- Król niech sobie tego szuka nigdy go nie odzyska.
- Przecież wczoraj napadła na pozostałych grupa elfów i zabrali połowę skarbów które ukradliśmy tamtej rodzinie!!! Trzeba było zabić tą rudą szluję kiedy była taka okazja. Zostało nas tylko czterech...- momętalnie upadł na ziemię. W jego głowie był wbity topór. Za karzaków wyskoczyła grupa krasnoludów uzbrojonych po zęby.
- Chłopcy bierzemy wszystko co się świeci i nie bierzemy zakładników!- oznajmił Trudor król Pod Górą, ojciec Thura( dziadek thorina tylko nie pamiętam jak się jego imię piszę). Krasnoludy zabiły pozostałych orków i zaczeli przeszukiwać ich torby.
- Ojcze spójrz!- wykrzyknął młody Thur pokazując mu srebny naszyjnik.
- Na brodę Durina!- król wzią od syna ozdobę i przyglądał się jej uważnie.- Piękne, zakochany elf podaruje kobiecie nawet,wiązankę czterystu srebnych kamieni, by na końcu trafiła w łapy orków.
- Ojcze, król Thranduil obiecał nagrodę dla tego kto odnajdzie prezent jego zmarłej żony. To okazja by nasz skarbiec stał się jeszcze większy!
- Cierpliwości, Thranduil ma bzika na jego punkcie, więc przetrzymamy na chwilę to cudeniko w naszy skarbcu, a kiedy elfi władca straci nadzieje na odzyskanie go... to jeszcze trochę naszyjnik poleży w naszym skarbcu i dopiero za kilka lat powiemy królowi, że go mamy i zarządany za niego większej nagrody.
- Mamy czekać tak długo? On straci nadzieje dopiero za sto lat.
- Mój drogi synu, musisz zrozumieć, że krasnolud by otrzymać ogromny majątek musi czekać bardzo długo, a nawet i jego dzieci muszą czekać na odpowiedni momęt by pokazać chętnemy towar. Nawet jeśli ja nie dożyje tej trangzacji to ty synu będziesz musiał wyłudzić od tej elfiej szmaty jak najwięcej się da, by nasz skarbiec stał się o wiele większy.
- Wiele się muszę jeszcze nauczyć- spóścił głowę.
- Mój królu nic ceniejszego oprucz tego naszyjnika nie ma.
- W takim razie pozostałe rzeczy trzeba oddać tym elfim gnidą!- burknął.
Król i książę postanowili wrócić do Erebornu, a pozostali pakowali na wóz rzeczy które rodzina Tauriel nabyła na jarmarku w Dale. Następnie ruszyli w stronę Marocznej Puszczy. Dotarli do bram zamku i na powitanie podeszli do nich dwaj strażnicy.
- Co tu robicie o tej porze?- spytał jeden.
- Przyjeżdzamy oddać rzeczy należące do pewne osieroconej niedawno elfki.- odpowiedział rudy karzeł.
- Skąd je macie?- drugi elf uniusł brwi.
- Natkneliśmy się na orków którzy zabili rodziców owej dziewczynki, więc postanowiliśmy zwróci jej własność.- krasnolud starał się uśmiechnąć.
- Tauriel z pewnością się ucieszy, ale czy przypadkiem tamci orkowie nie mieli przy sobie naszyjnika królowej?
- Niestety nie!- skłamał, a przez to, że czuł jak elfy patrzą na niego zaciekawieni ręce zaczeły mu się trząść.
- Szkoda, w imieniu Tauriel i króla dziękujemy za wzrot. Powiadomimy króla o wszym uczynku.
- Dziękujemy wam, życzymy wam spokojnej warty!- odjechali zostawiając wóz na moście.- Może elfy wcale nie są takie dumne jak to mówią.
- Racja są bardzo mili.
Elfy przeniosły powóz do zamku.
- Jak na krasnoludy ci nie byli wcale tacy chytrzy jak pozostali.- rzekł pierwszy.
- Mało jest w tych czasach takich krasnoludów. Pamiętam jak kiedyś poznałem takego jednego, wspaniały przyjaciel. Mieliśmy wiele przygód, ale śmierć wyciągneła po niego swe łapska... aż do dzisiaj nie spotkałem takiego samego krasnoluda.
Jednak to nie Legolas i Gimli byli tymi pierwszymi :)
Elfy i krasnoludy zawsze mogły żyć w przyjaznych relacjach. Tylko szkoda, że dowiedzieli się o tym dopiero później.
Przepraszam z krótki rozdział i że tak długo go nie było. Kolejny sama nie wiem kiedy będzie :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)